Referaty

Kamienie na szaniec 1945–1956

Piotr Szubarczyk

Taki był tytuł prelekcji, którą miałem zaszczyt wygłosić 15 lutego w sali NOT-u w Warszawie, w obecności byłych młodocianych więźniów politycznych, a także kombatantów Armii Krajowej i innych formacji niepodległościowych. Ten tytuł budził zdziwienie młodszej części audytorium, bo przecież „kamienie na szaniec” – słowa wzięte ze słynnego Testamentu mojego Juliusza Słowackiego – są tytułem najbardziej znanej polskiej książki okresu okupacji, wydanej w warunkach konspiracyjnych. Oficer AK, redaktor „Biuletynu Informacyjnego AK”, zarazem wybitny instruktor harcerski Aleksander Kamiński przedstawił w niej grupę warszawskich harcerzy reprezentujących całe pokolenie patriotycznej polskiej młodzieży, której młodość przypadła na czas wojny.
Czy wypada więc mówić o „kamieniach na szaniec” 1945–1956? Tej części audytorium, która składała się z kombatantów, nie trzeba było wiele wyjaśniać. Byli młodociani więźniowie stalinowscy nie mieli wątpliwości, że można mówić o „kamieniach na szaniec” także w ich pokoleniu. Ze względu na działalność cenzury prewencyjnej państwa komunistycznego  ogół Polaków nie wie, że lata 1945–1956 są okresem wielkiej aktywności następców „Rudego” i „Zośki”, pokolenia urodzonego około 1930–1935 roku, w walce przeciwko sowietyzacji kraju. To zjawisko było tak powszechne i objęło tak liczne grupy młodzieży, że dziś historyk mówi o tym nie inaczej niż o „fenomenie”.

Niesprawiedliwe sądy
W roku 1995 stałem przy pomniku Niepodległości w pewnym powiatowym mieście. Był 11 listopada. Do pomnika podchodziły delegacje kombatantów z kwiatami. W pewnym momencie usłyszałem obok siebie przyciszony, ale pełen oburzenia głos: „To mają być kombatanci? Ile oni mogli mieć lat w czasie wojny!”. Kwiaty składała właśnie grupa mężczyzn i kobiet około sześćdziesięcioletnich. Szybko policzyłem, że w roku 1945 mogli mieć około 10 lat. Kombatanci? Wtedy nie znałem jeszcze historii ani tych ludzi, ani tysięcy ich kolegów z całego kraju. Nie miałem pojęcia, że w okresie intensywnej sowietyzacji Polski w latach 1945–1956 niepodległości kraju bronili nie tylko żołnierze „Łupaszki”, „Orlika”, „Ognia” czy „Zapory”. Broniły jej także – tak jak umiały – polskie dzieci. Bo jakże inaczej nazwać nastolatków przesłuchiwanych przez UB, stawianych przed Wojskowymi Sądami Rejonowymi, straszonych śmiercią, skazywanych na długoletnie więzienie?
W powszechnym mniemaniu Polaków, pierwsza dekada po wojnie była w ruchu młodzieżowym czasem ZMP, czasem defilad pierwszomajowych. To bardzo niesprawiedliwy sąd. Owszem, młodych „budowniczych socjalizmu” było widać na plakatach i można o nich było usłyszeć w radio. Szkolne organizacje ZMP terroryzowały nauczycieli i wypełniały zadania wyznaczone im przez partyjnych opiekunów. Młodzież została poddana ideologicznej indoktrynacji i politycznej deprawacji. Rok szkolny 1951–1952 ogłoszono pod hasłem „Wychowamy nowego człowieka”. Nowego, czyli sowietę...

Dywizja młodych
Jednak prawdziwe młode polskie serca biły nie na pochodach, lecz w więzieniach... W latach 1945–1956 UB wykryło w całym kraju ponad 950 [!] młodzieżowych, zakonspirowanych organizacji, które stawiały sobie za cel walkę z sowietyzacją Polski. Jeśli przyjmiemy, że średnio w jednej organizacji było około 10 osób, otrzymamy liczbę około 10 tysięcy młodych konspiratorów! Gdyby to przełożyć na język wojska, trzeba by powiedzieć, że mieliśmy w tych latach młodzieżową dywizję do walki z komunizmem... Ta dywizja nie miała armat, nawet karabinów. Nastoletni dziewczęta i chłopcy bili się z komunistami po swojemu: zrywali plakaty propagandowe, niszczyli w szkołach portrety Stalina, Bieruta, Rokossowskiego. Czarnymi farbkami na szarym papierze wypisywali hasła „Precz ze Stalinem”, „Katyń pamiętamy”, „Sowieci do domu” i wiele innych. Rozklejali „listy gończe” za znanymi funkcjonariuszami partii komunistycznej, prosząc dowcipnie, by o ich miejscu pobytu powiadomić najbliższy posterunek MO... Wysyłali listy ostrzegawcze do swoich kolegów, którzy zbyt gorliwie angażowali się w działalność agitacyjną komunistów. Czym im grozili? Utratą krzyża harcerskiego...

Atlas podziemia
Podczas prac nad „Atlasem podziemia niepodległościowego 1944–1956” (ukaże się w tym roku) IPN ustalił nazwy i miejsce działania 955 antykomunistycznych organizacji młodzieżowych. Gdybym chciał podać tylko ich nazwy, zajęłoby to kilka stron w „Biuletynie”! Gdyby je czytać uczniom w szkole, zajęłoby to całą lekcję! A ile było organizacji nieujawnionych, które same zaniechały działalności? Ile było razem tych organizacji? 1200? 1500?
Dr hab. Janusz Kurtyka, prezes IPN, powiedział niedawno: „Rzeczywistość konspiracyjna lat 1944–1956 to nie tylko wielkie struktury, działające w skali ogólnopolskiej lub regionalnej. To także szereg mniejszych organizacji, przede wszystkim zaś fenomen organizacji młodzieżowych, masowo pojawiających się zwłaszcza od końca lat czterdziestych, gdy monopol na oficjalną działalność miał komunistyczny Związek Młodzieży Polskiej. Badania nad tym zjawiskiem społecznym znajdują się dopiero w stadium początkowym. Już teraz jednak można zasadnie twierdzić, że młodzież z różnych typów szkół (często harcerze i członkowie stowarzyszeń katolickich), tak licznie konspirująca i najczęściej z braku doświadczenia szybko rozpracowywana przez UB, to ostatnie pokolenie żyjące ideałami II Rzeczypospolitej. Symbolem martyrologii tego pokolenia stał się obóz dla „młodocianych przestępców” w Jaworznie (Gazeta Polska, 17 I 2007).
Jedno chciałbym dodać do tej wypowiedzi: dekonspiracja następowała nie tylko z powodu braku doświadczenia. Myślę, że to była konspiracja nominalna. W rzeczywistości ta młodzież dążyła przede wszystkim do zamanifestowania swoich poglądów, dlatego „konspiracja” kończyła się szybko w UB i przed komunistycznym sądem. Przykład: Młodzież z Gimnazjum TPD w Starogardzie (17 uczniów) niszczy portrety Bieruta, Stalina, Rokossowskiego. Dyrektor zarządza symboliczną zbiórkę na nowe portrety. Konspiratorzy nie płacą, choć zgodnie z zasadami konspiracji powinni to zrobić. Dyrektor pisze donos do UB, bo już wie, kto należy do grupy...

Vivat Konstytucja 3 maja!
My, Polacy, mamy szczególnie piękne tradycje, jeśli chodzi o udział młodzieży w walce o niepodległy byt naszego państwa. Zostało to utrwalone w narodowym arcydramacie Adama Mickiewicza, Dziadach cz. III. Któż nie pamięta sceny wywożenia młodych więźniów na Sybir. „Ta ręka i ta głowa zostały mi w oku/ I zostaną w mej myśli – I w drodze żywota/ Jak kompas pokażą mi, powiodą, gdzie cnota:/ Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie/ zapomnij o mnie”... Tak opowiadał jeden ze współwięźniów, towarzyszy Konrada, o „biednych chłopcach”, z „golonymi głowami”, wyruszających etapami na wschód.
Do naszego narodowego sanktuarium wspomnień przeszli młodzi powstańcy i konspiratorzy czasów zaborów, np. Karol Levittaux, który w Cytadeli popełnił samobójstwo, by nie ulec słabości i nie zdradzić kolegów. W pamięci pozostali młodzi zetowcy, demonstrujący na 100-lecie Konstytucji 3 maja. Przede wszystkim obrońcy Lwowa z 1918 r., którzy stali się jako „Orlęta” natchnieniem następnego pokolenia polskiej młodzieży, harcerzy Szarych Szeregów.
Buntownicy z lat stalinowskich nie byli od nich w niczym gorsi, szczególnie gdy pamiętamy, że działali w niezwykle trudnych warunkach państwa totalitarnego, policyjnego. Oni też byli wierni „majowej jutrzence”, wspomnieniom 3 maja – zwłaszcza po tym, jak w r. 1946 komuniści zabronili świętowania rocznicy konstytucji i święta Matki Bożej Królowej Polski podczas zgromadzeń publicznych. 3 maja 1946 r. była jedną z najważniejszych dat w historii młodzieżowej konspiracji lat powojennych.

W obronie ZHP
Pod koniec r. 1944 komunistyczny PKWN powołał ZHP, w którym dominowali działacze młodzieżowych przybudówek PPR, kontrolowanych przez sowieckich politruków – Związku Walki Młodych i Czerwonego Harcerstwa TUR. To był jednak margines, który ogół polskiej młodzieży odrzucał jako obcy naszej tradycji i idei niepodległości. W latach 1946–47 instruktorzy ZHP podjęli próbę przywrócenia młodym Polakom prawdziwego harcerstwa. Byli bezwzględnie usuwani przez peperowców, wspieranych przez UB. Stopniowo z ZHP zostawała już tylko nazwa. Zaprzestano kontaktów ze skautingiem światowym, usuwano z treści i z metodyki harcerskiej to wszystko, co było najszlachetniejsze, co wiązało się z ideą niepodległego bytu Polski. Solą w oku komunistów były drużyny starszoharcerskie, które trudno było zindoktrynować na sowiecką modłę. Postanowili „wychować” pretorianów systemu od najmłodszych lat. Teraz „harcerstwo” miało się zaczynać od „pioniera”, jak w Sowietach. W tym celu w roku 1950 zlikwidowano ZHP. Powstała tzw. Organizacja Harcerska, podporządkowana komunistycznej organizacji młodzieżowej ZMP.
Zanim to nastąpiło, wiele drużyn starszorharcerskich przeszło do konspiracji. czasami czyniły to całe drużyny, w pełnych składach. Takie zakonspirowane grupy podejmowały mały sabotaż i antykomunistyczną działalność propagandową, kierując się nie raz wzorami poznanymi z lektury Kamieni na szaniec! Niestety, trudno było o konspirację w warunkach państwa typu soweickiego. UB szybko rozpracowywał tę działalność, funkcjonariusze UB zdobywali szlify i stanowiska za „czujność”, nastolatkowie szli do więzień...

„Bohaterowie” i bohaterowie
W latach największej opresji i największych cierpień patriotycznej polskiej młodzieży budował swoje „harcerstwo” Jacek Kuroń – dziś dla wielu środowisk wielki bohater opozycji demokratycznej. Czerwone harcerstwo Kuronia miało za patrona Karola Świerczewskiego, sowietę, który zdobył po wojnie złą sławę jako prześladowca oficerów i żołnierzy AK. Niszczycielska praca Kuronia z „drużynami walterowskimi” trwała przez siedem lat (1954–61) – także wtedy, gdy po Październiku 1956 r. instruktorzy prawdziwego ZHP, wyrzuceni przedtem z organizacji czy wracający z sowieckich łagrów (np. Józef Grzesiak „Czarny”), próbowali odbudować polskie harcerstwo. Przez kilka lat trwały zapasy z komunistycznymi ideologami o kształt organizacji. Blask Października stopniowo wygasał. Aleksander Kamiński i inni wybitni instruktorzy nie mogli pójść dalej w ustępstwach wobec ideologii. Ponownie opuścili ZHP. Stało się to za sprawą takich ludzi jak Kuroń. Dziś przy grobie „Czarnego” na gdańskim Srebrzysku panuje cisza. Jacek Kuroń zażywa wiecznej chwały, a każde wspomnienie o nim, inne niż apologetyczne, budzi wściekły wrzask „demokratów”. Szyderstwo historii czy nasza naiwność i głupota?

Dzieci Armii Krajowej
W młodzieżowej konspiracji antykomunistycznej – poza dominującym nurtem harcerskim – zwraca uwagę silna ideowa inspiracja i wspomnienie Armii Krajowej. Trudno się temu dziwić, skoro AK była główną siłą Podziemnego Państwa Polskiego i przechowywała ideał suwerennej Rzeczypospolitej. Młodzież podkreślała swoją fascynację AK już w samych nazwach swych organizacji. Nazwę „Armia Krajowa”, czasami z modyfikacjami (np. Armia Krajowa Syrena lub Młodzieżowa AK) miało około 80 [!] grup, działających m.in. w Białymstoku, Brodnicy, Bydgoszczy, Jarocinie, Kaliszu, Koninie, Kościanie, Krotoszynie, Legnicy, Łasku, Mogilnie, Pułtusku, Rybniku, Sochaczewie, Starachowicach, Szubinie, Świeciu, we Włocławku, w Wyrzysku oraz wielu innych miastach i miejscowościach Polski. Nawet jeśli AK nie występowała w nazwie, pojawiała się w przysiędze organizacyjnej, w materiałach propagandowych, przede wszystkim w sercach... Warto, by Światowy Związek Żołnierzy AK i inne organizacje upamiętniające etos AK, pamiętały o swoich „dzieciach”.

Zachować pamięć
Bohaterowie młodzieżowej konspiracji antykomunistycznej mają dziś po około 70 lat. Wielu z nich już odeszło. Najwyższa pora, by podjąć działania na rzecz ich upamiętnienia. Oni sami niechętnie mówią o swej działalności. Tyle razy byli upokorzeni, wyśmiani, że wielu postanowiło już nie wracać do „starych” historii”. Wolna Polska po 1990 r. też ich nie rozpieszcza, media się nimi nie interesują. Brak monografii historycznej na ten temat, istnieją tylko rozproszone publikacje, głównie prasowe. Tak ciągle widnieje ewidentnie biała plama w powojennej historii Polski. Potrzebne są energiczne działania, nie można pozostawiać sprawy tylko „Jaworzniakom”.

Meldunek „Rysia”
Przed paroma laty trafiłem na ciekawy epizod związany z 15-letnim chłopcem z Gdyni, z grupy „Orlęta”. Nazywał się Ryszard Szkolnicki, przybrał pseudonim „Ryś”. Mimo iż był najmłodszy w grupie, zaliczał się do jej liderów. Działał jako 15-latek, sądzony był „już” jako 16-latek, otrzymał wyrok 2,5 roku więzienia. Karę odsiadywał w gdańskim więzieniu, w którym przebywała wówczas m.in. Jadwiga Mikołajewska-Jaroszowa, 27-letnia łączniczka AK z Wileńszczyzny. Kiedyś trafiła do karceru i bliska była załamania. Była młoda, lecz nie widziała dla siebie przyszłości. Nagle w sąsiadującej z karcerem łaźni usłyszała okrzyki. Dzieci? Tutaj!? To niemożliwe! A jednak wyraźnie słychać było głosy nastolatków. Gdy jeden z nich podbiegł do ścianki karceru, Jadwiga głośno zapytała: „Kim jesteście?”. W odpowiedzi usłyszała: „Melduje się »Ryś«, dowódca »Orląt«!”... „Tak się zawstydziłam” – powiedziała mi pani Jadwiga – „że od razu przestałam narzekać, bo co ja mam się użalać, skoro takie dzieci siedzą po więzieniach”...
Grażyna Dziedzińska, pisząc o innych „Orlętach”, z Warszawy, nadała swemu artykułowi tytuł „By zdobyć szczyt ideałów”... Przypomnijmy, że słowa te są cytatem z jednej z najpiękniejszych pieśni harcerskich, śpiewanych zwyczajowo podczas uroczystych przyrzeczeń i nadania krzyża harcerskiego:

Idziemy w jasną, z błękitu utkaną dal,
drogą wśród pól bezkresnych
i wśród zbóż szumiących fal.

Cicho, szeroko, jak okiem spojrzenia śle,
takie się snują marzenia
w wieczornej spowite mgle.

Idziemy naprzód i ciągle pniemy się wzwyż,
by zdobyć szczyt ideałów -
świetlany harcerski krzyż.

Oby współczesne polskie harcerstwo nawiązało duchową więź zarówno z dawnym harcerstwem czasów druha Andrzeja Małkowskiego, wojennym harcerstwem druha Aleksandra Kamińskiego, błogosławionego druha ks. Wincentego Frelichowskiego, z bohaterami Szarych Szeregów, jak i z tymi dzielnymi druhami, którzy w okresie stalinowskiej nocy – nie bacząc na dotkliwe represje – chronili świetlany harcerski krzyż, by nie przekształcił się w sowiecką, „walterowską” czuwajkę. By wypełniły się pragnienia zawarte w modlitwie harcerskiej z roku 1919:

O, Panie Boże, Ojcze nasz,
w opiece swej nas miej.
Harcerskich serc Ty drgnienia znasz,
nam pomóc zawsze chciej.

Wszak Ciebie i Ojczyznę
miłując, chcemy żyć.
Harcerskim prawom w życia dniach
wiernymi zawsze być.


Z poezji i pieśni więziennej

Teresa Kossek-Orlik (*1932)
Uczennica XII LO w Łodzi, aresztowana w r. 1950 za przynależność do organizacji „Młoda Polska” i skazana na 6 lat więzienia. Miała wówczas 17 lat. Przebywała w więzieniu w Fordonie.
4 września 1945 r. minister informacji i propagandy wydał okólnik nakazujący podjęcie „odpowiednich środków”, by Polacy śpiewali w kościołach Boże, coś Polskę, używając słów: „Ojczyznę wolną, pobłogosław, Panie”, a nie „racz nam wrócić, Panie”. Więzienny wiersz Tereski nawiązuje do znaczenia Boże, coś Polskę w tym czasie.

Wstań, Polsko moja
Wstań, Polsko moja, słychać dzwonów bicie,
Budzi się nowe proste, ludzkie życie
I zewsząd słychać błagalne wołanie:
Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!

Wstań, Polsko moja, jak Feniks z popiołów;
Ześlij na ziemię zastępy aniołów,
Roztocz nad nami swoje piękne zorze –
Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Boże!

Wstań, Polsko moja, w nadziei promieniu,
My się spalimy w Twym świętym płomieniu.
Przed Twe ołtarze zanosim błaganie:
Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie!

Wstań, Polsko moja, silna i potężna,
Przy Tobie stoi armia niedosiężna,
Pod Twym sztandarem przemoc nas nie zmoże.
Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Boże!

Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy
I jak chleba, tak wolności dziś potrzebujemy.
Bądź wola Twoja.
Wstań, Polsko moja!

Jadwiga Zofia Obrembalska (*1932)
Aresztowana w wieku 17 lat za udział w organizacji młodzieżowej, antykomunistycznej.

Kartka dla mojej Matki
Cóż Ci mam pisać, moja Matko droga,
Która codziennie prosisz za mną Boga,
Abym się dzielnie w życiu zachowała
I ideały w sercu zachowała.
Ty, co mi przykład swoim życiem dajesz,
Wiem, że się na mnie nie możesz zawieść.
Więc jak potrafię, tak się, Matko, staram
I koleżankom w celi dopomagam.
I chociaż smutno mi za kratami
I nieraz oczy zachodzą łzami,
To pamiętając o Twej dobroci
Łatwiej mi, Matko, przez życie kroczyć.
Nocami widzę Chłodną ulicę,
Palące wokół się kamienice
I poległego Ojca przesłanie,
Który zostawił dla mnie zadanie:
Polskę podźwignąć trzeba z niewoli,
Rodakom odjąć z tego, co boli!
Zwyciężą w świecie nasze ideały
I znów powstanie Naród wspaniały;
A ja – kropelka mała – w cichości
Przepłynę kiedyś RZEKĄ WOLNOŚCI.
sierpień 1949

Więźniarkom politycznym
Wiatr rozwiewa włosy nad czołem,
Oczy dumnie w niebo wpatrzone;
Dzień słoneczny, ptak śpiewa w błękicie;
Co nam dajesz w prezencie, o życie?

Mur wysoki i druty wokoło
I choć w sercach wcale nie wesoło,
To na twarzy uśmiech przyklejony,
A chód raźny, taki wojskowy.

Wszystkie one – i młode, i stare –
Mają w sercu taką samą wiarę,
Taką samą miłość do Ojczyzny,
Dla której niestraszne dusz blizny.

Te śledztwa nocą prowadzone,
Te rodziny siłą rozłączone,
Te wszystkie biedy i klęski
Weź w ofierze, Ojcze Niebieski:

Te matki z paczkami pod bramą,
Tę biedną dziecinę bladą,
Która czeka samotnie w domu
I o Tobie nie mówi nikomu.

I siostrę w wiejskiej chuścinie,
I męża w starej chałupinie,
I setki dzielnych Polaków,
Co wolności czekają znaku.

Ty mówisz: „O błogosławieni,
Którzy dla prawdy cierpieli”.
Za przyczyną Twą, o dobry Panie,
Niepodległą Ojczyzna niech się stanie.
Warszawa, więzienie przy ulicy 11 Listopada, rok 1949.

Janina Ziembo (*1927)
Aresztowana pod koniec roku 1945, w wieku 18 lat, więziona przez UB w Poznaniu, później w Fordonie.

* * *
Idę na cmentarz krętą drogą,
pośród pagórków pełnych blasku
tych, co odeszli w miłość Twoją
jak grot płomienny znicza jasny.

Ogarnij, otul ich wytrwałość
opadającym na nią liściem,
by proch posilić Twoim Ciałem
na ostateczne Twoje przyjście.

I także dozwól mej pamięci
zrozumieć krzywdy i cierpienie –
niech będą przy mnie Twoi Święci
w czas doczesnego osądzenia.

Alicja Perz-Szletyńska
Licealistka z Łodzi, założyła organizację Związek Białej Tarczy – wspólnie z Andrzejem Szletyńskim, synem oficera zamordowanego w Katyniu. Skazana w roku 1950 na 12 lat, Andrzej na 15 lat. Po wyjściu z więzienia pobrali się.

* * *
Gdy oddzieli cię krata
Od najbliższych i świata,
O czym marzysz co noc i co dzień?

Za czym tęsknisz szalenie,
Co jest twoim marzeniem
I przy tobie zostaje jak cień?

O wolności marzę wciąż skrycie,
Gdy do domu wreszcie powrócę –
Jak radosnym będzie me życie,
Gdy zmartwienia w dal odrzucę.

Gdy ci w lesie zaszumią drzewa,
Gdy w ogrodzie zerwiesz kwiat,
Gdy ci słowik piosenkę zaśpiewa –
To jest właśnie wolny twój świat.

Ukojona wolnością, upojona radością,
Że wśród bliskich znów można żyć,
Wciąż uwierzyć ci trudno
W prawdę jak bajka cudną,
Że szczęśliwą aż tak można być.

Gdy więzienne znikną oddziały,
Gdy cię bujne życie pochłonie,
Zapomnisz o smutkach starych,
Zapomnisz o Fordonie.

Czasem jednak w szarej godzinie
Wróć do wspomnień więziennych lat,
Zło zapomnij, a pomyśl jedynie
O przyjaciółkach spoza krat.
Więzienie w Fordonie, rok 1952

Antoni Madej (*1899)
Poeta, redaktor „Tygodnika Warszawskiego”, skazany na 7 lat więzienia. W więzieniu przejął się szczególnie losem młodocianych, osadzonych z powodów politycznych.

Chłopiec w więzieniu
Chłopcze, który jesteś więźniem,
i ciebie nienawiść dosięgła!
Od naszych doświadczeń ciężkich
młodość cię nie ustrzegła.

I ty masz udział w cierpieniu,
udział nie wąski, chłopcze!
Ukradkiem w piwnicznym cieniu
próbujesz łzę z oka otrzeć.

Podaj mi dłoń, chłopcze,
to nic, nieważne, to mija:
głupota, nienawiść, obłęd.
Trwa w pięknie miłość i przyjaźń.

Kołysanka
Już księżyc zgasł i gwiazdki lśnią,
sen zmorzył twą laleczkę,
więc rączki złóż i oczka zmruż,
opowiem ci bajeczkę.

Był sobie król, był sobie paź
i była też królewna,
żyli wśród róż, nie znali burz –
rzecz najzupełniej pewna.

Na skraju miasta zamek stał,
mur go od świata dzieli,
a że się tak kochali, więc
mieszkali cela przy celi.

Lecz żebyś ty pojęła sens
tej mojej piosnki nowej:
z WiN-u był król, paź z NSZ,
królewna z Armii Krajowej...
Więzienie na Mokotowie, rok 1947

Wiersze pochodzą ze zbioru poezji więziennej Przeciwko złu, opracowanego przez prof. Barbarę Otwinowską, również młodą więźniarkę polityczną lat 1947–1950.

 

Relacja ze spotkania w Warszawie, podczas którego został wygłoszony referat

A
A+
A++
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Wstecz