Referaty

Geneza powstania WiN

(zapis z nagrania dźwiękowego ze spotkania Klubu w Warszawie 19.09.2007) Mieczysław Huchla

Organizatorzy dzisiejszego spotkania poprosili mnie, abym powiedział kilka słów o okolicznościach i uwarunkowaniach lat 1945–1948 w zakresie naczelnych organów i struktur zarówno państwa podziemnego, jak i tych dołowych, terytorialnych jednostek, w których i ja służyłem jako oficer, pełniący na szczeblu placówki funkcję komendanta. Kiedy już okazało się, że trzeba rozwiązać Armię Krajową, organizowaliśmy struktury niepodległościowe w formacjach: Nie, Niepodległość, Delegatura Sił Zbrojnych i wreszcie Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość. Zakończenie wojny w 1945 r. zostawiło nas wszystkich na rozdrożu. Co robić? Większa część oddziałów Armii Krajowej została rozwiązana.
Po demobilizacki AK tkwiliśmy w kolejnych strukturach już tylko w układzie kadrowym. Płk Jan Rzepecki starał się, jako komendant Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj, rozwiązać pozostałe jeszcze w terenie oddziały zbrojne Armii Krajowej, ale okazało się to niemożliwe, ponieważ większość żołnierzy AK, w szczególności na naszych terenach wschodnich, nie chciała oddać broni po  doświadczeniach pierwszej okupacji sowieckiej w 1939 r. i następnej w 1944 r., kiedy Armia Czerwona przekroczyła przedwojenne granice Polski. Trzeba podkreślić, że spotkaliśmy się nie z przyjaźnią, ale wręcz z wrogością i traktowaniem nas  jako  zaplutych karłów reakcji. Stąd też właśnie ta postawa, właściwie wymuszona przez historię, tkwienia dalej w strukturach. Płk Rzepecki jako komendant DSZ, później z kilkoma wyższymi oficerami Komendy Głównej Armii Krajowej, postanowił kontynuować walkę o niepodległość, ale już w układzie cywilnym, bez walki zbrojnej i dywersji. Taka była formuła założonego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Okazało się, że to, co udało się nam  wówczas uczynić, trwało jeszcze co najmniej 3 lata w układzie pełnej działalności, a w ograniczonym zakresie jeszcze w latach późniejszych, po ‘48 roku. Na dole natomiast nasze struktury, tzn. inspektoraty, obwody, placówki, właściwie w dalszym ciągu uważały się za żołnierzy Armii Krajowej, którzy muszą spełnić swój obowiązek wobec ojczyzny do końca. Niestety, okazało się, że inwigilacja sowiecka i agentura przez nią tworzona nie pozwoliły zbyt długo pracować w formie nowego stowarzyszenia. Traktowano nas, jak już powiedziałem, jako zaplute karły reakcji i niszczono na ile się dało. Można powiedzieć, że tak został wymuszony ten cały cykl działań i mam wrażenie, że mimo wszystko spełnił on swoją rolę.
Byłem młodym oficerem w inspektoracie rzeszowskim Armii Krajowej, w której funkcję komendanta pełnił wówczas major Łukasz Ciepliński. Dalej tkwiliśmy w tym działaniu i tak się ułożyło, że musiałem zniknąć z terenu Rzeszowa. Przenieśliśmy się na ziemie zachodnie, potem wróciliśmy do Krakowa. Na początku i pod koniec 1945 r., najpierw jeszcze w Delegaturze Sił Zbrojnych, a później już w Zrzeszeniu Wolność i Niezawisłość Łukasz Ciepliński bardzo intensywnie rozwinął działalność w okręgu krakowskim. Ja kontynuowałem studia, które ukończyłem w 1947 r. Chcieliśmy dalej działać, a koncepcją Łukasza Cieplińskiego było zamilknięcie na pewien okres, zahamowanie wszystkich działań i kontaktów. W nowym miejscu, w Warszawie, razem z Jerzym Woźniakiem, obecnym tutaj  prezesem WiN-u, mieliśmy zastanowić się nad formułą dalszego działania. Niestety, nie udało się to – pierwszy Zarząd Główny WiN-u z płk. Rzepeckim funkcjonował zaledwie kilka tygodni, płk Niepokólczycki, który przeniósł siedzibę drugiego Zarządu Głównego na Śląsk i do Krakowa, wytrzymał rok, ale agentura sowiecka i komunistyczna wreszcie go dopadły. Kolejny, trzecim zarządem kierował poprzedni prezes zarządu obszaru centralnego płk Wincenty Kwieciński. Jednak okazało się, że te penetracje agentury, które poprzednio nie pozwoliły dokończyć nawet wstępnej fazy organizacyjnej płk. Rzepeckiemu, rozpracowały natychmiast zarząd płk. Kwiecińskiego i po 2 miesiącach również nastąpiło aresztowanie i rozbicie. Z kolei na początku 1947 r. Łukasz Ciepliński, wówczas już prezes obszaru południowego WiN-u, podjął na nowo tę pracę i właściwie zrekonstruował jego kadry, tak że czwarty Zarząd wytrwał rok, zanim agentura komunistyczna rozpracowała go i rozpoczęły się aresztowania. To Zrzeszenie nie miało już później możliwości jakiegokolwiek działania i dopiero „Solidarności”, która jako ruch społeczno-zawodowy zrzeszyła 10 mln członków, a więc z rodzinami to było niemal pełne społeczeństwo polskie, udało się uniknąć  takiego losu jak nasz, choć tę masową organizację również dotknęły i straty osobowe, i represje, i pacyfikacje komunistyczne.
W 1990 r., kiedy można było już zrzeszać się w organizacjach kombatanckich, postanowiliśmy, jako poprzedni oficerowie AK, utworzyć własne stowarzyszenie, a zadecydował o tym przede wszystkim fakt, że w AK ograniczano przyjmowanie członków i weryfikację kombatancką do tych osób, które były rzeczywiście żołnierzami AK. Natomiast nie wchodzili tutaj w rachubę ani żołnierze września, ani  członkowie WiN-u, którzy opierali się na żołnierzach AK, ale w skład której weszły też osoby internowane jako jeńcy wojenni, czy później jako młodzi ludzie, którzy dorośli i mogli wziąć udział w tej wolnościowej już działalności. I dlatego zostaliśmy oczywiście dalej kombatantami Armii Krajowej, ale postanowiliśmy stworzyć to własne stowarzyszenie, z własną nazwą, taką, jaką Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość miało już na początku działalności niepodległościowej.
Prezes Cywiński wskazał na szereg działań WiN-u, które doprowadziły do tego, że dzisiaj, chociaż liczebnie jesteśmy bez porównania mniejszą organizacją niż ŚZŻAK, to jednak zdobyliśmy uznanie i w kraju, i za granicą, w szczególności przez nasze wydawnictwa. Wydawaliśmy „Orła Białego” jako biuletyn miesięczny, wzorowany też na dawnych wzorach „Biuletynu Informacyjnego AK”, następnie utworzyliśmy redakcję „Zeszytów Historycznych”, które, jak już wiadomo, mają dzisiaj wydanych 25 numerów. Ale to są tomy w objętości 250, 300 czy ponad 300 stron druku w formacie B5 i trzeba powiedzieć, że daliśmy możliwość drukowania młodym historykom, którzy odważyli się od razu być naukowcami badającymi działalność niepodległościową. To razem doprowadziło  do poszerzenia działalności wydawniczej o „Bibliotekę »Zeszytów Historycznych WiN-u«”. Trzeba powiedzieć, że dołożyliśmy tyle starań, że przewertowaliśmy i skserowaliśmy dokumenty zrzeszenia WiN z kolekcji archiwalnej Studium Polski Podziemnej w Londynie. Rozpoznałem także szereg faktów i całych okoliczności procesowo-historycznych czterech zarządów głównych WiN-u i doprowadziliśmy, na wniosek Zrzeszenia, do rehabilitacji tych wszystkich zarządów. Wydaje się zatem, że możemy powiedzieć, że na ile nas było stać, spełniliśmy swój obowiązek wobec ojczyzny.
 

 

 

A
A+
A++
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Wstecz