kluby GROTA

Ostatnio dodane

Referaty

Wokół akcji »Synteza«. Działalność wywiadowcza Polaków wobec fabryki benzyny syntetycznej w Policach (1941–1945)

Paweł Knap

W latach II wojny światowej decydujący wpływ na zadania wywiadowcze Polaków miało zapotrzebowanie na informacje ze strony aliantów. Brytyjczyków niepokoiły przede wszystkim wiadomości o niemieckich próbach z bronią rakietową, dlatego jednym z ważniejszych obiektów poddanych rozpracowaniu były obiekty doświadczalne w Peenemünde na wyspie Uznam. Udział w rozpoznaniu tak zakładu, jak i poligonu doświadczalnego, miały m.in. struktury powiązane bezpośrednio z Armią Krajową.

W jednej z takich organizacji o nazwie „Miecz i Pług” działał Roman Träger, który w marcu 1942 r. otrzymał powołanie do Wehrmachtu, miesiąc później – z racji wykształcenia – znalazł się w wojskach łączności, a wiosną 1943 r. został skierowany do Peenemünde w celu naprawienia uszkodzeń na łączach. Podczas wielkanocnego pobytu w Bydgoszczy w kwietniu 1943 r. poinformował ojca Augustyna o wyrzutniach broni „V” i sporządził z pamięci szkic rozmieszczenie poszczególnych obiektów w zakładach doświadczalnych, łącznie z węzłem komunikacyjnym i barakami, w których mieszkali robotnicy przymusowi. W maju 1943 r. Augustyn Träger osobiście dostarczył dane o Peenemünde do Warszawy.

W wyniku opracowanego przez polski wywiad raportu Peenemünde zostało zbombardowane, a Londyn zlecił polskim wywiadowcom zadanie, które dotyczyło lokalizacji fabryk benzyny oraz ustalenia, jakie paliwo jest stosowane w nowej broni lotniczej. W październiku 1943 r. powstała grupa wywiadowcza o kryptonimie „Bałtyk”, której kierownikiem został członek organizacji „Miecz i Pług” Bernard Kaczmarek, noszący ps. „Wrzos”. Zadaniem „Bałtyku” było m.in. szczegółowe rozpracowanie rejonu Szczecina z uwzględnieniem zakładu w Policach i stoczni szczecińskich. Całość umownie nazwano operacją „Synteza”.

Kaczmarek zwerbował do współpracy Aleksego Jendryczkę ps. „Pomorski”. Jendryczka z wykształcenia był inżynierem budownictwa lądowego. W czasie wojny skierowany został do prowadzenia prac budowlanych w Rydze. W połowie 1943 r. udało mu się zbiec do Warszawy, gdzie nawiązał kontakt ze znajomymi z Bydgoszczy – pierwszym był jubiler Stanisław Brzoskowski, drugim – handlowiec, wspomniany wcześniej kierownik grupy „Bałtyk” Bernard Kaczmarek. Od tego czasu Jendryczka posługiwał się fałszywymi dokumentami wyrobionymi na nazwiska Jan Tyszka i Adolf Zimmerman.

Jak się okazało, Jendryczka miał rodzinę w Policach. Chodzi o Leona Sowińskiego, który w lipcu 1940 r. wraz z ośmioma innymi jeńcami trafił do pracy przymusowej w tartaku parowym w Tanowie, którego właścicielem był Arthur Krubke. Zdaniem Antoniego Lesnera, z którym Sowiński służył we wrześniu 1939 r., a później dostał się do niewoli i trafił na Pomorze, Sowiński już od lata, a najpóźniej jesieni 1940 r. działał w konspiracji.

Lesner wspominał: „Gdy tylko z domu otrzymałem adres Sowińskiego, udałem się do Tanowa. Było to wówczas jeszcze możliwe. Jako przymusowi robotnicy mieliśmy względną swobodę poruszania się. Tylko po głównych ulicach Szczecina Polakom nie wolno było chodzić. Już podczas pierwszego spotkania Sowiński wypytywał mnie gdzie pracuję, co robię. Zainteresował się, gdy powiedziałem, że w stoczni mam do czynienia z U-bootami, kutrami torpedowymi, ścigaczami. Gdy to usłyszał – klamka zapadła. Nie powiedział mi wprost o co chodzi, lecz przecież nie byłem naiwny… I gdy zaproponował mi zbieranie informacji o tym, co dzieje się wokół mnie w pracy – zgodziłem się. Postawił jeden warunek: nic nie notować, wszystko zapisywać w pamięci. Miałem przepustkę i dość często udawało mi się niepostrzeżenie – jak mi się zdawało – odwiedzać Sowińskiego w Tanowie. I on czasem przyjeżdżał do Szczecina. Ponieważ obaj znaliśmy doskonale język niemiecki, więc chodząc ulicami, by nie zwracać na siebie uwagi, rozmawialiśmy w tym języku. Nauczyłem się gromadzić odpowiednie wiadomości, spostrzegać rzeczy, na które w zwykłych warunkach nie zwróciłbym uwagi. Nie widziałem nigdy, by Sowiński cokolwiek notował. Prosił mnie za to często, bym mu powtarzał moje informacje. Opowiadałem mu jak wyglądają budowane jednostki morskie, przekazywałem nazwy statków przebudowane na transportowce wojenne, nieco później opisywałem skutki bombardowań. Nauczyłem się mówić konkretnie, skrótami najbardziej wbijającymi się w pamięć. Chyba tylko raz zapytałem: Po co to wszystko? Odpowiedział: To dla naszego wspólnego dobra. Wszystko wyjaśni się po wojnie”.

Podczas pobytów w Szczecinie Jendryczce udało się zdobyć oryginalne dokumenty, odpisy czy fotokopie dotyczące zakładów będących w zainteresowaniu wywiadu. Dokonywał tego m.in. przez zatrudnionych w biurach Polaków lub obcokrajowców zesłanych na roboty, czasem wciągając do współpracy mieszkających w Szczecinie Polaków. Meldunki odznaczały się niezwykłą precyzją, toteż szybko obiekty przez niego rozpracowywane – przede wszystkim zakłady w Policach – mogły stać się celem ataków lotnictwa alianckiego.

Działalność wywiadowcza w rejonie Szczecina została przerwana w wyniku wpadki, jaka miała miejsce w kwietniu 1944 r. Stefan Ignaszak tak opisał ją w 1970 r.:  „Wytypowano wspólnego kuriera, który w miarę wykonywania dalszych zadań przyjeżdżał do Warszawy. Punktem kontaktowym był sklep jubilerski u Brzoskowskiego w Warszawie przy ul. Złotej. Kurier przyjeżdżał dwa razy w kwietniu 1944 r., a w pociągu Szczecin–Warszawa wpadł w ręce Gestapo i po paru dniach tortur przyznał się do wszystkiego. Jendryczka w Warszawie o niczym nie wiedział. 20 kwietnia przebywał w mieszkaniu swoim przy ul. Miedzianej 20. Około godz. 11 otrzymał telefon od Brzoskowskiego, że przyjechał kurier ze Szczecina. Udał się jak zwykle na spotkanie do sklepu przy ul. Złotej, gdzie zobaczył kuriera w obstawie Gestapo. Został wraz z Brzoskowskim natychmiast aresztowany. W tym czasie wszedł do sklepu Edmund Czarnowski ps. »Kolski«, zaangażowany w grupie »Bałtyk«, zorientował się w lot w sytuacji i zaprezentował się jako klient przychodzący do sklepu w sprawie kupna zegarka. Wyszedł z opresji cało”.

Wielce prawdopodobne jest, że na ślad Jendryczki naprowadziła Gestapo – bezwiednie – jego żona. Ten bowiem, nie informując współpracowników, postanowił ściągnąć żonę do Warszawy. Jego punktem kontaktowym był sklep jubilerski przy ul. Złotej. Od nich dostała adres męża. Nie miała pojęcia, że od pewnego czasu była pod obserwacją Gestapo. Trafili po nitce do kłębka.

Gertruda Jendryczka była obserwowana przez Gestapo zapewne od momentu ucieczki Aleksego z Łotwy. Po przyjeździe do Warszawy bowiem sfingowano jego śmierć, odbył się pogrzeb, a „wdowa” przez prawie rok chodziła w żałobie. Z relacji Jendryczkowej wynika, że mistyfikacja była tak przeprowadzona, iż sama początkowo nie wiedziała, że śmierć męża została upozorowana. Ich zachowanie było zlekceważeniem podstawowych zasad pracy w konspiracji. Jeśli sama nie była kurierem, nie tylko nie powinna znać adresu lokalu kontaktowego, czyli sklepu jubilerskiego, ale i spotykać się z mężem, którego śmierć tak starannie, jak się wydawało, upozorowano. Gestapo miała zatem znacznie ułatwione zadanie.

Aresztowano wówczas przynajmniej 10 osób. Ci, którzy pozostali na wolności, postanowili natychmiast dokonać ewakuacji z mieszkania Jendryczki wszystkich materiałów konspiracyjnych. Zrobiono to pod osłoną silnie uzbrojonej obstawy. W wydawałoby się pustej walizce znaleziono najważniejsze materiały, choć mieszkanie było już splądrowane przez Gestapo. Po tygodniu od zatrzymania wszyscy zostali przewiezieni z Warszawy do Szczecina. W okresie prowadzenia dochodzenia cała grupa przetrzymywana była w więzieniu śledczym szczecińskiej Gestapo przy Augustastraße 47. Później przewieziono ich do więzienia w Goleniowie.

W wyniku postępowania w styczniu 1945 r. wszystkich siedmiu więźniów uznano za członków grupy prowadzącej w latach 1943–1944 „szpiegostwo wojenne na polecenie nielegalnej polskiej organizacji”. Rozprawa główna przed Trybunałem Ludowym w Berlinie rozpoczęła się o 11:00. Oczywiście oskarżeni nie mieli prawa wyboru obrońcy, na dodatek nawet z tym narzuconym nie widzieli się aż do rozprawy. Sama rozprawa trwała kilka minut. Oskarżeni nie mieli prawa głosu. Przewodniczący składu sędziowskiego stwierdził, że dopuścili się zdrady głównej, po czym ogłosił wyrok. Pięć osób – w tym Aleksy i Gertruda Jendryczkowie oraz Leon Sowiński – zostało skazanych na karę śmierci. Egzekucję na gilotynie przeprowadzono dokładnie rok po wpadce w Warszawie, 20 kwietnia 1945 r. Gertruda Jendryczka została uwolniona przez wojska radzieckie 23 kwietnia 1945 r.

Wyjaśnić należy również co się stało ze Stanisławem Brzoskowskim, w którego sklepie zatrzymano Aleksego Jendryczkę. Jako jedyny nie był on sądzony w procesie berlińskim. W Archiwum Muzeum Stutthof w Sztutowie udało się jednak odnaleźć kartę personalną Brzoskowskiego, z której wynika, iż po aresztowaniu został 24 maja 1944 r. przekazany do obozu Stutthof, gdzie zmarł – rzekomo – 4 stycznia 1945 r. Nie wiemy jakie były losy jego żony, poza tym, iż uwolniona została, podobnie jak Gertruda Jendryczka, przez wojska radzieckie. Antoni Lesner został zwolniony już wczesnym latem 1944 r., ale później trafił do obozu pracy. Po 1945 r. mieszkał w Darłowie.

25 stycznia 1985 r. Bundestag odebrał wydanym przez Trybunał Ludowy wyrokom jakąkolwiek moc prawną w Niemczech. Ustawą z 25 sierpnia 1998 r. wszystkie wyroki Trybunału Ludowego – jako niesprawiedliwe – uchylono.

 

 

 

Więcej na temat operacji „Synteza” i losów jej uczestników zob.:

P. Knap, Wicki, Szymichowska, Sulewscy... Uczestnicy polskich akcji wywiadowczych poprzedzających operację „Synteza” i ich losy [w:] Police na przestrzeni wieków, red. W. Potkański, Police 2011, s. 115–125.

P. Knap, Ch. Sowiński, Wokół akcji „Synteza”. Działalność wywiadowcza Polaków wobec fabryki benzyny syntetycznej w Policach (1941–1945) [w:] Konferencja „Od Westerplatte do Norymbergi. II wojna światowa we współczesnej historiografii, muzealnictwie i edukacji” w Muzeum Stutthof (2–5 września 2009 r.), red. P. Chruścielski, M. Owsiński, Sztutowo 2009, s. 96–100.

 

Wykład został wygłoszony podczas spotkania Klubu Historycznego im. gen. Stefana Roweckiego „Grota” w Warszawie w dniu 19.09.2013.

 

A
A+
A++
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Wstecz