Referaty

Zbrodnia katyńska z perspektywy 65 lat

prof. Wojciech Materski

Stan badań nad zbrodnią katyńską, rozumianą jako wymordowanie jeńców wojennych z trzech obozów specjalnych NKWD ZSRR w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku oraz więźniów z terenów tzw. Białorusi Zachodniej i Ukrainy Zachodniej, w zasadzie od kilku lat nie ulega większym zmianom. Pojawia się oczywiście szereg nowych edycji dokumentów, monografii, artykułów i przyczynków związanych z tą problematyką, ale wnoszą one niewiele w zakresie nowych faktów bądź tez. Jest to wynikiem z jednej strony wyeksploatowania dokumentacji z zasobu postsowieckiego, do której uzyskaliśmy dostęp po 1992 r., z drugiej – braku w Rosji woli stworzenia dostępu do nowych zasobów, a nawet zawężenia dostępu do materiałów wcześniej udostępnianych badaczom. Ten stabilny stan wiedzy o zbrodni katyńskiej oczywiście dotyczy historiografii polskiej; w wypadku rosyjskiej, jak też powszechnej jest on, niestety, niewielki, pozostaje na poziomie monografii wydanych w okresie znacznie wcześniejszym.
Zbrodnia katyńska poraża swoją skalą, wymykającą się wszelkim, nawet najbardziej cynicznym i bezwzględnym próbom racjonalizacji. Tzw. kwestia katyńska (katynskij wopros) – jak ją eufemistycznie ujmowano w dokumentacji sowieckiej – to nie tylko wymordowanie w warunkach formalnego braku stanu wojny bez mała 22 tysięcy bezbronnych ludzi, ale też fałszowanie i ukrywanie przez dziesięciolecia prawdy o tym ludobójstwie, czynienie z niego oręża walki politycznej, niszczenia przeciwników ideologicznych.
O dokonanym wiosną 1940 r. ludobójstwie wiemy już dziś bardzo dużo, co nie oznacza, iż na wszystkie pytania z tego zakresu jesteśmy w stanie odpowiedzieć. Znamy proces decyzyjny – poczynając od decyzji Biura Politycznego KC WKP(b) z 5 marca 1940 r., poprzez poszczególne etapy jej wykonania. Znamy stronę organizacyjną, tryb dokonywania mordu i pozbywania się ciał – stosunkowo najdokładniej w wypadku obwodowego Zarządu NKWD w Twerze (Kalininie). Wiemy, iż kłamstwem jest, jakoby prawda o zbrodni katyńskiej ukryta została w tajnych archiwach i kolejne ekipy na Kremlu były jej nieświadome. Na podstawie dokumentacji z tzw. Pakietu nr 1 wiemy, iż co najmniej kilkadziesiąt osób z sowieckiego partyjnego tzw. pierwszego eszelonu władzy cały czas miało jej pełną świadomość. Wiemy, iż prezydent Michaił Gorbaczow uroczyście zapewniając, iż robi w sprawie odnalezienia dokumentacji katyńskiej wszystko co może, cynicznie po wielekroć kłamał.
Dziesiątki tysięcy kart kserokopii dokumentacji z archiwów rosyjskich, jakimi dysponujemy, zawiera nadal dotkliwe braki. Takim brakiem, wyjątkowo istotnym nie tylko dla historyków, ale też rodzin ofiar zbrodni katyńskiej, są jakoby zniszczone teczki archiwalne – 21.857 kompletów dokumentów dotyczących poszczególnych jeńców wojennych i więźniów. Zniszczenie teczek w 1959 r. sugerował pierwszemu sekretarzowi KC KPZR Nikicie Chruszczowowi ówczesny szef KGB Aleksandr Szelepin, ale nie ma żadnego śladu, by zniszczenia takiego dokonano. Zalecał zarazem zachowanie protokołów Kolegium Specjalnego, które odpowiedzialne było za stronę organizacyjną katyńskiego ludobójstwa, a i tych dokumentów dotąd nie udostępniono. Brakuje tzw. listy białoruskiej – więźniów przetrzymywanych na terytorium tzw. Białorusi Zachodniej, wymordowanych na podstawie tej samej decyzji z 5 marca; w warunkach zachowania co najmniej dwóch egzemplarzy tzw. listy ukraińskiej, jest nie do pomyślenia, by dokumentacji tej w archiwach postsowieckich nie było. Nie wiemy, gdzie grzebano ciała pomordowanych 7305 więźniów, choć domyślamy się, gdzie to mogło mieć miejsce.
Dostęp do archiwalnego zasobu postsowieckiego jest dla polskich historyków i archiwistów systematycznie zawężany, a więc w najbliższych latach zapewne braków tych nie uda się wypełnić.
W zakresie spraw częściowo udokumentowanych nadal mamy szereg wątpliwości. Nie udało się dotąd udowodnić bardzo prawdopodobnej hipotezy o związku niemieckiej zbrodniczej akcji AB z ludobójstwem katyńskim. Zapewne „odnalezienie” materiałów z trzech narad NKWD i gestapo w latach 1939–1940 byłoby w tej sprawie kluczowe. Nie jest jasne, dlaczego podjęta pod koniec lutego 1940 r. decyzja o skierowaniu polskich jeńców wojennych do systemu GUŁag została tak radykalnie zmieniona; dlaczego stało się tak pomiędzy 3 a 5 marca 1940 r.. Kto tak naprawdę spoczywa w Tawdzie na Uralu, gdzie odkopano fragmenty polskich uniformów wojskowych. Co z rewelacjami prezydenta Putina z 2002 r. o jakoby odnalezieniu nowego miejsca masowego pochówku Polaków. Takich pytań można postawić znacznie więcej.
Pozostaje do rozstrzygnięcia problem winy i odpowiedzialności za zbrodnię katyńską, od której orzeczenia uchyliła się rosyjska Prokuratura Wojskowa. Niewątpliwie winien był system sowieckiego państwa-partii, zbrodniczy z samego założenia, opresywny nade wszystko w stosunku do własnych obywateli. Ale system tworzyli ludzie i oni też poprzez swoje zachowania (zaniechania) stanowili o jego obliczu. Za prawie 22 tysiące istnień ludzkich, niewinnych ofiar, odpowiadają: decydenci – Stalin i jego najbliższe, panicznie bojące się go otoczenie; specjaliści od mordowania zza biurka – jak członkowie Narady Specjalnej; wykonawcy – przeszkoleni mordercy oraz mordercy z przypadku, pracownicy obwodowych NKWD. Za ukrywanie prawdy o zbrodni, próby obarczenia nią Niemców odpowiadają kolejne ekipy sowieckich przywódców partyjnych i państwowych, odpowiadają tchórzliwi przywódcy PRL, ale też cyniczni politycy zachodni, Brytyjczycy i Amerykanie, zainteresowani wyłącznie przystąpieniem ZSRR do wojny na Dalekim Wschodzie – za każdą cenę, a potem wstydliwie przemilczający swoje zaniechania (aż po ujawniony dopiero w 2003 r. tzw. raport Butlera).
Odrębnym zagadnieniem pozostaje sprawa tzw. Anty-Katynia – wykalkulowana na zimno próba „zrównoważenia” niemożliwej już do dalszego ukrywania prawdy o katyńskim ludobójstwie przez wykreowanie polskiego jakoby ludobójstwa na jeńcach czerwonoarmistach w 1920 r. „Zapotrzebowanie” na taką polską zbrodnię złożył Michaił Gorbaczow w poufnym rozporządzeniu z 1989 r. Odpowiedzieli mu usłużni historycy i publicyści, zupełnie niepodatni na podejmowane przez polskich historyków wysiłki dla zdementowania tej odrażającej kalumnii. Tymczasem zaczęła ona żyć własnym życiem, trafiła do kultury masowej (m.in. seriale telewizyjne) odciskając się bardzo wyraźnie na nastrojach społecznych.
Kończąc, chciałbym poinformować, iż w najbliższych tygodniach oddany zostanie do wydawnictwa czwarty, ostatni tom edycji „Katyń. Dokumenty zbrodni”. To zapoczątkowane w 1992 r. przedsięwzięcie obu naczelnych dyrekcji archiwów państwowych, Polski i Rosyjskiej Federacji przyniosło podbudowaną źródłowo, najpełniejszą na dzień dzisiejszy prawdę o dokonanym w 1940 r. ludobójstwie. Oby ta wiedza dotarła jak najszerzej.

 

Relacja ze spotkania w Warszawie, podczas którego został wygłoszony referat

A
A+
A++
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Wstecz