Referaty

Gen. Anders i jego żołnierze po zakończeniu II wojny światowej

dr Tadeusz Kondracki

Tematem tego szkicu są losy generała Andersa i jego żołnierzy, ale w okresie już po zakończeniu działań na froncie włoskim. Podkreślenia wymaga fakt, że koniec wojny nie był dla Polski, w tym również dla 2 Korpusu, dniem zwycięstwa. W wielu jednostkach korpusu część dowódców otrzymała dyspozycje, aby zbytnio nie manifestować radości z zakończenia wojny, które dla Polski oznaczało nową okupację. Było to zrozumiałe, zwłaszcza dla żołnierzy pochodzących ze wschodnich województw II Rzeczypospolitej. Wskutek tego wśród ogółu żołnierzy panowały rzeczywiście minorowe nastroje, do tego stopnia, że wkrótce po zakończeniu działań, które trzymały żołnierzy w gotowości do czynu, wielu z nich doświadczyło  kryzysu psychicznego. Ludzie byli odcięci od kraju ojczystego i swoich najbliższych: żon, matek, ojców, dzieci. Dochodziło do dramatycznych wyborów. Jak się zachować? Czy pozostać w jednostkach, dochować wierności przysiędze wojskowej, czy wracać? Te dylematy pchnęły niektórych ludzi na skraj myśli samobójczych. Dokumenty archiwalne potwierdzają przypadki samobójstw wskutek tego, że wielu ludzi po zakończeniu wojny nie widziało dla siebie miejsca w nowej sytuacji. Zarazem z czasem nasilała się fala powrotów do pozbawionej wolności Polski. Były to decyzje na ogół bardzo trudne. Początkowo w 2 Korpusie najszybciej na powrót decydowali się przede wszystkim żołnierze z wcielonych ostatnio uzupełnień spośród byłych jeńców niemieckich. Natomiast w bardzo niewielkim stopniu na teren Polski powrócili ci, którzy przeszli przez Rosję, pamiętali zesłania i łagry, poznali Syberię, wiedzieli o ogromie polskiej niedoli. Zresztą byli zesłańcy syberyjscy pozostający w szeregach 2 Korpusu przestrzegali kolegów, którzy decydowali się na powrót. W odniesieniu do bardzo wielu ludzi te ostrzeżenia – niestety – sprawdziły się. Szczególnie dramatyczne były losy tych spośród żołnierzy 2 Korpusu, którzy powrócili na tereny wschodnie II Rzeczypospolitej, teraz arbitralnie wcielone do ZSRR. Tutaj od razu stawali się oni obiektem zabiegów ze strony NKWD. Zmuszano ich do pisania do kolegów, którzy pozostali we Włoszech, listów z zachętami do powrotu. Co ciekawe, mimo że na co dzień posługiwali się oni przeważnie – mówię o terenach w województwach północnych II RP – przeważnie językami polskim lub białoruskim, to listy z zachętami do powrotu pisane były głównie po rosyjsku, więc prawdopodobnie pod dyktando funkcjonariuszy NKWD. Ci żołnierze 2 Korpusu, którzy zdecydowali się na przyjazd, mieli, poza represjami bieżącymi, doświadczyć losu najtragiczniejszego. W nocy z 31 marca na 1 kwietnia 1951 r. wszyscy byli żołnierze Polskich Sił Zbrojnych, którzy powrócili na tereny wschodnich województw, zostali jednej nocy aresztowani przez NKWD i z rodzinami, bez dobytku, załadowani do wagonów i deportowani na Wschód. Tym razem wywieziono ich do Irkuckiej Obłasti. Tam przebywali, w najlepszym razie, kilka lat. Po 1956 r.  częściowo uzyskali prawo powrotu, ale z odzyskaniem dobytku było już bardzo różnie. Tak więc niektórzy odbyli podróż przez pół świata – z Polski, przez Syberię, Włochy i znowu na Syberię. Był to dramat, ogromna tragedia ludzi, którzy mimo ciężkich doświadczeń życiowych prawdopodobnie jednak nie spodziewali się tego, co może ich spotkać pod władzą ZSRR.

Wrócę jeszcze do momentu zakończenia wojny i tematu, który budził liczne kontrowersje – dlaczego 2 Korpus został wycofany do rezerwy 8 Armii po operacji bolońskiej, w kwietniu 1945 r. W literaturze historycznej często spotykało się motyw, że było to świadome zawłaszczanie efektów polskiego zwycięstwa poprzez aliantów. Podkreślano, że chodziło o to, aby nie dzielić się z nimi owocami ostatecznego zwycięstwa. Otóż ten motyw, wydaje mi się, należy schować do lamusa. W świetle wydarzeń, jakie nastąpiły na przełomie kwietnia i maja 1945 r., należy uznać, że o takiej decyzji dowództwa alianckiego we Włoszech zadecydowały obawy, żeby na koniec kampanii włoskiej nie doszło do walk polsko-sowieckich. Wynika to, jak wiadomo, stąd, że 8 Armia brytyjska obsadzała wschodnią część Półwyspu Apenińskiego, natomiast Amerykanie (5 Armia) – zachodnią. Na przełomie kwietnia i maja 1945 r. – wskutek podziału dalszych zadań w drodze do Niemiec – Amerykanie poszli na zachód i na północ, na przełęcz Brenner, natomiast Brytyjczycy ruszyli na wschód, w kierunku Triestu, a nawet austriackiego Klagenfurtu. Wycofując Polaków na tyły, zapobiegnięto ich spotkaniu z Rosjanami, ponieważ to – w ówczesnych realiach politycznych (po Jałcie) – musiało prowadzić do walk. A to mogło być dla władz brytyjskich nad wyraz kłopotliwe. Zatem chodziło przede wszystkim o to, żeby zapobiec starciom polsko-sowieckim, ewentualnie starciom polsko-titowskim. Trzeba dodać, że miejscem bardzo ostrych kontrowersji był w tych dniach zwłaszcza Triest, gdzie między Brytyjczykami a Jugosłowianami dochodziło do silnych napięć. Również w Gorycji i w Klagenfurcie był styk brytyjsko-jugosłowiański. Zatem potwierdza to, że celem aliantów było, aby Polaków odseparować od możliwości starcia z Rosjanami. Zapewne dla sprawy polskiej per saldo było to korzystne, gdyż uwzględniając nastroje w Wielkiej Brytanii,  nastawione przez propagandę minionych lat na łagodne traktowanie sowieckiego sojusznika – starcia polsko-sowieckie mogły odegrać rolę dla nas niekorzystną.

Kolejne zagadnienie, to kwestia, co działo się w 2 Korpusie w miesiącach między zakończeniem działań przeciwko Niemcom a wycofaniem korpusu do Wielkiej Brytanii. W tym okresie 2 Korpus był traktowany przez swoje dowództwo, przez Naczelnego Wodza, jako ważny czynnik militarno-polityczny, który należy utrzymywać w pełnej gotowości bojowej do spodziewanych walk z ZSRR. Potwierdzają to szkolenia, jakie prowadzono w jednostkach 2 Korpusu. Przebadano dokładnie ten problem w odniesieniu do najciekawszej chyba wielkiej jednostki 2 Korpusu, jaką była 5 Kresowa Dywizja Piechoty. W dywizji tej, w 5 Kresowym Pułku Artylerii Przeciwlotniczej, szkolono się w zakresie rozpoznawania 13 typów samolotów sowieckich. W dokumentach wyszkoleniowych zapisano to jako „rozpoznawanie cech charakterystycznych poszczególnych typów samolotów i wyrobienie oka”. Podobnie było w 5 Pułku Artylerii Przeciwpancernej, gdzie studiowano skład „czerwonego korpusu czołgów”. Zatem w zakresie szkolenia wyraźnie kładziono nacisk na przygotowanie do nowej, ewentualnej konfrontacji. Brało się to stąd, że generał Anders żywił nadzieje, iż w sytuacji, gdyby doszło do spodziewanej inwazji rosyjskiej na Włochy, a taka możliwość była poważnie brana pod uwagę, polskie jednostki mogłyby stanowić istotny czynnik obrony tego obszaru przed zakusami sowieckimi. Wychodząc z takich przesłanek, organizowano szkolenia w jednostkach, a także ćwiczenia aplikacyjne na mapach i w terenie, np. ćwiczenie w 5 Kresowej Dywizji Piechoty z grudnia 1945 r. pod nazwą „Massa Lombarda”. Założeniem tego ćwiczenia było, że Dywizja – wespół z innymi jednostkami 2 Korpusu – miała bronić około stukilometrowego odcinka od Adriatyku na zachód. Te przygotowania militarne trwały w zasadzie do ostatnich tygodni pobytu polskich oddziałów we Włoszech. Innym elementem przygotowań militarnych do konfrontacji z nowym okupantem Polski była rozbudowa 2 Korpusu. Kontynuowano wcielanie do szeregów Polaków uwolnionych z niemieckich obozów jenieckich oraz wywiezionych przez Niemców na teren III Rzeszy. Gen. Anders robił wszystko, żeby jak najwięcej tych ludzi przewieźć z Niemiec do Włoch, gdyż alianci nie spoglądali na to łaskawym okiem. W ten sposób w 2 Korpusie znalazło się wielu Polaków wywiezionych do obozów w Niemczech, bardzo wielu żołnierzy Armii Krajowej, również uczestników powstania warszawskiego. To był drugi, bardzo istotny czynnik potęgujący siłę 2 Korpusu. Jak bardzo go dzięki temu wzmocniono, świadczą liczby. 1 maja 1945 r. stan 2 Korpusu sięgał 81 tys. żołnierzy, zaś 1 sierpnia 1945 r. już 113 tys. Ta różnica, ponad 30 tys., to jest właśnie rezultat wcielania nowych żołnierzy.

Gen. Anders swoje credo polityczno-wojskowe wyraził w rozkazie do żołnierzy z 6 lipca 1945 r.: „Trzeba nam w zwartych, karnych szeregach czekać na pomyślną zmianę warunków. Zmiana ta nadejść musi.” Gen. Anders swoje rachuby wiązał z możliwością inwazji rosyjskiej na Włochy, ewentualnie inwazji jugosłowiańskiej. Spodziewał się, że 2 Korpus będzie w stanie odegrać rzeczywiście istotną rolę militarną. Te rachuby zawiodły w maju 1946 r., kiedy rząd brytyjski podjął decyzję o demobilizacji 2 Korpusu, jako pierwszego polskiego związku taktycznego, i przejściu jego żołnierzy do cywila poprzez instytucję brytyjską, jaką był Polski Korpus Przysposobienia i Rozmieszczenia (PKPR).
Prześledzenie losów i dróg emigracji żołnierzy 2 Korpusu to osobne zagadnienie. Wielu z nich ożeniło się z Włoszkami i pozostali w Italii (później przeważnie emigrowali do Argentyny).

Warto zaznaczyć wątek stosunków z miejscową, włoską ludnością. Polacy potrafili znakomicie tam się znaleźć. Była to kwestia kultury osobistej i ich prezencji. Polacy byli zawsze znakomicie umundurowani, co kontrastowało z wojskowym wizerunkiem żołnierzy innych armii alianckich. Znaczną rolę odgrywała wspólnota religii katolickiej. Stąd przyjaźnie i wiele małżeństw polsko-włoskich. Zdarzały się również konflikty; głównie konflikty z miejscowymi komunistami. Polacy zajmowali przede wszystkim obszary środkowych i północnych Włoch, a tam właśnie w czasie wojny działała silna partyzantka komunistyczna, zaś po wojnie Włoska Partia Komunistyczna. Na tym tle dochodziło do scysji. W kronice 5 Kresowej Dywizji Piechoty są informacje o zrywaniu przez Polaków plakatów komunistycznych, o zdzieraniu przez włoskich komunistów plakatów polskich, o zamalowywaniu napisów. Gdzieś Polacy zobaczyli transparent „Niech żyje 1 maja”, to przemalowali go na „Niech żyje 3 maja”. Niekiedy te drobne kontrowersje, niestety, kończyły się rozlewem krwi. Zdarzało się, że Włosi strzelali do Polaków. W Ascoli Piceno, na południe od Ankony, jeden z polskich żołnierzy – zirytowany postawą miejscowych komunistów – rzucił granat w ich stronę. Zdarzało się, że w lokalach dochodziło do bijatyk, niekiedy na tle śpiewania przez komunistów pieśni „Bandiera Rossa”. Polacy na ogół znali już dobrze włoski, toteż często reagowali impulsywnie na słowa o „triumfującej czerwonej fladze” oraz „niech żyje komunizm i wolność!”. Uprawniona jest konstatacja, iż starcia żołnierzy 2 Korpusu z włoskimi komunistami pełniły rolę swego rodzaju polsko-sowieckiego konfliktu zastępczego.

Nadszedł krytyczny maj 1946 r. i decyzja rządu brytyjskiego o demobilizacji Polskich Sił Zbrojnych, która w pierwszym rzucie miała objąć właśnie 2 Korpus. Było to uwarunkowane przede wszystkim dążeniem do rozładowania tlącej się bomby militarno-politycznej, jaką był polski korpus we Włoszech. Brano tu pod uwagę jego ostrze antysowieckie, a również postępującą stabilizację polityczną w samych Włoszech. Włochy się normalizowały i Brytyjczycy dążyli do przekazania maksymalnie szybko odpowiednich prerogatyw miejscowym władzom. Musiało się to wiązać z wycofaniem reszty wojsk okupacyjnych. A 2 Korpus w połowie 1946 r. stanowił jedyną liczącą się siłę okupacyjną na terenie Włoch. Wycofanie Polaków otwierało drogę do samodzielnego działania miejscowych władz Republiki Włoskiej, ponieważ w 1946 r. król Hubert Sabaudzki został w wyniku referendum zmuszony do abdykacji i wyjazdu.
Brytyjska decyzja o demobilizacji spowodowała wzburzenie w wielu jednostkach 2 Korpusu. Jednak najsilniejsze protesty były w 5 Kresowej Dywizji Piechoty, tej samej, w której protestowano wcześniej po Jałcie i która – ze względu na skład osobowy – była najbardziej wyczulona na los Polski, a zwłaszcza jej ziem wschodnich. Żołnierze cały czas liczyli na to, że marsz do wolnego kraju uda się doprowadzić do końca. W maju 1946 r. te nadzieje upadły. Doszło do tak zwanego  (na wyrost) „buntu Sulika”, od nazwiska dowódcy 5 Kresowej Dywizji Piechoty. Wydarzenia z maja i czerwca 1946 r. dowiodły, jak wielkim autorytetem u swoich żołnierzy cieszył się gen. Anders. Zareagował on natychmiast na niepokoje i na 4 czerwca 1946 r. zwołał do Forli odprawę z kadrą oficerską 5 Kresowej Dywizji Piechoty. Podczas odprawy wyłożył swoje credo polityczne na kolejne lata: „Nie jest czas, żeby robić gesty, których świat nie rozumie”. „My nic nie zdziałamy – mówił gen. Anders – jakimiś wystąpieniami militarnymi”. A rodziły się pomysły różne: żeby opanować jakiś teren we Włoszech, zająć zbrojnie radiostację w Rzymie i puścić na cały świat nasze wołanie o sprawiedliwość. Generał Anders, poza tym, że okazał się znakomitym dowódcą, był również świetnym politykiem (i za to tak bardzo nienawidziły go władze warszawskie). Zdawał sobie sprawę, że ostre konflikty polsko-angielskie spowodują dla sprawy polskiej więcej szkody niż pożytku. Wzywał zatem do powściągnięcia temperamentów i do poddania się procedurom demobilizacyjnym. Argumentował: „Polski Korpus Przysposobienia i Rozmieszczenia daje nam jeszcze co najmniej 2 lata w zwartych formacjach. Przez te 2 lata jeszcze bardzo wiele się może zdarzyć”. Gdy się  oceni późniejszy przebieg wydarzeń politycznych w Europie, miał wiele racji. Kiedy rozpoczął się kryzys berliński w 1948 r., jeszcze znaczna część polskich żołnierzy była w obozach PKPR-u; pozostawała w zwartych formacjach, umundurowana. W razie gdyby doszło – zamiast zimnej wojny – do wojny „gorącej”, istniały realne możliwości w miarę szybkiego odtworzenia Polskich Sił Zbrojnych i użycia ich w walce. Była to zatem koncepcja, aby pod żadnym pozorem nie występować przeciwko naszym obecnym, a zapewne i przyszłym, sojusznikom. „My mamy być z nimi, a nie bić się z nimi” [tak mówił gen. Zygmunt Bohusz-Szyszko]. Jeżeli my się teraz postrzelamy z Anglikami, to jaki los czeka dziesiątki tysięcy żołnierzy, którzy nie mogli wrócić do Polski (a tym bardziej na tereny wschodnie) – gdzie oni będą mieszkać? Gdzie założą rodziny? Gdzie zintegrują się z miejscowym społeczeństwem? Gdzie to ma być? Tylko w Wielkiej Brytanii”. Mądrość polityczna gen. Andersa wyraziła się w tym, że tam, gdzie to było potrzebne (np. w rozmowach z politykami zachodnimi) potrafił postawić na szali polskie imponderabilia polityczne, a w innych okolicznościach był na tyle silny, żeby powściągnąć namiętności i temperament niektórych własnych dowódców niższego szczebla. Należy bardzo mocno podkreślić to, jak wielkim zaufaniem cieszył się gen. Anders u swoich żołnierzy. To był nieocenionej wartości kapitał gromadzony co najmniej od 1941 r. Dla jego żołnierzy, których uratował z Rosji, generał rzeczywiście był Mojżeszem, który wyprowadził ich z ziemi niewoli.

Od czerwca do jesieni 1946 r. 2 Korpus przewożony był do Wielkiej Brytanii – drogą morską i lądową, a część jednostek z północnych Włoch – koleją przez Niemcy. Żołnierze bardzo sobie cenili przejazdy lądowe, gdyż mogli zobaczyć wygląd Niemiec po wojnie, po bombardowaniach, co podnosiło morale (mówiono „to za nasze krzywdy”). Relacje są tutaj jednoznaczne. Następne ważne wydarzenie – to przełom 1946 i 1947 r. i początek zapisów do PKPR-u. Wtedy miała miejsce pierwsza naprawdę duża fala powrotów do Polski. O ile w 1945 i 1946 r. wracali przeważnie żołnierze spośród naboru z jeńców niemieckich, o tyle w 1947 r. w większej liczbie decydowali się na to również inni, aczkolwiek ci, co przeszli przez Rosję, z zasady zostawali na Zachodzie.

Na koniec o kwestii tworzenia w 2 Korpusie organizacji społecznej, jaką było Stowarzyszenie Polskich Kombatantów. To jest zagadnienie, które zasługuje na podkreślenie ze względu na to, że do dzisiaj SPK jest główną polską organizacją kombatancką o zasięgu światowym. Ponieważ gen. Anders kładł nacisk na utrzymanie 2 Korpusu jako istotnego czynnika polityczno-militarnego, aż do czerwca 1946 r. nie zezwalał na tworzenie komórek Stowarzyszenia Polskich Kombatantów w 2 Korpusie (początki Stowarzyszenia Polskich Kombatantów datują się na lato 1945 r., kiedy pierwsze struktury tej organizacji powstały w Wielkiej Brytanii). Podobnie jak w 2 Korpusie brak było warunków do tworzenia SPK, np. w 1 Dywizji Pancernej, a także w niektórych dowództwach Polskich Sił Powietrznych i Marynarki Wojennej. Ale np. dowództwa lotnictwa i marynarki zezwalały na działalność społeczną już od 1945 r., a wstrzymywanie prac organizacyjnych SPK dotyczyło niektórych dowództw niższego szczebla. 2 Korpus – za sprawą gen. Andersa – stanowił monolit całkowicie odporny na jakiekolwiek inicjatywy tworzenia organizacji społecznych. To się zmieniło po maju 1946 r., kiedy władze brytyjskie podjęły decyzję o demobilizacji 2 Korpusu. I wtedy, gdy dotychczasowy instrument działania politycznego, tzn. zwarte polskie jednostki, wypadał z ręki gen. Andersa, postawił on właśnie na SPK (którego wcześniej w podległych sobie jednostkach nie pozwolił zakładać). Tę zmianę podejścia gen. Andersa potwierdzał jego rozkaz z 18 czerwca 1946 r. o tworzeniu komórek Stowarzyszenia Polskich Kombatantów w jednostkach 2 Korpusu. I wszystkie praktycznie jednostki korpusu, które wylądowały w Wielkiej Brytanii, po kilku miesiącach miały już rozwinięte struktury Stowarzyszenia Kombatantów. Koncepcja gen. Andersa zakładała, że ze względu na potencjał 2 Korpusu, tj. zwarte kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy, organizacja SPK 2 Korpusu zdominuje w sensie programowym SPK w Wielkiej Brytanii, a także w skali globalnej – w świecie. I wtedy poprzez SPK możliwa będzie realizacja celu naczelnego, którym było trzymanie żołnierzy w gotowości do walki o Polskę. Gdy ta koncepcja gen. Andersa – nadania SPK kierunku politycznego, do przygotowywania wojskowego emigracji – w 1948 r. poniosła porażkę, gen. Anders postawił na inną opcję. Od czerwca 1948 r. prowadzone były działania na rzecz ujęcia w ramy organizacyjne struktury kół oddziałowych. Trzeba zaznaczyć, że poza Stowarzyszeniem Polskich Kombatantów w jednostkach działały również koła oddziałowe żołnierzy. Był więc na przykład Związek Kół Oddziałowych 5 Kresowej Dywizji Piechoty, czy Związek Kół Oddziałowych 3 Dywizji Strzelców Karpackich. Ujęcie w ramy organizacyjne struktury kół oddziałowych nastąpiło w listopadzie 1948 r. I od 1948 r. to właśnie struktura kół oddziałowych (której promotorem, organizatorem i patronem był gen. Anders), skupiała jego nadzieje na ujęcie w ramy organizacyjne polskiego uchodźstwa wojskowego.

Na koniec jeszcze o kwestii adaptacji żołnierzy 2 Korpusu do życia cywilnego. Losy tych, którzy pozostali na Zachodzie, były w sensie materialnym znacznie lepsze, zwłaszcza po początkowym okresie adaptacji. Ale z drugiej strony, odcięcie od kraju, od bliskich bardzo negatywnie oddziaływało na psychikę żołnierzy. Część rozdzielonych rodzin zdołała się połączyć po 1956 r.. Bardzo dużo żołnierzy wybrało dalszą emigrację. Jak już mówiono, wielu pojechało do Argentyny. To byli głównie żołnierze gen. Andersa, którzy pozostali we Włoszech ze względu na założenie rodzin i razem z żonami, z dziećmi wyjeżdżali do Ameryki Południowej. Szczególnie liczne i aktywne środowiska kombatanckie 2 Korpusu powstały – co oczywista – w Wielkiej Brytania, ale również w Ameryce Północnej – w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie.
 

 

 

Relacja ze spotkania w Warszawie, podczas którego został wygłoszony referat

A
A+
A++
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Wstecz