Ostatnio dodane
-
30 maja w Szczecinie – wykład Andrzeja Krzysztofa Kunerta „Kamienie na szaniec”
15.05.2012 -
Plan pracy na rok 2012
08.05.2012 -
22 maja w Pabianicach – wykład prof. dr hab. Marii Magdaleny Blombergowej „Cmentarze katyńskie”
08.05.2012 -
Plan pracy na 2012 rok
08.05.2012 -
23 maja w Gdańsku – wykład Aleksandra Kozickiego „Działalność Oddziału Informacyjno-Wywiadowczego II Korpusu w latach 1945–1949 na terenie Palestyny i Austrii”
07.05.2012
Referaty
„Tej zorganizowanej kreciej robocie musimy się twardo i konsekwentnie przeciwstawiać”, czyli władze Polski Ludowej wobec zakonów żeńskich na przykładzie Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego
s. Małgorzata Krupecka USJK
s. Małgorzata Krupecka USJK
„Tej zorganizowanej kreciej robocie musimy się twardo i konsekwentnie przeciwstawiać”,
czyli władze Polski Ludowej wobec zakonów żeńskich
na przykładzie Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego
Te słowa, pochodzące z dokumentu Urzędu ds. Wyznań z połowy lat pięćdziesiątych, wprowadzają w bogatą i mało dotąd opisaną problematykę antyzakonnej polityki władzy komunistycznej w Polsce.
Polityka państwa komunistycznego wobec zakonów żeńskich w Polsce, wpisana w ogólną politykę wobec Kościoła, a realizowana – w myśl wytycznych płynących z KC PZPR – przez Urząd ds. Wyznań i inne instytucje administracji rządowej oraz przez aparat bezpieczeństwa, była w Polsce Ludowej konsekwentnie nieprzyjazna mimo krótkotrwałych odwilży politycznych, znaczonych tak ważnymi datami, jak np. 1956 r. Celem było stopniowe eliminowanie zakonów żeńskich ze wszystkich obszarów życia publicznego aż do ich zupełnej likwidacji – na wzór innych państw bloku komunistycznego.
Atak zakonów na władzę ludową polegał na tym, że – jak mówi przywołany wyżej dokument – „swoją pracą zawodową, na wysokim poziomie i rzetelnie, siostry zakonne jednają sobie uznanie zarówno kierownictwa, jak i miejscowego społeczeństwa, oraz stwarzają w ten sposób sobie przesłanki do bardzo szerokiej działalności propagandowej na rzecz religii i Kościoła (...) w szpitalach i zakładach wychowawczych”.
Komuniści nie mogli uderzyć od razu we wszystkie dziedziny życia Kościoła w Polsce, licząc się z możliwością zdecydowanego oporu społeczeństwa. Działali więc etapami.
Mimo zerwania konkordatu przez Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej 12 września 1945 r. stosunek nowej władzy do zakonów żeńskich, podobnie jak do Kościoła w ogóle, był jeszcze dość ostrożny, w miarę liberalny i tolerancyjny – nie pomagano, ale i zbytnio nie przeszkadzano. Można nawet powiedzieć, że – z pewnymi wyjątkami – pierwsze lata powojenne charakteryzuje względne przyzwolenie na to, żeby zakony żeńskie wspierały swą aktywnością oświatowo-wychowawczą, a zwłaszcza medyczną i charytatywną, proces odbudowy kraju ze zniszczeń wojennych, wypełniając lukę w tych dziedzinach, w których państwo nie było w stanie sobie poradzić.
Zgromadzenie Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego, zwanych szarymi urszulankami (www.urszulanki.sjk.pl), szybko doświadczyło pierwszych trudności z nową władzą. Już maju 1945 r., na prośbę mieszkańców miasta, urszulanki podjęły się zorganizowania w Pniewach Miejskiego Gimnazjum Koedukacyjnego w poniemieckim pałacu baronostwa Massenbachów. 1 IX 1945 r. rozpoczęło w nim naukę 150 uczniów z Pniew i okolic. W następnym roku szkolnym władze komunistyczne nie pozwoliły urszulankom kierować dalej tą placówką. W 1949 r. urszulanki w Częstochowie – pod naciskiem władz politycznych – musiały opuścić dom, w którym przez 2 lata we współpracy z Izbą Przemysłowo-Handlową prowadziły m.in. internat dla studentek.
Był to przedsmak problemów, które dopiero miały się pojawić.
Sprawnym narzędziem walki komunistycznej władzy z zakonami było nowe ustawodawstwo.
1. Dekret Rady Ministrów o ochronie wolności sumienia i wyznania, ogłoszony 5 sierpnia 1949 roku, szedł w parze z ogłoszonym tego samego dnia dekretem o zmianie niektórych przepisów o stowarzyszeniach.
Dla podporządkowania państwu działalności zakonów wydano zarządzenie, zobowiązujące wszystkie zgromadzenia zakonne do złożenia w ciągu trzech miesięcy – do 4 listopada 1949 r. – podania o uregulowanie swojego bytu prawnego, z czym wiązała się konieczność przedstawienia Ministerstwu Administracji Publicznej (MAP) stanu personalnego zakonu oraz wykazu wszystkich domów, instytucji i majątków. Również urszulanki musiały przesłać do MAP wypełnioną ankietę statystyczną, opisującą wszystkie placówki.
W 1949 roku dokonano rejestracji Zgromadzenia Sióstr Urszulanek SJK w PRN m.st. Warszawy. Miała to być podstawa do uregulowania bytu prawnego zgromadzenia. Mimo to zgromadzenie funkcjonowało tak, jakby osobowości prawnej nie posiadało, gdyż przy każdym akcie prawnym należało się starać o każdorazowe zezwolenie Urzędu ds. Wyznań.
Nawet resort wyznaniowy administracji państwowej świadom był rejestracyjnej fikcji. W szeroko kolportowanej w aparacie władzy broszurce edukacyjnej z 1958 r. o zakonach, czyli dziewięć lat od wprowadzenia nowego prawa, Cz. Stryjewski, starszy radca Urzędu ds. Wyznań, jasno pisał: „Na marginesie trzeba dodać, że byt prawny zakonów w Polsce nie został ostatecznie uregulowany do końca mimo rejestracji, gdyż nie wydano dotąd żadnych decyzji w sprawie zgłoszonych przez zakony wniosków o rejestrację”.
Dekret o zmianie niektórych przepisów prawa o stowarzyszeniach podporządkowywał też państwu wszystkie organizacje religijne, uniemożliwiając w ten sposób praktycznie ich działalność. Szare urszulanki szczególnie mocno zaangażowane były w prowadzenie licznych w Polsce kół Krucjaty Eucharystycznej dla dzieci. Grupy zostały rozwiązane zgodnie z decyzją Episkopatu Polski, który zmuszony był do zawieszenia z dniem 5 listopada 1949 r. działalności organizacji religijnych jako stowarzyszeń mających podlegać państwu. Gdyby je bowiem poddać procesowi rejestracji, trzeba by dostarczyć władzy wszelkie dane o tych organizacjach, a zwłaszcza szczegółowe spisy członków.
2. Kolejnym aktem, uderzającym mocno w zakony żeńskie, prowadzące placówki współpracujące z kościelną organizacją charytatywną „Caritas”, był dokonany 23 stycznia 1950 r. zabór struktur i mienia kościelnej „Caritas” i podporządkowanie jej państwu. Dotknęło to m.in. prowadzonych przez szare urszulanki domów dziecka, przedszkoli czy jadłodajni.
Przymusowa współpraca z nowym „Caritasem” przynosiła początkowo materialne korzyści w postaci poprawy sytuacji finansowej ośrodków, szybko jednak okazywało się, że faktyczną konsekwencją jest coraz większa ingerencja w pracę ośrodka, czemu służyły m.in. wnikliwe, często kilkudniowe wizytacje.
3. Niemal równocześnie z przymusowym podporządkowywaniem instytucji kościelnych nowemu „Caritasowi” poszło uderzenie w materialne podstawy funkcjonowania klasztorów i prowadzonych przez nie dzieł oświatowo-charytatywnych, jakim było przejęcie tzw. dóbr „martwej ręki” na mocy ustawy z 20 marca 1950 roku.
Geneza nazwy „dobra martwej ręki”, oznaczającej nieruchomości ziemskie należące do Kościoła katolickiego, jest dwojaka: pochodziły one na ogół z zapisów testamentowych (a więc zapisywane „martwą ręką”), a ponadto były niezbywalne, tzn. martwe dla obrotu ziemią.
W Wielkopolsce, stanowiącej od 1920 r. kolebkę Zgromadzenia Sióstr Urszulanek SJK, znajdowało się po zakończeniu II wojny światowej kilka najstarszych i znaczących domów zgromadzenia: w Pniewach, Otorowie, Lipnicy i Sokolnikach Wielkich (wszystkie w obecnym powiecie szamotulskim). Domy te prowadziły szeroko rozumianą działalność charytatywną, ze szczególnym ukierunkowaniem na pracę opiekuńczo-wychowawczą z dziećmi i młodzieżą, w oparciu o duże gospodarstwa rolne, będące w większości darowizną z przeznaczeniem na cele dobroczynne.
Praca w gospodarstwie była traktowana przez urszulanki nie tylko jako sposób na zdobycie środków utrzymania dla sióstr i dzieł, istniejących przy klasztorach. Był to również świadomie przyjęty styl życia oraz forma apostolstwa w środowisku wiejskim.
Siostry aktywne zawodowo, zdolne do pracy, musiały zarobić na utrzymanie sióstr starszych, schorowanych, nieposiadających rent ani emerytur, oraz sióstr na wstępnych etapach formacji (postulat, nowicjat). Założycielka zgromadzenia, święta Urszula Ledóchowska, na każdą urszulankę szarą nałożyła obowiązek zapracowania nie tylko na siebie, ale również na utrzymanie choć jednego dziecka, będącego pod opieką wspólnoty. Zdecydowana większość dzieci, wychowywanych przez urszulanki, wywodziła się ze środowisk najuboższych – ich utrzymania nikt nie finansował.
Na terenie wymienionych wyżej domów istniało po wojnie kilka placówek oświatowo-wychowawczych: szkoła gospodarcza, obejmująca kilka typów szkół, w sumie ponad 100 uczennic, internat dla ponad 60 uczennic, kolegium dla ponad 60 dzieci, 2 domy dziecka dla prawie 300 dzieci, przedszkola dla dzieci wiejskich, ambulatoria dla chorych ze wsi i z okolicy, świetlice z dożywianiem dla dzieci, kolonie dla dzieci, rekolekcje dla młodzieży akademickiej... i do tego sto kilkadziesiąt sióstr.
Ustawę z 20 marca zaczęto wprowadzać w życie w odniesieniu do własności ziemskiej urszulanek SJK w Wielkopolsce już od początku marca 1950 r., co dobrze ilustruje stosunek władzy komunistycznej do stanowionego przez siebie prawa.
Siostry nie pozostały bezczynne wobec tak oczywistej grabieży. Mimo podejmowanych kroków, aby nie zaniedbać żadnej możliwości walki o prawowitą własność, nie spodziewano się osiągnięcia zasadniczych rezultatów na drodze prawnych odwołań. Zakonnice z innych zgromadzeń również miały pod tym względem negatywne doświadczenia. Jak czytamy we wspomnieniach, minister Bida na protesty sióstr przeciw zabieraniu ich własności przytaczał wyjątki z ewangelii o ubóstwie i pytał z ironicznym uśmiechem: „Jak to, macie ślubowane ubóstwo, a walczycie o dobra materialne?”.
Wykaz strat, poniesionych przez urszulanki SJK w Wielkopolsce w wyniku realizacji ustawy o przejęciu „dóbr martwej ręki”, obejmuje ok. 1 750 ha (ziemia orna, łąki, pastwiska, ogrody i sady, lasy i parki itd.). Do tego doliczyć należy zabudowania gospodarcze o powierzchni ponad 25 tys. m2 oraz inne, których metrażu nie podano w protokołach przejęcia, i inwentarz żywy, liczący co najmniej kilkaset sztuk zwierząt gospodarczych.
W marcu 1950 r. została urszulankom zabrana jeszcze jedna duża nieruchomość ziemska: w Monicach k. Sieradza.
Według wyceny, dokonanej w 1964 roku, zgromadzenie na mocy ustawy o przejęciu „dóbr martwej ręki” utraciło nieruchomości (grunty, budynki gospodarcze) oraz ruchomości (zapasy zboża, roślin okopowych, nasion, inwentarz żywy i martwy, np. narzędzia, paliwo do maszyn) na łączną sumę prawie 70 mln zł, nie licząc strat poniesionych w wyniku użytkowania przez państwo (zwłaszcza przez PGR i przez Zrzeszenie Katolików „Caritas”) zabranych budynków – bez płacenia czynszu bądź dzierżawy.
Urszulanki, zwłaszcza w Wielkopolsce, pozbawione głównego źródła utrzymania, musiały znaleźć inne źródło dochodów, aby mieć z czego żyć i czym dzielić się z innymi. Duża grupa urszulanek zgodziła się na zatrudnienie w PGR-ach. Decyzja zgromadzenia, aby podjąć pracę – tak fizyczną, jak i biurową – w PGR-ze, podyktowana była z jednej strony zaistniałym przymusem, czyli utratą źródeł utrzymania, z drugiej strony względami apostolskimi. Trudną konieczność urszulanki postanowiły potraktować równocześnie jako niełatwą, co prawda, ale jednak szansę realizacji swego charyzmatu, akcentującego solidarność z ludźmi ubogimi i ciężko pracującymi.
4. Z logiki systemu komunistycznego wynikało, że prędzej czy później należało jeszcze mocniej uderzyć w zakony, będące dla władzy totalitarnej trudniejszym przeciwnikiem niż duchowieństwo diecezjalne. Wzorce płynęły z innych krajów komunistycznych (Litwa, Czechosłowacja, Węgry), które już w latach 1948–1950 przystąpiły do rozbicia zakonów poprzez więzienia, obozy internowania czy akcję przesiedleńczą. Jak się wydaje, już pod koniec lat czterdziestych przygotowania do podobnej akcji prowadzono również w Polsce, do realizacji przystąpiono jednak dopiero po uwięzieniu prymasa Wyszyńskiego.
Przesiedlenia w sierpniu 1954 roku, pod kryptonimem „Akcja X2”, objęły żeńskie zgromadzenia zakonne z województw katowickiego, opolskiego i wrocławskiego. Oprócz motywu polityczno-wyznaniowego, leżącego u podstaw przesiedleń, dodatkową dla władzy korzyścią było pozyskanie infrastruktury po wysiedlonych zakonnicach. Zabierane zabudowania były na ogół dużo lepiej utrzymane niż inne budynki na Ziemiach Zachodnich. Aby przygotować odizolowane miejsca zakwaterowania dla przesiedlanych, wysiedlono z kolei inne zgromadzenia w województwach białostockim, warszawskim, bydgoskim, krakowskim i poznańskim.
Takim sposobem 2 sierpnia 1954 r. urszulanki utraciły na 3 lata dom w Otorowie (w Wielkopolsce), zamieniony w obóz pracy dla ponad 180 sióstr marianek, wysiedlonych z ponad 50 placówek na Śląsku. Był to jeden z siedmiu utworzonych wówczas w Polsce obozów pracy dla zakonnic.
Akcja przesiedleńcza dotknęła w 1954 r. około 1300 sióstr z ponad 300 placówek zakonnych. Internowane zakonnice pozbawione były swobody poruszania się, poddawane indoktrynacji ideologicznej, zwłaszcza przez świeckich aktywistów Stowarzyszenia „PAX” oraz tzw. „postępowych księży”, objęte tzw. „produktywizacją”, czyli wykorzystywane jako tania siła robocza pracująca na rzecz państwa, infiltrowane za pomocą sieci donosicieli... Akcja ta miała być kontynuowana w o wiele szerszym zakresie. Przygotowywano spisy kolejnych klasztorów, które planowano przesiedlać, do czego, na szczęście, nie doszło.
Jesienią 1956 roku, na fali przemian popaździernikowych, siostry marianki zaczęły stopniowo opuszczać dom w Otorowie. W styczniu 1957 r. wróciły tam pierwsze urszulanki, żeby rozejrzeć się w sytuacji i zacząć przygotowywać dom, znajdujący się w opłakanym stanie, do ponownego uruchomienia. Od września 1957 r. reaktywowano dom dziecka.
5. Przez cały okres komunizmu trwała – konsekwentnie realizowana – polityka stopniowej eliminacji zakonnic ze sfery edukacji i wychowania.
Z punktu widzenia władz komunistycznych siostry zakonne stanowiły szczególne zagrożenie w dziedzinie kontaktów z dziećmi i z młodzieżą. Logiczną tego konsekwencją było dążenie do zamknięcia szkół, prowadzonych przez żeńskie zgromadzenia zakonne, do upaństwowienia zakonnych ośrodków opiekuńczo-wychowawczych, a także do odsunięcia zakonnic od nauczania religii.
Do 1964 r. żeńskie zgromadzenia zostały pozbawione 215 miejsc kultu, zamknięto 35 szkół średnich, 39 podstawowych, 327 przedszkoli, 53 internaty, 117 domów dziecka, 52 domy starców, 63 szpitale, 7326 sióstr pozbawiono pracy, zajęto 658 budynków niegospodarczych oraz 155 budynków gospodarczych.
W latach 1951–1962 szarym urszulankom zabrano domy dziecka, kilkanaście przedszkoli, 5 burs dla dziewcząt, internaty dla studentek w Warszawie i w Poznaniu oraz szkołę w Pniewach. Utrata prowadzonego dzieła była równoznaczna z utratą lokali, w których dzieło to funkcjonowało.
W wyniku odsuwania zakonnic od prac o charakterze nauczycielsko-wychowawczym utraciło pracę ok. 270 szarych urszulanek (z tego 1/5 przed rokiem 1957, a 4/5 po roku 1957), zatrudnionych jako katechetki w szkołach podstawowych i średnich, nauczycielki w szkole w Pniewach, wychowawczynie w bursach, w internatach dla studentek, w przedszkolach i w domach dziecka.
Episkopat Polski bezskutecznie interweniował w sprawie zabieranych burs, internatów i innych dzieł, prowadzonych przez zakonnice. Same zgromadzenia też słały – równie bezskuteczne – listy, skargi, zażalenia i odwołania do różnych instancji administracji państwowej, z najwyższymi włącznie. Jeśli w ogóle przychodziły odpowiedzi, to z informacją, że nie znajduje się podstaw do uchylenia decyzji.
Szkoła Gospodarcza Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego w Pniewach została otwarta we wrześniu 1920 r. Przy szkole od początku istniał internat dla uczennic, które rekrutowały się nie tylko z Wielkopolski, ale – w miarę jak szkoła stawała się coraz bardziej znana – także z dalszych części odradzającego się kraju. Przez 36 lat istnienia szkoły (1920–1939 i 1945–1962) ukończyło ją 2200 uczennic. Uproszczoną nazwą: szkoła pniewska lub szkoła gospodarcza określane są różne typy szkół, istniejące w tym okresie w ramach jednej instytucji na terenie klasztoru urszulanek w Pniewach.
Podstawową formą represji wobec szkoły w ciągu całego okresu powojennego, aż do upaństwowienia szkoły w 1962 r., było ograniczanie naboru uczennic. Limity naboru uczniów do szkół zakonnych wyznaczane były przez Centralny Urząd Szkolenia Zawodowego (CUSZ) w porozumieniu z KC PZPR i z Urzędem ds. Wyznań, a egzekwowane na szczeblu wojewódzkim poprzez kuratoria i inne instytucje oświatowo-wyznaniowe. Nie było możliwości odwołania się ani szans na polemikę z kryteriami wyłącznie ideologicznymi.
W dokumentach ówczesnych władz polityczno-oświatowych można znaleźć wiele sprzeczności typu: „szkoła na dobrym poziomie – nie zezwala się na nabór”.
Od 1953 r. władze oświatowe – mimo rokrocznie ponawianych starań ze strony sióstr – udzielały co roku zgody już tylko na otwarcie 2-letniej zasadniczej szkoły zawodowej o specjalności kucharz. Do wniosków sióstr, niezgadzających się na degradację szkoły do poziomu tylko zasadniczej zawodowej, dołączały poparcie rozmaite instytucje gminne i powiatowe: Komitet Opiekuńczy i Rada Zakładowa, Komitet Rodzicielski, Gminna Rada Narodowa, Gminna Rada Kobiet, Miejska Rada Narodowa, a nawet miejscowy Komitet PZPR. Mimo to aż do 1957 r. CUSZ odmawiał zgody na nabór do technikum lub liceum.
W latach 1956–1962 siostry pracujące w szkole na etatach nauczycielsko-wychowawczych nie mogły brać udziału w konferencjach nauczycielskich, organizowanych przez kuratorium, ani nie przyjmowano ich na żadne kursy dokształcające w zawodzie. Utrudniano to również świeckiemu personelowi szkoły. Nie przesyłano szkole oficjalnych okólników, zarządzeń i programów, siostry więc, chcąc się do nich stosować, musiały je w różny sposób zdobywać.
Za pozytywną ocenę szkoły odsunięto od pracy czterech urzędników władz oświatowych i przeniesiono ich na inne miejsce. Zachodziły liczne wypadki pogróżek pod adresem rodziców i szykanowania rodziców za posyłanie dzieci do szkoły zakonnej, łącznie z usunięciem z dotychczasowej pracy.
Coraz bardziej absurdalne i uciążliwe stawały się ingerencje cenzury w pismo dla uczennic i absolwentek szkoły.
Więź, istniejąca pomiędzy byłymi wychowankami szkoły pniewskiej a siostrami, zaniepokoiła poznański aparat bezpieczeństwa do tego stopnia, że w 1957 r. Wydział III KWMO w Poznaniu założył (i prowadził do 1960 r.) „sprawę ewidencyjno-obserwacyjną grupową kryptonim »Mitra« jako na niezalegalizowaną grupę młodzieży fanatyczek religijnych, powstałą z inspiracji sióstr zakonnych”.
Sprawa ewidencyjno-obserwacyjna kryptonim „Mitra” nie była, oczywiście, jedyną próbą infiltracji klasztoru i szkoły w Pniewach w okresie powojennym. W latach pięćdziesiątych wielokrotnie próbowano dotrzeć do środowiska uczennic i nauczycielek szkoły. Najwięcej informacji na ten temat zachowało się z pierwszej połowy lat pięćdziesiątych. Regularnie inwigilowana była korespondencja, przychodząca na adres klasztoru w Pniewach – zarówno do sióstr, jak i do uczennic. Służby bezpieczeństwa podejmowały próby zwerbowania współpracowników na niedostępnym dla nich terenie.
W całej Polsce na początku 1960 r. nastąpiło wyraźne zaostrzenie kursu wobec szkół zakonnych. Niektórym cofnięto uprawnienia szkół państwowych, mimo że liczne wizytacje nie tylko nie zakwestionowały ich poziomu dydaktyczno-wychowawczego, podobnie jak to było w przypadku szkoły pniewskiej, ale przeciwnie – stwierdziły stałe podnoszenie poziomu tych placówek.
Wobec większości szkół zakonnych, zamykanych w latach 1961–1962, zastosowano tę samą procedurę: odmowa zatwierdzenia dotychczasowej dyrektorki na kolejny rok szkolny; groźba, że jeśli w oznaczonym (krótkim) terminie zgromadzenie zakonne nie uzyska zatwierdzenia przez władze oświatowe innej kandydatki na dyrektorkę, szkoła zostanie zamknięta; odrzucenie przez kuratorium – bez uzasadnienia – kolejnej kandydatki; decyzja kuratorium o zamknięciu szkoły – z rygorem natychmiastowej wykonalności, bez szans na odwołanie się.
W 1962 r. szkoła urszulanek w Pniewach została umieszczona na liście instytucji kościelnych, które mają być włączone do planu represji w woj. poznańskim.
Wypadki rozegrały się według zarysowanego wyżej schematu. Pierwszym krokiem do upaństwowienia szkoły było niezatwierdzenie dyrektorki na kolejny rok szkolny, mimo że wcześniej zatwierdzona była bezterminowo.
20 lipca 1962 r. ok. godz. 8.00 na teren klasztoru weszła grupa przedstawicieli kuratorium, Wydziału ds. Wyznań, funkcjonariuszy SB i MO, aby w brutalny sposób dokonać przejęcia budynków szkoły i internatu. Zachowały się szczegółowe opisy akcji zabrania urszulankom szkoły i dwóch budynków internackich. Nie dziwi, że opisy znajdujące się w archiwach b. MSW i b. UdsW różnią się od relacji spisanych przez siostry i zachowanych w archiwum Zgromadzenia Sióstr Urszulanek SJK.
Funkcjonariusze podburzali siostry przeciwko przełożonej generalnej, zrzucając na nią winę za cały przebieg wypadków i tłumacząc, że gdyby we właściwy sposób ustosunkowała się do akcji, siostry mogłyby nadal pracować w szkole i miałyby lepsze warunki bytowe. Usiłowali nakłonić kilka sióstr do odejścia ze zgromadzenia. Siostrze, która próbowała robić zdjęcia podczas zajmowania szkoły, zabrano aparat i zniszczono kliszę. Trwało to do późnego wieczora. Około trzydziestu sióstr przyjezdnych, odprawiających rekolekcje, przed północą odstawiono autokarem – ubezpieczanym z tyłu i z przodu przez milicję – na dworzec w Poznaniu.
Oczywiście urszulanki – mimo braku szans na powodzenie podejmowanych starań – wniosły odwołania od niesłusznej decyzji władz oświatowych. Jedynym sukcesem było wynegocjowanie na początku sierpnia zgody kuratorium na zabranie przez siostry z zamkniętych i opieczętowanych pomieszczeń szkolnych reszty sprzętów i wyposażenia.
Od 20 lipca przez kolejne dwa miesiące osiem razy wzywano przełożoną generalną zgromadzenia, przełożoną wspólnoty pniewskiej i dyrektorkę szkoły do Wydziału ds. Wyznań w Poznaniu oraz kilka razy do Komendy Powiatowej MO w Szamotułach. Pretekstem była konieczność omówienia szczegółów, związanych z zabraniem szkoły: sprawa inwentarza, personelu, przejść przez zamknięty teren itp. Rozmowy te miały najrozmaitszą formę: od straszenia karami pieniężnymi, więzieniem, wydaleniem z terenu województwa, przymusową eksmisją z pozostałych budynków zakonnych itp. do różnych obietnic i zapewnień o „serdeczności i życzliwości”. Kopie protokołów przesłuchań w Wydziale ds. Wyznań przesyłane były do Wydziału Administracyjnego KW PZPR, do Przewodniczącego PWRN, do Wydziału IV KWMO w Poznaniu i do Urzędu ds. Wyznań w Warszawie.
W 1990 r. – po 28 latach przerwy – reaktywowana została szkoła, która dziś funkcjonuje jako koedukacyjny Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego w Pniewach, obejmujący liceum ogólnokształcące oraz technikum gastronomiczno-hotelarskie (www.urszulanki.szkola.pl).
6. Z czasem – głównie po uwolnieniu prymasa Wyszyńskiego i przemianach popaździernikowych – gdy okazało się, że zakonów w Polsce nie da się tak po prostu zlikwidować ani „scentralizować” w specjalnie do tego celu utworzonych ośrodkach (obozach), dążono do uzyskania możliwie najpełniejszej kontroli nad zakonami, a co za tym idzie – do ingerencji w ich struktury i w życie. Antykościelna kampania propagandowa miała ukazywać społeczeństwu zakony jako siedlisko zacofania, wrogiej reakcji, ośrodki uprawiające szpiegostwo na rzecz wywiadu imperialistycznego.
Bogaty był repertuar represji. Najprostsze i wystarczająco dotkliwe były zarządzenia administracyjne. Dokuczliwa była nadinterpretacja przepisów albo ich zwykłe lekceważenie, pozbawianie elementarnych praw obywatelskich, takich jak prawo do pracy, do kształcenia, do ubezpieczenia emerytalnego, nie mówiąc o prawie do wolności sumienia i wyznania. Na każdym kroku groziły nieżyczliwe wizytacje i inspekcje.
7. Tzw. gospodarka lokalowa była dobrym pretekstem do zabierania lokali mieszkalnych, należących do zgromadzenia zakonnego, najczęściej bez płacenia czynszu. Wstępem czy pretekstem do zabrania pomieszczeń były wszelkiego rodzaju pomiary, dla przeprowadzenia których komunistyczni urzędnicy starali się wedrzeć na teren klauzury zakonnej.
Na szczęście – dzięki odważnej postawie sióstr – nie zawsze im się to udawało. Na przykład w podsieradzkich Monicach 9 lipca 1963 r. próbowała się dostać do domu urszulanek SJK 4-osobowa komisja „wizytacyjna”. Przełożona domu odmówiła wpuszczenia komisji do klauzury zakonnej. W trakcie śledztwa była trzykrotnie wzywana na milicję, a w lutym 1964 r. skazana przez Sąd Powiatowy w Sieradzu na 6 miesięcy więzienia z zawieszeniem na 2 lata.
8. Polityka fiskalna komunistycznego państwa stała się groźną bronią w walce z zakonami. Jedną z form represji były coraz to nowe przepisy, niekorzystnie i niesprawiedliwie naliczające podatki, nakazujące prowadzenie ksiąg rachunkowych, inwentarzowych, ksiąg gospodarstwa rolnego itd. Zakony odmawiały prowadzenia ksiąg rachunkowych i inwentarzowych, za co groziły surowe restrykcje. Siostry – za radą Wydziału Spraw Zakonnych przy Episkopacie Polski – broniły się argumentem, że nie mają dochodów, a poza tym ze względu na różny charakter pracy nie prowadzą wspólnego gospodarstwa domowego, w związku z tym nie mają obowiązku prowadzenia wspólnej księgi rachunkowej. Na ogół przegrywano z totalitarnym systemem.
Za niezłożenie zeznań podatkowych, za nieprowadzenie ksiąg inwentarzowych, za nieprowadzenie księgi gospodarstwa rolnego itd. przełożone domów na początku lat sześćdziesiątych były karane grzywnami w wysokości od kilkuset do kilku tysięcy złotych (z ewentualną zamianą na areszt). Wielu siostrom amnestia z 22 lipca 1964 r. pozwoliła uniknąć kary.
9. Jednym z przejawów łamania praw obywatelskich wobec zakonnic była odmowa prawa do ubezpieczenia w ZUS. Aby mieć prawo do ubezpieczenia, trzeba było mieć zatrudnienie. Żeby mieć zatrudnienie, wiele sióstr podejmowało fikcyjnie pracę jako gosposie w zaprzyjaźnionych, zaufanych rodzinach, ponieważ dzięki temu zdobywały prawo do ubezpieczenia.
10. Celem, od początku realizowanym w odniesieniu do Kościoła, więc również do zakonów żeńskich, była jak najgłębsza penetracja tego środowiska. Stąd nieustanny, uciążliwy nadzór aparatu bezpieczeństwa. W odniesieniu do zakonów żeńskich nigdy stan infiltracji nie był w odczuciu władz zadowalający. Przeciwnie, w różnych latach robione zestawienia wskazywały na nikły – czasem zerowy – stan agentury w zakonach żeńskich.
W kolejnych latach funkcjonariusze służb bezpieczeństwa na różnych szczeblach przygotowywali okresowe plany dotarcia do zakonów żeńskich w celu ich „zabezpieczenia”.
Zakładanie teczek na klasztory i spraw obiektowych miało służyć lepszemu rozpracowaniu tzw. „obiektu”.
Wiosną 1956 r. urszulanki szare zostały w skali kraju uznane za „jedne z najbardziej niebezpiecznych na odcinku młodzieżowym”, ponieważ oceniono, że „mają one poważne wpływy wśród młodzieży szkół średnich i wyższych”. Wpływy te, według oceny pracowników resortu bezpieczeństwa publicznego, brały się stąd, że „Urszulanki są siostrami pogodnymi, życiowymi, o dość świeckim sposobie patrzenia na wiele problemów młodości, tak że zapewniły sobie wielki autorytet wśród swych kontaktów młodzieżowych. Urszulanki szare znają idealne sposoby pozyskiwania sobie młodzieży poprzez pomoc materialną, pomoc w szukaniu mieszkania, w dostaniu się do szkół, do pracy, często obdarzając podarkami, urządzając dla niej rekolekcje i wieczorki. Nic więc dziwnego, że tego rodzaju serdeczność, troska i pomoc tak ściągają pewne kręgi młodzieży do tych sióstr” (Ocena sytuacji na odcinku zakonów żeńskich, Warszawa, 1 III 1956).
Kpt. St. Goszczyńska, oficer operacyjny w Sekcji III Wydziału II Dep. VI Komitetu ds. BP w Warszawie, została w kwietniu 1956 r. wyznaczona odpowiedzialną za wyniki pracy w rozpracowaniu urszulanek szarych w skali krajowej.
W marcu 1961 r. Wydział III KWMO w Poznaniu zaproponował założenie sprawy obiektowej kryptonim „Znicz” na Zgromadzenie Sióstr Urszulanek SJK. Sprawę obiektową kryptonim „Znicz” rozszerzono następnie na inne województwa, w których znajdowały się domy urszulanek SJK.
Inwigilacji i represjom podlegała praca sióstr w kuriach biskupich. Znanym w środowisku warszawskim przykładem jest s. Jana Płaska, wieloletnia współpracownica wydziału katechetycznego kurii warszawskiej, postawiona przed sądem i skazana na grzywnę za druk pomocy katechetycznych.
Miejscem, do którego na różny sposób aparat bezpieczeństwa starał się przeniknąć (przez próby werbunku tajnych współpracowników, zakładanie podsłuchu telefonicznego czy kontrolę korespondencji) był Wydział Spraw Zakonnych przy Episkopacie Polski, gdzie również od lat pięćdziesiątych zatrudnione były szare urszulanki.
Zakończenie
Państwu komunistycznemu nie udała się akcja likwidacji zakonów żeńskich w Polsce. Żeńskie zgromadzenia zakonne kontynuowały działalność mimo represyjnej polityki władzy totalitarnej nie tylko dzięki wypracowanym przez konkretne zgromadzenia sposobom na przetrwanie. Rolę nie do przecenienia odegrała lojalna współpraca międzyzakonna, inspirowana i nadzorowana przez kard. Stefana Wyszyńskiego za pośrednictwem Wydziału Spraw Zakonnych przy Prymasie Polski. Wsparciem było zaufanie społeczeństwa do zakonów żeńskich, będące wynikiem wielowiekowego promieniowania klasztorów i wspólnot zakonnych na środowisko nie tylko na płaszczyźnie religijnej, ale także w dziedzinach społecznych, niezagospodarowanych przez nieistniejącą opiekę społeczną.
W 1958 r., po kilku już falach zabierania zakonom żeńskim ich dzieł i własności, Cz. Stryjewski, autor broszurki edukacyjnej, służącej funkcjonariuszom pionu wyznaniowego w państwie, przyznawał: „Baza ekonomiczna uległa wielkiemu skurczeniu. Mimo to zakony wykazują zdumiewającą prężność w przystosowywaniu się do nowych warunków, w wyszukiwaniu sobie nowych możliwości utrzymania się i w wykonywaniu zleceń i dyrektyw centrali dyspozycyjnej”.
Z drugiej strony – walka z zakonami była w istocie walką ze społeczeństwem. Prawdziwymi ofiarami represji, wymierzonych w zakony, byli bowiem ludzie, którym zakony chciały, a nie mogły służyć w sferze oświaty, służby zdrowia, w całej szerokiej dziedzinie charytatywnej i opiekuńczo-wychowawczej. Zakonnice zostały wyeliminowane z wielu dziedzin życia społecznego, w których – jak się wydaje – były potrzebne i w których sobie radziły. Konsekwencje tego faktu (np. w służbie zdrowia) odczuwane są do dziś.
Relacja ze spotkania w Warszawie, podczas którego został wygłoszony referat











