Referaty

Jak rozpoczęliśmy walkę o prawdę Wołynia

Andrzej Żupański

Gdy w 1980 roku zelżały rygory cenzury i kaganiec nałożony na działalność kombatancką, żyjący wówczas starsi oficerowie 27 Dywizji zalegalizowali Środowisko Wołyńskie, które skupiło żołnierzy Okręgu Wołyń Armii Krajowej. Wszyscy oni byli świadkami zbrodni nacjonalistów ukraińskich. Szybko się jednak okazało, że w Polsce nie ma żadnych pisanych dowodów tej zbrodni. W 1984 roku Środowisko przystąpiło do zbierania relacji i wspomnień, których w krótkim czasie nadeszło ponad 350. Wynikało z nich niezbicie, że na Wołyniu w 1943 i 1944 roku zginęło co najmniej 50 tysięcy polskich mieszkańców wsi i miasteczek. Te prace były pierwszą próbą dokumentowania tej zbrodni, albowiem, jak wiadomo, w okresie władzy komunistów temat był objęty ścisłym zakazem cenzury.
Po uzyskaniu niepodległości cenzura zniknęła, ale dobrowolne już tabu dla tych tragicznych wydarzeń pozostało. Nikt nie chciał z nami rozmawiać na temat dowodów przez nas zebranych, traktując je jako niewiarygodne, stronnicze i antyukraińskie. Mówiono nam też, szczególnie partie polityczne, do których się zwracaliśmy, że to sprawa historyków. Ale żadna uczelnia nie zabierała się do tej białej plamy.

W 1994 roku inicjatywę w tej sprawie podjął Ośrodek KARTA, zwołując trzydniową konferencję do Leśnej Podkowy. Historycy polscy i ukraińscy poddali dyskusji 21 tematów, a nawet uchwalili protokół zestawiający sprawy, co do których była zgodność poglądów i sprawy, co do których między historykami polskimi i ukraińskimi tej zgodności nie było. Uważaliśmy inicjatywę Karty za właściwy krok i czekaliśmy na ciąg dalszy. Niestety, KARTA nie mogła iść dalej tą drogą. Jak powiedział nam później prezes KARTY p. Zbigniew Gluza, spotkała ją całkowita obojętność mediów, ośrodków historycznych, działaczy społecznych i polityków. Nikt KARTY nie zachęcił, nikt nie zganił, nikt się nie odezwał, a media solidarnie milczały. Taka obojętność nie pozwalała liczyć KARCIE na dalszą pomoc sponsorów.

W 1995 roku przedstawiciele Okręgu Wołyńskiego ŚZŻAK odwiedzili wszystkie ważniejsze uniwersytety polskie, aby dowiedzieć się, czy nie ma tam jakichś zamiarów zajęcia się niezbadanym dotąd konfliktem polsko-ukraińskim w czasie wojny. Niestety, żadna z uczelni takiego zamiaru nie miała. Wówczas w naszym gronie powstało przekonanie, że jeżeli nasz Związek nie przystąpi do organizowania takich badań, śmierć dziesiątków tysięcy niewinnych, bezbronnych Polaków pozostanie zapomniana.
Wiedzieliśmy, że muszą to być badania profesjonalne, prowadzone przez historyków a nie kombatantów, świadków czy działaczy kresowych, gdyż tylko takie badania miały szansę być uznane za wiarygodne. Wiedzieliśmy też, że muszą to być prace prowadzone wspólnie przez historyków polskich i ukraińskich. Tylko taki układ mógł skłonić sponsorów do udzielenia nam niezbędnej pomocy finansowej. Konieczny był też nadzór naukowy nad pracami, gdyż rola taka nie mogła być wypełniana przez nas. Tę rolę przez cały pięcioletni okres wypełniały Wojskowy Instytut Historyczny w Warszawie i Uniwersytet im. Łesi Ukrainki w Łucku. Zaś partnerem w organizowaniu seminariów został, po nieudanych próbach w Kijowie, Związek Ukraińców w Polsce, z którym zawarto stosowne porozumienie o wspólnym stwarzaniu warunków do pracy historykom obu krajów. Porozumienie to podpisali prezes ŚZŻAK Stanisław Karolkiewicz i prezes ZUwP Jerzy Rejt.

Od 1996 do 2001 roku odbyło się dziewięć trzydniowych seminariów, a ostatnie trwało nawet pięć dni. Seminaria te, przemiennie organizowane na Ukrainie i w Warszawie, gromadziły przeciętnie po 20 historyków z obu krajów. Przedyskutowano na nich 30 zreferowanych przez obie strony tematów, obejmujących tereny II RP zamieszkałe przez obie narodowości i okres od zakończenia wojny polsko-bolszewickiej do zakończenia operacji „Wisła” w 1947 roku. Materiały tych spotkań: referaty polskie i ukraińskie, pełna dyskusja i tzw. protokoły   zgodności i rozbieżności zostały wydrukowane w tomach pn. „Polska–Ukraina: trudne pytania”.

Co można powiedzieć o tej ponad pięcioletniej pracy?

Początkowe trudności w skompletowaniu ekipy polskiej na kolejne spotkania szybko zostały usunięte w miarę jak wchodzili nowi badacze zainteresowani tematem, a wycofywali się historycy, którzy nie wykazywali chęci pogłębiania swojej wiedzy. Fakt, że w Polsce jest obecnie duża grupa historyków znawców tematu, wiążących z nim dalszą karierę zawodową, stanowi, według nas, ważne osiągnięcie. Taka grupa specjalistów przed 1996 rokiem w Polsce nie istniała. Dziś mamy też uniwersytet, który na stałe włączył w krąg swoich zainteresowań  problemy stosunków polsko-ukraińskich. Jest to Uniwersytet Wrocławski.

Sprawa współpracy ze stroną ukraińską była oczywiście trudniejsza, gdyż tam nie było wówczas żadnych specjalistów z tego tematu, a historiografia istniała wyłącznie sowiecka. Powoli jednak, wskutek zapoznawania się z wiedzą Polaków i polską historiografią i dzięki własnym studiom poszczególnych badaczy, rosła wiedza historyków ukraińskich. Część początkowego składu ekipy ukraińskiej powoli wycofywała się, a dochodzili nowi. Największy problem stanowiła dla nich prawda o działaniach OUN-UPA wychodząca na jaw w referatach historyków polskich i w ich własnych badaniach. Nikt nie lubi dowiadywać się o niegodziwościach swoich rodaków. Ten opór przed przyjęciem ujawnianej prawdy można wyczytać w zapisanej dyskusji w poszczególnych tomach „Trudnych pytań”.

Zaproponowana przez polskich organizatorów w oparciu o precedens stworzony przez KARTĘ zasada sporządzania dla każdego tematu tzw. protokołów zgodności i rozbieżności, była początkowo przyjmowana ze zdziwieniem przez historyków obu krajów, potem jednak szybko została zaakceptowana i stosowana do końca trwania cyklu. Uniwersytet Wrocławski, realizujący, jak wspomniałem, dalsze prace, ma ułatwione zadanie znalezienia tematyki, którą trzeba się teraz zajmować. Natomiast my, organizatorzy, posiadamy tak ważne dla nas protokoły zgodności i rozbieżności o wielkości strat i ich sprawcach.

Wydawane przez Ośrodek KARTA tomy „Polska–Ukraina: trudne pytania” są według nas wzorem takiej pracy wydawniczej. Redaktor tej serii p. Romuald Niedzielko wykazał wysoką zawodową sprawność i opanowanie specyficznych problemów nazewnictwa kresowego. Wydawanie co pół roku kolejnego tomu w jakimś cyklu badawczym należy raczej do rzadkości, zwłaszcza że jakościowo wydawane tomy znajdują powszechne uznanie. Do tej pory wydano osiem tomów w języku polskim i 4 tomy w ukraińskim. Zapóźnienie wydawania ukraińskojęzycznych tomów wynikło z braku możliwości wydatkowania jakichkolwiek sum przez partnerów ukraińskich, a nam pieniędzy na więcej nie wystarczyło.

Należy podkreślić, że ciągle istnieje tabu na temat stosunków polsko-ukraińskich. Cały czas stykaliśmy się z zupełnym brakiem zainteresowania tą wieloletnią pracą. Na zwoływanych konferencjach prasowych nikt się nie zjawiał. Na ostatniej konferencji zjawił się tylko p. Andrzej Kaczyński z „Rzeczpospolitej”. Nikt nie informował o seminariach, ich przebiegu i wynikach. Nie ma też do dzisiaj żadnych recenzji wydanych tomów „Polska–Ukraina”. Od ostatniego seminarium w listopadzie ub. roku, tylko p. Jan Nowak-Jeziorański napisał pozytywny artykuł w grudniowej „Gazecie Wyborczej”.

Bez sponsorów tej pracy by nie było. Przez cały czas wspomagał nas Komitet Badań Naukowych, Fundacja Batorego i Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Okresowo otrzymywaliśmy środki od Urzędu ds. Kombatantów, Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, Wspólnoty Polskiej i Ministerstwa Obrony Narodowej. Otrzymaliśmy też pomoc od trzech sponsorów prywatnych, banków prowadzących interesy z Ukrainą. Wielką pomoc rzeczową otrzymywaliśmy od Akademii Obrony Narodowej w Rembertowie, gdzie odbywały się cztery kolejne seminaria.

Jakie są rezultaty tej wieloletniej pracy?

Okręg Wołyński ŚZŻAK, występując z inicjatywą organizowania prac historyków, miał oczywiście na uwadze główny cel: ujawnienie, przez obiektywne badania, faktu dokonania eksterminacji ludności polskiej przez nacjonalistów ukraińskich, nieznanego przez pół wieku po jej zaistnieniu. Oczywiście ten cel można było osiągnąć tylko przy kompleksowym przebadaniu wszelkich wydarzeń, które miały wpływ, sprzyjały, lub umożliwiały zrealizowanie takiego zamiaru. Dlatego trzeba było przestudiować aż 30 tematów, poświęcając na to ponad pięć lat.

W naszym przekonaniu wszystko to zostało osiągnięte. Na ostatnim seminarium w listopadzie ub. roku przedyskutowano kluczowe tematy o przyczynach, sprawcach, ilości ofiar, przebiegu i skutkach tej krwawej eksterminacji. Uchwalono też protokół zawierający wspólne stanowisko w tych najważniejszych sprawach. Liczba Polaków zabitych tylko dlatego, że byli Polakami, została wspólnie oszacowana na od 75 do 90 tysięcy, zaś liczba strat ukraińskich „szła w tysiące”. To określenie było spowodowane brakiem jakichkolwiek badań w tej sprawie, tak ukraińskich jak i polskich historyków.

Do dnia dzisiejszego, w ciągu 6 miesięcy od zakończenia prac, żadnej dostępnej informacji przeciętny Polak nigdzie nie przeczyta ani nie usłyszy. Także instytucje państwowe, szanowane przecież przez nas, powołane do zachowania pamięci: Instytut Pamięci Narodowej i Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa nie ustosunkowały się do wyników uzyskanych przez te wielkie grona historyków polskich i ukraińskich. Nie wiadomo właściwie, czy milczenie tych instytucji wynika z przyczyn politycznych, merytorycznych czy też innych.

Sprawa powszechnego, można powiedzieć solidarnego, milczenia w tej jedynej nie rozliczonej dotąd śmierci kilkudziesięciu tysięcy Polaków, wielokrotnie była przedmiotem naszych rozmyślań. Dlaczego w żadnej innej sprawie nie ma takiej zgody wśród elit polskich?
Nie umieliśmy sobie na to pytania odpowiedzieć. Natomiast przytoczę wypowiedź jednego z naszych głównych partnerów prof. Michała Klimeckiego, który na nasze żale powiedział nam: „Nie niecierpliwcie się, panowie. Żadna prawda ukrywana przez dziesięciolecia nie przebija się łatwo. Przebije się, tylko wymaga to czasu”.

Dzisiejsze spotkanie jest jedynym publicznym spotkaniem do jakiego do tej pory na ten temat doszło.
Teraz przed naszym Związkiem stoją już zupełnie inne zadania. Dążyć będziemy do tego, aby wymienione wyżej instytucje powołane do zachowania pamięci zechciały zająć jednoznaczne stanowisko odnośnie do zdefiniowanej przez badania historyczne trzeciej zbrodni przeciwko narodowi polskiemu. Dążyć będziemy do tego, by władze polskie pomogły Ośrodkowi KARTA dokończyć rozpoczęty indywidualny komputerowy program rejestracji strat polskich i ukraińskich w czasie tego konfliktu. O taką pomoc do obu prezydentów apelowali w czasie ostatniego seminarium historycy. Ten program pozwoli na uściślenie ilości zabitych po obu stronach, dziś określanej z dużą rozpiętością. Stawiamy sobie też zadanie zdobycia funduszy na wydanie pozostałych tomów „Polska–Ukraina: trudne pytania” w obu językach. Wreszcie, będziemy dążyć do tego, aby Państwo Polskie powołało Państwowy Komitet Obchodów 60-tej rocznicy Eksterminacji Ludności Polskiej na Kresach Południowo-Wschodnich II RP.

Nie mamy wątpliwości, że ujawnienie zbrodni dokonanej przed sześćdziesięciu laty przez nacjonalistów ukraińskich wpłynie na zmniejszenie istniejących dzisiaj przeszkód na drodze do zbliżenia Polaków z Ukraińcami.

 

 

Relacja ze spotkania w Warszawie, podczas którego wygłoszono referat

A
A+
A++
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Wstecz