Referaty

Kilka uwag na marginesie książki dr. Rafała Wnuka pt. „Za pierwszego Sowieta”

dr hab. Marek Wierzbicki

Szanowni państwo, witam państwa niezmiernie serdecznie, ogromnie się cieszę, że mogę się z państwem spotkać po raz kolejny. Państwo pamiętają, że kiedy zmarł prof. Strzembosz w 2004 r., mieliśmy w Galerii Porczyńskich wieczór wspomnień o profesorze, w czasie którego wygłoszono referaty na temat jego pracy badawczej i osiągnięć naukowych. Dziś przedstawię książkę dr. Wnuka pt. Za pierwszego Sowieta. Mówiąc o niej, chciałbym najpierw zaprezentować sylwetkę autora. Na pewno mi jest łatwiej to zrobić niż samemu autorowi mówić o sobie. Dr Rafał Wnuk to wybitny historyk młodszego pokolenia, który w czasach studenckich dostał się w krąg oddziaływania prof. Tomasza Strzembosza. Pan profesor w sposób szalenie ciekawy, atrakcyjny, wręcz niezwykły opowiadał o walce żołnierzy AK, zwłaszcza dywersyjnej, partyzanckiej, z okupantem, a raczej z okupantami. Myśmy wtedy razem uczęszczali na seminarium magisterskie profesora. Można śmiało powiedzieć, że ono ukształtowało nasze zainteresowania badawcze. Dr Rafał Wnuk napisał swoją pracę magisterską o strukturach Armii Krajowej w Inspektoracie Zamojskim AK na Lubelszczyźnie, przeprowadził tam szereg interesujących badań, zachował te informacje od zapomnienia. Potem było seminarium doktorskie, doktor Rafał Wnuk, podobnie jak ja i inni koledzy, uczestniczyliśmy w nim i właśnie ono chyba najbardziej wpłynęło na nasze postrzeganie historii i podejście do badań historycznych. Wtedy, można powiedzieć, ukształtowała się szkoła historyczna, którą nazywamy „szkołą Strzembosza”. Żeby zrozumieć lepiej specyfikę tego środowiska, trzeba parę słów powiedzieć o panu profesorze. Był to człowiek niezwykły. Zawsze powtarzał, że dla historyka wcale nie jest najważniejsze być skutecznym, sprawnym warsztatowo profesjonalistą, ale – człowiekiem przyzwoitym. Ciągle nam mówił: „najpierw bądź człowiekiem, dopiero potem historykiem”. Długo nam powtarzał, więc może trochę zapamiętaliśmy z tego. Prof. Strzembosz podejmował zawsze tematy trudne, często niepopularne w niektórych środowiskach, np. w latach 60-tych badał dzieje struktur AK i z tego powodu znajdował się przez wiele lat na marginesie życia naukowego, bynajmniej nie z własnej winy. Potem w 1982 r. rozpoczął niezwykłe badania historyczne. Zaczął jeździć w Polskę północno-wschodnią, bowiem dowiedział się, że w Puszczy Augustowskiej żyją ludzie, którzy z bronią w ręku walczyli przeciwko Sowietom. Oni nie chcieli o tym mówić głośno, ponieważ wiele wycierpieli z tego powodu, ale jeżeli znalazłby się zaufany historyk, to chętnie by mu przekazali swoją wiedzę, by nie uległa zapomnieniu. I Profesor, wówczas jeszcze zupełnie nieoficjalnie, wręcz w konspiracji, gdyż władze nie mogły się o tym dowiedzieć, ponieważ badania były zakazane, jeździł co lato, zbierał relacje, rozmawiał z ludźmi, zainteresował się tą tematyką i zaczął ją opisywać. Potem sięgnął do dokumentów, pojechał do Londynu, tam się okazało, że w meldunkach AK są informacje wręcz o oddziałach partyzanckich, które prowadziły walkę z sowieckim okupantem.
Po 1989 r., kiedy prof. Strzembosz mógł już otwarcie o tym powiedzieć, można było te badania kontynuować oficjalnie, spotykało go ogromne zaskoczenie ze strony społeczeństwa. Nasza pamięć, mówię oczywiście o pokoleniu powojennym, była pełna obrazów z walki przeciwko Niemcom. Jedynym partyzantem, którego znaliśmy z tego, że w 1939 r. nie złożył broni, był mjr Henryk Dobrzański „Hubal”. Tymczasem nikt nie mówił – państwo pamiętają film pt. „Hubal”, w filmie też nie było to pokazane – o tym, że jego bezpośredni dowódca, a zarazem dowódca 110 Pułku Ułanów Rezerwy ppłk Jerzy Dąbrowski został pod okupacją sowiecką w 1939 r., aby prowadzić walkę partyzancką, tak jak ją kiedyś prowadził w 1919 i 1920 r. na Kresach. Był przecież najsłynniejszym zagończykiem II Rzeczypospolitej. Wtedy właśnie okazało się, że prof. Strzembosz ocalił od zapomnienia jakiś ważny fragment polskiej historii, polskiego oporu przeciwko okupantom.
Dr Rafał Wnuk wyrósł z tej tradycji. Stał się kontynuatorem myśli i badań prof. Tomasza Strzembosza, a szczególnie badań nad oporem zbrojnym przeciwko Sowietom w latach 1939–1941. Ale, gdy spojrzymy na książkę Za pierwszego Sowieta, to łatwo się przekonamy, że dr Rafał Wnuk twórczo rozwinął te wątki, które prof. Strzembosz w nim zaszczepił. Poszedł swoimi tropami. W tej książce spotykamy wiele jego osobistych odważnych stwierdzeń,  dlatego można powiedzieć, że tu jest zawarta jego własna, autentyczna myśl badawcza. Gdy spojrzymy na tę książkę – a większość historyków zaczyna od czytania spisu treści i bibliografii – to od razu zobaczymy, jaki ogrom pracy wykonał autor, żeby taka publikacja mogła powstać. Po pierwsze, rzuca się w oczy bardzo rozległa kwerenda archiwalna i biblioteczna. Jeśli spojrzymy na bibliografię, znajdziemy tam archiwa na Wschodzie, czyli postsowieckie, w Rosji, na Białorusi, archiwa na Zachodzie, w Wielkiej Brytanii, Studium Polski Podziemnej oraz Instytucie Polskim i Muzeum gen. Sikorskiego; są też archiwa krajowe. Jest ich bardzo wiele. A więc, żeby napisać tę książkę, autor musiał kilka, nawet kilkanaście lat spędzić, poszukując materiałów archiwalnych. Czytał również literaturę przedmiotu, rozmawiał z ludźmi, w związku z czym ta praca jest bardzo dobrze udokumentowana i stanowi plon jego wieloletnich trudów i wysiłków.
Co nowego wnosi zatem ta publikacja po pierwsze, do historiografii polskiej, a po drugie, do naszej wiedzy o najnowszej historii Polski? Przede wszystkim trzeba podkreślić, że wypełnia ogromną lukę w polskiej pamięci, „białą plamę”, która powstała nie z naszej winy. Była bowiem rezultatem świadomej polityki władz komunistycznych, które po wojnie zablokowały wszelkie badania naukowe dotyczące dziejów okupacji sowieckiej Kresów Wschodnich w Polsce. I co się okazało? W 1989 r. powstała paradoksalna sytuacja, że obszar, który przed wojną zajmował prawie 50% przedwojennego terytorium państwa polskiego, zajęty przez Sowietów w latach 1939–1941, przez 45 lat niezbadany, praktycznie był pozbawiony jakichkolwiek opracowań naukowych. Natomiast problematyka okupacji niemieckiej doczekała się tysięcy wręcz artykułów, setek monografii, dysertacji naukowych, książek, wspomnień, itd. A więc była to ogromna nierównowaga, którą od r. 1989 historycy próbują dopiero zapełniać, nie tylko zresztą historycy, bowiem i świadkowie wydarzeń piszą wspomnienia z czasów okupacji sowieckiej, tak abyśmy mieli chociaż przybliżoną wiedzę na ten temat.
Po drugie, książka dr. Wnuka mówi nam o okolicznościach tworzenia konspiracji i partyzantki w czasie II wojny światowej. I możemy się na podstawie jej lektury przekonać, że podobnie jak pod okupacją niemiecką, ten proces przebiegał dwutorowo, można powiedzieć było to spotkanie dwóch inicjatyw. Pierwsza z nich to inicjatywa odgórna, polskich władz, polskiego rządu, Naczelnego Dowództwa, najpierw w kraju, potem rządu RP na Uchodźstwie, zmierzająca do utworzenia jednej, dużej organizacji konspiracyjnej, która potem mogłaby stać się wojskiem podziemnym w kraju. Natomiast druga inicjatywa, znacznie szersza, to inicjatywa oddolna, można powiedzieć obywatelska. Tysiące ludzi, może nawet więcej niż tysiące, z własnej inicjatywy w różnych miejscowościach podejmowało walkę bez żadnego nakazu, bez żadnego przymusu, bez żadnej zachęty. Ci ludzie czuli, że przyszedł czas, kiedy trzeba walczyć o niepodległość swojego kraju. Prof. Strzembosz nazywał takich ludzi obywatelami pierwszej kategorii. Bynajmniej nie dlatego, żeby mieli jakieś specjalne wykształcenie, stan majątkowy, czy pozycję społeczną. Dla prof. Strzembosza obywatelem pierwszej kategorii był każdy, kto z własnej woli, powodowany uczuciem patriotycznym, chwytał za broń, podejmował walkę konspiracyjną czy partyzancką przeciwko okupantowi, niezależnie od tego, gdzie mieszkał i skąd pochodził. A więc to jest właśnie jeden z dowodów, że tak tworzono konspirację również na kresach wschodnich. Poza tym ta książka jeszcze raz uświadamia nam specyfikę okupacji sowieckiej i warunki konspirowania pod tą okupacją. Pokazuje nam, że pod okupacją niemiecką było konspirować łatwiej, ponieważ Niemcy izolowali się od Polaków, traktowali ich jak podludzi. Ich cele były jednoznaczne – chcieli zniszczyć Polaków jako naród, zaś polskie społeczeństwo obrócić w niewolników. Tymczasem postępowanie sowieckich władz okupacyjnych było odmienne, ponieważ stwarzały one pozory życzliwości wobec obywateli podbitego państwa. Oczywiście z wyjątkami, pewne klasy społeczne czy zawodowe były od razu wyłączone spod tej „życzliwości”. Ale generalnie Sowieci usiłowali wciągać obywateli polskich do swojego życia społeczno-politycznego. Próbowali uczynić ich obywatelami sowieckimi i spowodować, żeby Polacy ukochali ojczyznę radziecką, właściwie do tego to zmierzało. Istniał jeszcze jeden powód. Był to teren mieszany narodowościowo i wiadomo, że z powodu tego konspiracja niejednokrotnie nie miała dostatecznego wsparcia. Tak się stało, że po części na skutek polityki rządów przedwojennych, to przede wszystkim Polacy byli związani uczuciowo z przedwojennym państwem polskim. Kiedy przyszła więc godzina próby i trzeba było chwycić za broń, to czynili tak głównie Polacy, zaś część mniejszości narodowych była obojętna wobec upadku państwa polskiego lub nawet współpracowała z Sowietami, co stwarzało o wiele trudniejsze warunki do konspirowania. W Generalnej Guberni dominowali Polacy i tam było o wiele łatwiej, z uwagi na dużą solidarność społeczeństwa, o wiele większą niż na obszarach położonych na wschód od Bugu. Dr Wnuk bardzo wyraźnie pokazuje, jak zróżnicowane były warunki konspirowania również pod okupacją sowiecką. Inaczej się konspirowało w Galicji wschodniej, we Lwowie, inaczej na Polesiu, inaczej na Białostocczyźnie czy w Łomżyńskiem, jeszcze inaczej na Nowogródczyźnie czy na Wileńszczyźnie. Każdy z tych regionów, z powodów historycznych bądź etnicznych czy społecznych, był odmienny. W każdym z nich konspiracja wyglądała inaczej, chociaż już po kilku miesiącach jej struktury zostały połączone w jedną organizację – Związek Walki Zbrojnej. Książka Za pierwszego Sowieta potwierdza, jak silne było zaplecze dla konspiracji i partyzantki, zaplecze społeczne, zaplecze ludzkie, oczywiście najczęściej wśród Polaków. Bez zaplecza konspiracja i partyzantka nie może istnieć. I wreszcie ta książka przypomina jeszcze raz, bardzo wyraźnie, że Polska w czasie II wojny światowej miała nie jednego, lecz dwóch wrogów. Często się o tym zapominało, tym bardziej, że propaganda powojenna, komunistyczna często wmawiała nam, że był tylko jeden wróg – Niemcy, a Związek Radziecki był przyjacielem Polski. Ta książka jeszcze raz przypomina, że w czasie wojny wrogów mieliśmy dwóch.
Jeżeli chodzi o kwestię wiarygodności tej książki, uważam, że jest to praca o bardzo wysokim stopniu wiarygodności. I teraz chcę państwa przekonać, dlaczego. Po pierwsze, autor wykazał się bardzo dużą dyscypliną i ostrożnością badacza w wyciąganiu wniosków ogólnych. Widać wyraźnie, że zdaje sobie sprawę, iż dokumentacja do tego tematu jest niejednokrotnie fragmentaryczna. Nie sposób zatem wyciągnąć jednoznacznych wniosków uogólniających. Autor wielokrotnie pisze: „nie wiem”, albo „nie jestem pewien”, „prawdopodobnie”. I to świadczy po pierwsze, o jego uczciwości badawczej, a po drugie, o jego dojrzałości jako badacza. Obraz wydarzeń, który zarysowuje, nie jest obrazem czarno-białym, bo przecież nigdy rzeczywistość nie jest czarno-biała. Ten obraz jest malowany wieloma odcieniami szarości, a więc jest zniuansowany i to mi się bardzo podoba w tej książce. Po drugie, autor wykazuje dużą dojrzałość w ferowaniu ocen postępowania ludzkiego. Pisze o sprawach trudnych, sytuacjach, kiedy aresztowani, męczeni, często torturowani ludzie walczyli o przetrwanie, niekiedy wręcz o swoje życie. Często posługuje się dokumentami sowieckimi, dokumentami śledczymi, niezwykle trudnymi w analizie dla historyka. I bardzo mi się podoba, że nie ma w tej książce ocen skrajnych, radykalnych, a przez to pochopnych. Nawet gdy autor cytuje wypowiedzi konspiratorów, którzy sugerowali Sowietom, że mogą z nimi współpracować lub być dla nich w jakiś sposób pożyteczni, od razu przypomina, że konspirator, który znajdował się w więzieniu, zaczynał grę o swoje życie. Grę ze swoim oprawcą. Z jednej strony miał dobrą wolę i najczęściej nie chciał mówić nic konkretnego o kolegach, żeby ich nie narazić, z drugiej strony chciał przeżyć, a więc musiał mówić to, co mogło się wydawać korzystne, atrakcyjne dla przesłuchującego, ale równocześnie, żeby nie narobić żadnej szkody. I dlatego trudno jest jednoznacznie ocenić ludzkie postępowanie w takich warunkach.
Na korzyść tej pracy przemawia również wspomniana przeze mnie wcześniej rozległa baza źródłowa. Autor wprowadza do obiegu naukowego dużo niewykorzystywanych wcześniej dokumentów, dokonuje wielu nowych ustaleń. Obfitość materiału, który zgromadził, również przekonuje do zasadniczych tez tej książki. Jej metodologia wydaje mi się bardzo solidna, jest to klasyczna metodologia zderzania źródeł różnej proweniencji, analizowania ich w takim zwarciu, jak uczył nas kiedyś prof. Strzembosz, ale właśnie dzięki temu, dzięki tej zasadzie autor ustrzegł się pochopnych, nieprawdziwych czy zbyt radykalnych wniosków.                Jeśli chodzi o kwestie, co do których mam niedosyt, to na pierwszy plan wysuwa się pominięcie pewnych istotnych zagadnień. Praca jest niewątpliwie dziełem ogromnego wysiłku autora, o czym możemy się przekonać, kiedy spojrzymy na spis treści. Zauważymy wówczas bez trudu, że autor w stylu kronikarskim dokładnie opisał dzieje konspiracji antysowieckiej we wszystkich regionach przedwojennych kresów, w tym poszczególne okręgi, struktury ZWZ na tym terenie. Natomiast brakuje – moim zdaniem – rozdziałów, które mówiłyby o takich kwestiach, jak np. analiza środowiska konspiratorów, tzn. kadry dowódczej, skąd pochodzili, kim byli, jakie było ich wykształcenie, jakie były ich poglądy polityczne. Autor pisze o tym w niektórych fragmentach, ale tu by się przydał osobny rozdział pogłębiający te zagadnienia. Brakuje też głębszego rozdziału na temat stosunku mniejszości narodowych do polskiej konspiracji. To też jest sygnalizowane w niektórych miejscach książki, ale przydałoby się coś więcej. Wreszcie zabrakło głębszego porównania okupacji niemieckiej i okupacji sowieckiej, m. in. warunków konspirowania pod tymi okupacjami. Myślę, że to byłoby bardzo ciekawe, ale zdaję sobie sprawę, że aby napisać taką książkę,  trzeba by  kilku lat dodatkowej, żmudnej pracy. Kiedy w niektórych fragmentach czytałem, jakie szczegóły autor ustalał, ile dokumentów do tego wykorzystał, to naprawdę byłem pełen podziwu dla jego determinacji. Jak potraktować kluczowe tezy książki dr. Wnuka? Otóż taką kluczową tezą książki chyba jest to, że – mówiąc bardzo ogólnie - konspiracja antysowiecka była słabsza od konspiracji pod okupacją niemiecką, że rozwijała się w o wiele trudniejszych warunkach, a w związku z tym była o wiele bardziej infiltrowana przez służby specjalne okupanta. Na niektórych terenach okupant potrafił sterować tą okupacją, chociażby we Lwowie, o czym autor pisze wprost. Więc trudno się z tymi tezami nie zgodzić, choć czasami powstaje taka jakaś przekorna myśl, że może jednak autor przesadził, że może jednak nie było tak źle, ale to znowu nie powinno przesłaniać tego bohaterstwa, które widać w działalności poszczególnych konspiratorów.
Proszę państwa, chciałbym teraz podsumować. Myślę, że książka dr. Wnuka jest bardzo ważnym dziełem z powodów, które przed chwilą państwu wyjaśniałem. Jest to dzieło solidne, wiarygodne, mówi wiele prawdy o sytuacji Polaków pod okupacją sowiecką, a więc o biedzie i nędzy, w jaką wpędził Polaków okupant sowiecki, o terrorze, który dotykał całych grup społeczno-zawodowych, setek tysięcy ludzi, o kłamstwie Sowietów, które było sączone i wtedy, poprzez ich propagandę, i potem, przez kilkadziesiąt lat po II wojnie światowej. O tragediach rodzinnych, jakich doświadczali konspiratorzy, przede wszystkim ci represjonowani. Ale jest to również praca o bohaterstwie, odwadze, wierności i lojalności. Tak jak już mówiłem – tym ludziom nikt nie musiał mówić, że mają konspirować, że mają walczyć, że mają narażać życie i zdrowie swoje i swoich rodzin – oni sami to wiedzieli, bez żadnego napominania. Jest to książka, moim zdaniem, bardzo uczciwa, bo wolna od uproszczeń, hagiografii, od „brązowienia” bohaterów. Proszę przyjrzeć się zamieszczonym w niej fotografiom konspiratorów. Są to zdjęcia z archiwów sowieckich robione w czasie śledztw. Jeżeli państwo przyjrzą się twarzom tych ludzi, zwłaszcza ich oczom, to widać wyraźnie całą ich prawdę, tragizm ich sytuacji, ich cierpienie. Niektóre fotografie są wręcz porażające, można siedzieć pół godziny i patrzeć na jedno z nich, jak wiele mówi o tym człowieku, o jego sytuacji, ale z drugiej strony, ile jest też siły w tych zdjęciach. Ile tych oczu jest bardzo silnych, twardych i nieustępliwych. Muszę powiedzieć, że te zdjęcia mnie zafascynowały, ponieważ są one bardzo cennym źródłem historycznym, mówiącym o tych ludziach i o ich postawie. Po drugie, książka Rafała Wnuk, jest dowodem na to, że jednak sprawiedliwość istnieje na świecie. Dlaczego? Proszę zobaczyć, że władza komunistyczna bardzo się wysilała przez czterdzieści parę lat, żeby prawda o tych wydarzeniach nie dotarła do młodszych pokoleń, żeby się nie utrwaliła. Tymczasem mimo tego wysiłku, w który zaangażowano cały aparat państwa komunistycznego, prawdę udało się i zbadać, tak jak było można, i ujawnić, opublikować. Na pewno zapełnia ona w polskiej pamięci lukę, która powstała po wojnie. Oczywiście jest to czasami prawda trudna, gdyż autor pisze nie tylko o walce i bohaterstwie, ale również o kłótniach i sporach, które w niektórych środowiskach konspiracyjnych powodowały podziały (jak chociażby we lwowskim ZWZ-cie), czy choćby o zdradzie Kornela Majora Macielińskiego (którą zresztą jeszcze w czasie wojny rozszyfrowało i ukarało polskie podziemie). I wreszcie ta książka to spełnienie marzeń prof. Strzembosza. On marzył o tym, żeby dzieje polskiego oporu przeciwko Sowietom opisać w całości, wydać, by one nie uległy zapomnieniu. Wiedział, że nie zdąży już sam tego zrobić. I tym bardziej się cieszył, że wśród nas, jego uczniów, znalazł się jeden kolega, który zdecydował się na pracę bardzo trudną i w sumie ryzykowną, aby te dzieje opisać. Profesor się nie mylił – ta praca już jest, dlatego bardzo ci, Rafale, dziękuję w imieniu wszystkich uczniów, gdyż myślę, że w ten sposób spełniłeś marzenie naszego Mistrza.

 

 

Relacja ze spotkania w Warszawie, podczas którego został wygłoszony referat

A
A+
A++
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Wstecz