Ostatnio dodane
-
30 maja w Szczecinie – wykład Andrzeja Krzysztofa Kunerta „Kamienie na szaniec”
15.05.2012 -
Plan pracy na rok 2012
08.05.2012 -
22 maja w Pabianicach – wykład prof. dr hab. Marii Magdaleny Blombergowej „Cmentarze katyńskie”
08.05.2012 -
Plan pracy na 2012 rok
08.05.2012 -
23 maja w Gdańsku – wykład Aleksandra Kozickiego „Działalność Oddziału Informacyjno-Wywiadowczego II Korpusu w latach 1945–1949 na terenie Palestyny i Austrii”
07.05.2012
Referaty
Samoobrona ludności polskiej na Wołyniu w 1943 roku
Michał Klimecki, Zbigniew Palski
Początki organizowania samoobrony
Tworzenie pierwszych oddziałów samoobrony odbywało się spontanicznie. Organizowali je lokalni przywódcy społeczności polskiej. Należy sądzić, że pojawiły się one pod koniec 1942 r. lub na przełomie 1942 i 1943 r. Ich działalność początkowo sprowadzała się do organizowania przez ludność wsi i miasteczek punktów obserwacyjnych, wystawiania straży i patrolowania najbliższej okolicy. Członkowie samoobrony ostrzegali miejscową ludność polską o pojawieniu się nieznanych oddziałów zbrojnych. Część posterunków, wart i patroli działała tylko wieczorem i w nocy, przy czym rzadko uzbrojone były w broń palną.
Kiedy wczesną wiosną 1943 r. rozpowszechniły się informacje o masowych morderstwach dokonywanych na Polakach przez Ukraińców, zaczęto obserwować także pobliskie wsie ukraińskie, powiększono liczbę punktów obserwacyjnych i patroli. Głównym zadaniem stało się także zaopatrzenie powstających placówek w broń palną.
Skuteczność działania pierwszych oddziałów samoobrony nie była duża – sprowadzała się do ostrzegania ludności polskiej przed możliwością napadu. W pierwszym okresie brak uzbrojenia nie pozwalał jeszcze na skuteczne odparcie ataku ukraińskiego.
Trzeba podkreślić, że wczesną wiosną 1943 r. nie wszyscy Polacy na Wołyniu mieli poczucie zagrożenia. Wielu z nich było przekonanych, że antypolskie wystąpienia mają jedynie ograniczony zasięg, tym bardziej, że liczne wsie polskie miały dobre stosunki z okoliczną ludnością ukraińską. Zdarzały się także przypadki, że Ukraińcy uspokajali polskich sąsiadów, twierdząc, że nic im nie grozi. Sądzono także, że możliwa jest wspólna walka Polaków i Ukraińców z Niemcami. Niektórzy historycy polscy sądzą, że pogłoski takie były celowo rozgłaszane przez Ukraińców i miały na celu uspokojenie ludności polskiej. Nie bez znaczenia jest także fakt, że niektóre środowiska polskie obawiały się, że rozbudowa oddziałów samoobrony i ich uzbrojenie w broń palną mogą przyczynić się do zaognienia konfliktu polsko-ukraińskiego. Obawiano się także represji ze strony Niemców.
Jeszcze w maju 1943 r. strona polska oceniała, że wydarzeń na Wołyniu nie można nazwać rebelią całej ludności ukraińskiej przeciw Polakom. Podkreślano, że zagładzie ulegają te osiedla, które się nie bronią. Za skuteczne uzbrojenie uważano przy tym siekiery i widły. Dopiero narastanie ukraińskiego terroru i brak reakcji niemieckich władz okupacyjnych przekonały polską ludność Wołynia, że zorganizowanie skutecznej samoobrony może ochronić życie i mienie mieszkańców zagrożonych wsi i miasteczek. Bezpośrednie zagrożenie życia ze strony uzbrojonych i zorganizowanych grup ukraińskich spowodowało rozwój form samoobrony ludności polskiej. Wystawiano już nie tylko patrole i straże, lecz podjęto tworzenie oddziałów zdolnych do podjęcia walki z napastnikami. Miały one charakter ludowych milicji i nie były jeszcze zdolne do długiej, planowo prowadzonej obrony przed atakiem liczniejszych, znacznie lepiej uzbrojonych i często sprawnie dowodzonych oddziałów ukraińskich.
W kwietniu 1943 r. doszło do próby obrony polskich wsi, np. w Rafałówce koło Przebraża, gdzie udało się odeprzeć atak Ukraińców i w Kutach (Kątach) w powiecie krzemienieckim; mimo obrony zginęło 43 Polaków, a pozostali uciekli do Krzemieńca.
Armia Krajowa wobec wydarzeń na Wołyniu w 1943 r.
Po zajęciu Wołynia przez Niemców w 1941 r. nie udało się stworzyć na tych terenach silnej polskiej organizacji podziemnej. Jak podaje polski historyk W. Filar prace organizacyjne nad rozbudową siatki konspiracyjnej posuwały się zbyt wolno i nie wyszły w zasadzie poza fazę przedwstępną. Przyczyną takiego stanu rzeczy był. m.in. brak na Wołyniu elity i inteligencji, ponieważ zniszczono ją w czasie okupacji sowieckiej, a pozostała na wsi ludność polska była słabo zorganizowana.
W sierpniu 1942 r. Komenda Główna AK wydzieliła Okręg Wołyński z Obszaru nr 3 (Lwów), podporządkowując go bezpośrednio sobie. We wrześniu 1942 r. komendantem Okręgu mianowano płk. Kazimierza Bąbińskiego („Luboń”). Okręgowym Delegatem Rządu został Kazimierz Banach („Jan Linowski”), który przybył na Wołyń 21 listopada 1942 r.
Kiedy wiosną 1943 r. nasiliły się masowe morderstwa na ludności polskiej, okazało się, że polskie władze podziemne były całkowicie zaskoczone tym faktem. Komendant Główny AK oceniał sytuację na Wołyniu następująco: „Ludność polska nękana do ostatnich granic chroni się w większych miastach, w lesie, lub samorzutnie przystępuje do walki z wrogim elementem w obronie życia i dobytku. Taki stan zmusza komendy terytorialne do organizowania czynnej akcji przeciwko wrogim wystąpieniom obcych narodowości. Samoobrona staje się na terenie wschodnim równoległym zagadnieniem co do ważności, jak i przygotowanie się do zadań na okres powstania”.
Dopiero wtedy przystąpiono do przeciwdziałania. Komendant Wołyńskiego Okręgu AK 17 maja 1943 r. nakazał zorganizowanie samoobrony w rejonach o przewadze ludności polskiej; utworzenie w rejonach o mniejszym nasileniu ludności polskiej samoobrony w miasteczkach; utworzenie zbrojnych oddziałów dyspozycyjnych i zorganizowanie systemu alarmowego.
W czerwcu skierowano do walki znaczną część kadry dowódczej oraz całość sił wiejskich. Oficerowie z Inspektoratów Łuck i Równe objęli stanowiska dowódcze w ośrodkach samoobrony na północno-wschodnim Wołyniu, uznanym za najbardziej zagrożony.
Doszło jednak do ostrego konfliktu pomiędzy Kazimierzem Banachem a płk. Kazimierzem Bąbińskim. Ten pierwszy postulował nawiązanie rozmów z Ukraińcami i znalezienie kompromisu, natomiast dowódca Okręgu AK propozycje te traktował jako zdradę. Delegat Rządu chciał także włączenia wszystkich sił AK do samoobrony ludności polskiej, podczas gdy płk „Luboń” zażądał przekazania do swojej dyspozycji mężczyzn w wieku od 18 do 40 lat, aby wykonać plan „Burza”. Energicznie sprzeciwiał się temu Banach, który uważał, że przeprowadzenie „Burzy” na terenie Wołynia znacznie pogorszy stan bezpieczeństwa ludności polskiej.
Próby rozmów z przywódcami ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego zakończyły się tragicznie. W połowie lipca 1943 r. we wsi Kutycze pod Kowlem zostali zamordowani polscy negocjatorzy: przedstawiciel Okręgowej Delegatury Rządu Zygmunt Rumel („Poręba”) i Krzysztof Markiewicz („Czart”, „Boruta”). Wobec klęski koncepcji ugodowej wysuwanej przez K. Banacha, spór między „wojskiem” i „cywilami” został zażegnany i 19 lipca 1943 r. wydano wspólny rozkaz, zapowiadający zespolenie sił wojska (AK) i samoobrony. Już następnego dnia (20 lipca) zadecydowano o utworzeniu oddziałów partyzanckich na Wołyniu. Zorganizowano następujące oddziały partyzanckie:
- „Łuna” – pod dowództwem ppor. Jana Rerutko („Drzazga”). Po jego śmierci od 10 listopada 1943 r. oddziałem dowodził por. Zygmunt Kulczycki („Olgierd”). Oddział „Łuna” liczył 107 ludzi i współdziałał z bazą samoobrony w Przebrażu w powiecie łuckim.
- „Jastrząb” – pod dowództwem por. Władysława Czermińskiego („Jastrząb”) liczący około 150 ludzi. Oddział działał w rejonie baz samoobrony w Zasmykach i Kupiczowie w powiecie kowelskim.
- „Bomba” – pod dowództwem kpt. Władysława Kochańskiego („Bomba”, „Wujek”). Oddział liczył około 500 żołnierzy i działał w rejonie bazy samoobrony Stara Huta w powiecie kostopolskim.
- „Strzemię” – pod dowództwem por. Zenona Blachowskiego („Strzemię”). Oddział liczył około 100 partyzantów, działał w rejonie bazy samoobrony Rudnia Lwa w powiecie sarneńskim.
- „Gzyms” – pod dowództwem por. Franciszka Pukackiego („Gzyms”) liczący około 80 żołnierzy. Oddział działał w rejonie ośrodka samoobrony Stójło-Witoldówka w powiecie zdołbunowskim.
- „Ryszard” – dowodzony przez por. Ryszarda Walczaka („Ryszard”). Oddział liczył około 80 ludzi. Działał w obronie ośrodka Lubomirka-Klewań w powiecie rówieńskim.
- „Sokół” – dowodzony przez por. Michała Fijałkę („Sokół”), liczący około 120 żołnierzy. Działał w rejonie samoobrony Zasmyki-Kupiczów w powiecie kowelskim.
- „Kord” – dowodzony przez por. Kazimierza Filipowicza („Kord”). Oddział liczył około 80 partyzantów i współpracował z ośrodkiem samoobrony w Rymaczach-Jagodzinie w powiecie lubomelskim.
- „Piotruś” – dowodzony przez ppor. Władysława Cieślińskiego („Piotruś”), liczący około 80 ludzi. Oddział działał w obronie ośrodka Spaszczyzna-Bielin.
Należy podkreślić, że decyzje o zorganizowaniu oddziałów partyzanckich wspomagających samoobrony zapadły bardzo późno – w drugiej połowie lipca 1943 r., a więc w okresie szczytowej fali masowych morderstw na ludności polskiej. Były to więc działania spóźnione o kilka miesięcy, co nie świadczy dobrze o orientacji polskich władz podziemnych w sytuacji na Wołyniu. Należy przytoczyć opinię polskiego znawcy tych zagadnień:
„Z porównania przebiegu antypolskiej akcji nacjonalistów ukraińskich oraz przeciwdziałania ze strony kierownictwa Okręgu Wołyńskiego i Okręgowej Delegatury Rządu wynika, że radykalne środki w obronie zagrożonej ludności polskiej podjęte zostały z dużym opóźnieniem. Ujęcie w ramy organizacyjne samoobrony, a także utworzenie lotnych oddziałów partyzanckich nastąpiło bowiem już po ostatnich masowych mordach ludności polskiej w zachodnich powiatach Wołynia”.
Także 20 lipca ukazała się „Instrukcja w sprawie formowania baz samoobrony i organizacji oddziałów P[artyzanckich]”. Zawierała następującą definicję: „bazy oporu to są większe skupiska ludności polskiej (2 wsie), do których w razie zagrożenia winni chronić się mieszkańcy mniejszych osiedli polskich (kolonie) wraz z rodzinami, mieniem ruchomym, inwentarzem i zapasami żywności. Celem bazy winno być organizowanie zbrojnego oporu w wypadku nadejścia band morderczo-rabunkowych, zorganizowanie życia wewnętrznego, służby samoobrony i jej uzbrojenie, wzmocnienie okopami lub zasiekami, a także służenie jako punkt oparcia, zaopatrzenia i rekrutacji do polskich państwowych oddziałów partyzanckich”.
Polityczny nadzór nad organizacją samoobrony zachowały organa Delegatury Rządu, ale w praktyce jej rozwój i skuteczność zależały przede wszystkim od pomocy Armii Krajowej.
28 lipca 1943 r., a więc już po największej fali rzezi ukraińskich, Wołyński Okręgowy Delegat Rządu Rzeczypospolitej Polskiej K. Banach wydał odezwę do „Obywateli Rzeczypospolitej – Ukraińców Wołynia”. Wezwał społeczność ukraińską do przeciwstawienia się „zbrodniczej akcji mordowania bratniego […] narodu i nurzania wszystkich […] ludzkich i narodowych uczuć w strumieniach niewinnej krwi”. Polaków natomiast wezwał do tworzenia „samodzielnej polskiej samoobrony”. Jednocześnie przestrzegał, że „pod żadnym pozorem nie wolno współpracować z Niemcem. Wstępowanie do milicji i żandarmerii niemieckiej jest najcięższym przestępstwem wobec Narodu Polskiego. Milicjanci-Polacy, którzy by wzięli udział w niszczeniu zagród oraz w mordowaniu kobiet i dzieci ukraińskich, wykreśleni zostaną z szeregów Narodu Polskiego i będą ciężko ukarani. […] Współdziałanie z bolszewikiem jest takim samym przestępstwem, jak współdziałanie z Niemcem. Wstąpienie do oddziałów partyzantów sowieckich jest zbrodnią. Żaden Polak nie może się tam znaleźć. […] Polacy szanują niepodległościowe dążenia Ukraińców. Nie chcą i nie mają powodów dążeń tych atakować i osłabiać. Z uczciwymi organizacjami ukraińskimi jesteśmy gotowi zawsze nawiązać jak najbardziej ścisłą i braterską współpracę.
Występujemy przeciwko Ukraińcom tylko we własnej samoobronie, tylko wtedy, kiedy jesteśmy przez nich z ich własnej woli lub na skutek podszeptów wspólnych naszych wrogów atakowani”.
Jak widać, Delegat Rządu nawet wtedy nie wyzbył się złudzeń, co do rzeczywistej postawy ludności ukraińskiej wobec Polaków. Nic nie wiadomo, aby ta odezwa odniosła jakiś dostrzegalny skutek.
Dotychczasowe doświadczenia wskazywały na małą skuteczność obrony mniejszych skupisk polskich. Dlatego też dążono do tworzenia silnych baz obronnych z kilkunastu wsi o dużych skupiskach ludności polskiej. Takie bazy miały być bronione przez oddziały miejscowe, wykorzystujące umocnienia polowe, między innymi rowy strzeleckie, bunkry drewniano-ziemne i różnego rodzaju zasieki.
Jednym z największych problemów było zdobycie odpowiedniej ilości broni, zarówno przez samoobrony, jak i wspomagające je oddziały partyzanckie. Pozyskiwano ją przede wszystkim od Niemców, którzy w niektórych przypadkach, głównie w powiatach łuckim, horochowskim i krzemienieckim, sami zaopatrywali w nią Polaków. Broń otrzymywano także od radzieckich oddziałów partyzanckich m.in. za żywność i informacje wywiadowcze. Korzystano także z broni ukrytej na pobojowiskach z 1939 i 1941 r. Mimo różnych źródeł zaopatrzenia, zawsze brakowało odpowiedniej ilości broni, a jej stan techniczny był często bardzo zły. Wobec tego część członków samoobrony wyposażona była jedynie w pałki, siekiery, widły, a nawet wykonane w warsztatach piki.
Pierwszy większy ośrodek polskiej samoobrony zorganizowano na początku maja 1943 r. w Pańskiej Dolinie w powiecie dubieńskim. Ośrodek ten stoczył ciężkie walki – odparł trzy napady UPA: 22 czerwca, 27 lipca i 15 sierpnia 1943 r. Następną ważną bazą samoobrony było miasteczko Bożyszcze (powiat łucki), położone nad Styrem. W Bożyszczach i okolicznych miejscowościach schroniło się około 15000 Polaków. Dnia 27 czerwca nacjonaliści ukraińscy dokonali napadu na Wasylówkę i Retnówkę, wsie będące częścią systemu obronnego rejonu Bożyszcz.
Jedną z największych, a jednocześnie najbardziej znaną bazą samoobrony było Przebraże (powiat sarneński). Na początku czerwca zgromadziło się w tej wsi około 18000 ludzi. Dnia 5 lipca oddziały banderowskie zaatakowały Przebraże, ale zostały odparte. Poniosło jednak śmierć kilkuset Polaków z okolicznych wsi, dziesięć pobliskich miejscowości polskich zostało spalonych przez banderowców. Do największych walk o tę bazę samoobrony doszło 30 sierpnia. Banderowcy skoncentrowali wówczas ponad 4000 ludzi. Jednak część sił UPA została związana przez polską bazę w Bożyszczach, która zorganizowała odsiecz. Polacy otrzymali także pomoc od radzieckiego oddziału partyzanckiego, dowodzonego przez Nikołaja Prokopiuka. Te skoordynowane działania zmusiły banderowców do ucieczki. Od tego czasu nacjonaliści ukraińscy i „czerń” nie były w stanie poważnie zagrozić polskiej samoobronie w Przebrażu.
Innym dużym ośrodkiem była Huta Stepańska w powiecie kostopolskim, gdzie schroniło się od 16000 do 18000 ludności polskiej. Samoobroną dowodził kpt. Władysław Kochański („Bomba”). 7 lipca UPA rozpoczęła koncentrację w tym rejonie, a 16 lipca banderowcy, przygotowując się do ataku, spalili 15 miejscowości przylegających do Huty Stepańskiej. Uderzenie rozpoczęło się tego samego dnia. Dwa dni później, 18 lipca, dowództwo samoobrony, widząc przewagę Ukraińców, zdecydowało się na przerwanie pierścienia okrążenia. Plan ten powiódł się. Ludność cywilną ewakuowano w rejon Wydymaru pod Włodzimiercem, skąd rozjechała się do Kowla, Sarn i Przebraża. W obronie Huty Stepańskiej zginęło około 40 osób. Natomiast ponad 300 zostało wymordowanych przez banderowców, kiedy przed przerwaniem okrążenia doszło do paniki i część ludności próbowała ucieczki z zagrożonej miejscowości.
Zorganizowane ośrodki samoobrony polskiej z powodzeniem walczyły z banderowcami i „czernią” od lipca do grudnia 1943 r. Oddziały samoobrony w większych ośrodkach szkolono wojskowo i formowano w plutony i kompanie. Na wniosek dowódców samoobrony, inspektoraty AK zatwierdzały ich organizację oraz skład kadry dowódczej, wprowadzając te oddziały do planów likwidacji okupacji i przywrócenia polskiej administracji. Do skutecznej obrony doszło m.in. w lipcu w Antonówce (powiat łucki), gdzie przyszła polska odsiecz z Łucka, w Tuczynie (powiat równieński) – tu pomocy Polakom udzieliły oddziały niemieckie, a także w Bielinie (powiat włodzimierski); w sierpniu w Chołownicy (powiat równieński); we wrześniu w Worczynie (powiat włodzimierski); w listopadzie w Różynie (powiat kowelski); w grudniu w Ostrówkach (powiat lubomelski), w Rudni Lwiej (powiat sameński), w Dąbrowie (powiat kowelski) i w Witoldówce (powiat zdołbunowski). Ludność polska musiała się ewakuować tylko z Różyny. Oddziały samoobrony w większych ośrodkach po przeszkoleniu formowano w plutony i kompanie. Na wniosek dowódców samoobrony inspektoraty AK zatwierdzały ich organizację oraz skład kadry dowódczej, wprowadzając te oddziały do planów likwidacji okupacji i przywrócenia polskiej administracji.
Oddziały partyzanckie AK skutecznie wspierały polskie ośrodki samoobrony. Np. 12 listopada 1943 r. oddziały „Jastrzębia” i „Sokoła”, operujące w rejonie bazy samoobrony w Zasmykach, zdobyły po walkach z UPA miasteczko Kupiczów (powiat kowelski). Przez kilka kolejnych dni odpierano z powodzeniem banderowskie ataki, zmierzające do odbicia miejscowości. 16 listopada UPA zaatakowała, także bezskutecznie, bazę polskiej samoobrony w Starej Hucie (powiat kostopolski), wspieraną przez oddział AK kpt. „Bomby” i partyzantki radzieckiej kpt. Kotlarzewa. Oddziały AK w 1943 r. stoczyły na terenie Wołynia około 150 walk.
Silne ośrodki samoobrony nie tylko broniły znajdującej się w nich ludności cywilnej, ale także starały się udzielać pomocy innym polskim skupiskom zagrożonym lub już zaatakowanym przez ukraińskie oddziały nacjonalistyczne. Zwiększenie szans przetrwania dla polskich ośrodków zapewniały uderzenia na sąsiednie wioski ukraińskie, stanowiące bazę dla oddziałów UPA. Np. Polacy z Przebraża zaatakowali Hawczyce, będące ostoją dla banderowców usiłujących opanować polską wieś Rafałówka. Dokonali także dwóch wypadów na Trościaniec, gdzie znajdowała się podoficerska szkoła UPA. W pierwszym z nich po walce zabrano z apteki lekarstwa, w drugim zaś spalono część wsi i zabito kilkudziesięciu Ukraińców. Na początku lipca oddziały samoobrony z Huty Stepańskiej zniszczyły oddział banderowców w Melnicy, a w nocy z 11 na 12 lipca we wsi Butejki. Dnia 31 sierpnia oddział „Jastrzębia” z Zasmyk zaatakował Groszówkę, gdzie rozpędził koncentrujących się tam kilkuset ukraińskich chłopów, przygotowujących się do mordowania Polaków. W październiku dwustuosobowy oddział samoobrony z Przebraża uderzył na wieś Omelno, niszcząc znajdujący się tam ośrodek banderowski. Przebrażanie wykonali także wypad na Sławatycze (27 października), w których zabito ponad 20 banderowców.
Ponieważ w ośrodkach samoobrony skoncentrowane było niejednokrotnie kilkanaście tysięcy ludności, bardzo ważną sprawą stało się zapewnienie aprowizacji. Z powodu zagrożenia ze strony Ukraińców nie można było zebrać plonów w wielu miejscowościach. W innych żniwa możliwe były tylko pod ochroną silnej, uzbrojonej eskorty. W tej sytuacji podejmowano również wypady na wsie ukraińskie w celu zdobycia zaopatrzenia. Np. pod koniec listopada Polacy z Przebraża uderzyli na Żurawicze i Omylno i zdobyli mąkę, zboże i bydło.
Dokonując wypadów na ośrodki ukraińskie, Polacy także stosowali terror w stosunku do ludności cywilnej. Rozpoczęto stosowanie zasady zbiorowej odpowiedzialności. Na rzezie, rozboje i rabunki odpowiadano zbrojnymi odwetami, zabijaniem, rekwizycjami i rabunkami. Zabijanie poczytywano za cnotę. Młodzieńcy, którzy potracili całe rodziny, rylcami na kolbach karabinów rejestrowali swe ofiary. Ludzka sprawiedliwość schodziła na skraj zwierzęcej zemsty. W walkach z UPA jeńców brano tylko w sporadycznych przypadkach, nie oszczędzano również mężczyzn schwytanych bez broni.
Trzeba jednak podkreślić, że akty polskiej zemsty zdarzały się rzadko i nigdy nie osiągnęły takiej skali i okrucieństwa, jak „wyczyny” Ukraińców. Najwyższe jednorazowe straty wśród ludności cywilnej, jakie odnotowano, to 22 Ukraińców zabitych na początku października 1943 r. we wsi Zamoście w powiecie włodzimierskim. Godne uwagi jest także i to, że polscy badacze, w przeciwieństwie do historyków ukraińskich, nie starają się ukrywać polskich działań antyukraińskich. Np. W. Romanowski podaje, że w odwecie za wymordowanie 24 maja 300 Polaków we wsi Niemila (powiat kostopolski), oddział polski dowodzony przez por. L. Osieckiego, korzystając ze wsparcia partyzantów radzieckich, zabił około 400 Ukraińców, mieszkańców wsi Wilia. Także na przełomie listopada i grudnia dokonano kilku pacyfikacji wsi ukraińskich, zagrażających Pańskiej Dolinie w powiecie dubieńskim. Należy zwrócić uwagę na fakt, że niektóre oddziały partyzanckie tworzone były z członków samoobrony ośrodków wcześniej rozbitych przez ukraińskich nacjonalistów lub były zasilane przez mieszkańców zagrożonych wsi. Żołnierze tych oddziałów bardzo często utracili swych najbliższych – zamordowanych przez nacjonalistów, niejednokrotnie także oglądali ich zmasakrowane zwłoki i szczątki innych Polaków. Polskie władze podziemne starały się przeciwdziałać niekontrolowanym odruchom odwetu. Np. pchor. Tadeusz Halicz-Korona, który w sierpniu dokonał pacyfikacji Kleczkowicz, Turowicz i Klewiecka, został postawiony przed sądem polowym i skazany na karę śmierci. Wyroku nie wykonano na skutek interwencji inspektora rejonu Kowel mjr. Jana Kowala-Szatowskiego. Akcje niektórych oddziałów partyzanckich AK przeciwko ludności ukraińskiej ponownie odnowiły spór między K. Banachem i płk. K. Bąbińskim. Ostatecznie z Wołynia odwołano zarówno Delegata Rządu, jak i Komendanta Okręgu AK.
Obecny stan badań nie pozwala jeszcze na precyzyjne określenie liczby polskich ośrodków samoobrony na Wołyniu. Według Adama Peretiakowicza istniało ich około 300, z czego 129 przetrwało do wejścia wojsk radzieckich. Natomiast 49 ośrodków uległo ukraińskim oddziałom nacjonalistycznym lub ich załogi wycofały się przed rozpoczęciem się ataku, ale w obu przypadkach przynajmniej część polskiej ludności cywilnej uciekła lub została ewakuowana. Według tego badacza dziewięć ośrodków uległo, a chroniona przez nie ludność cywilna została wymordowana, 29 nie podjęło walki i ludność cywilną także wymordowano. Z kolei Władysław Filar i Andrzej Sowa podają, że na Wołyniu powstało około 100 baz i ośrodków samoobrony. A. Sowa pisze także, że do czasu wejścia wojsk sowieckich dotrwało około 60 ośrodków. Reszta miała ulec zniszczeniu lub została ewakuowana przez obrońców. Jak widać, rozbieżności są bardzo duże.
Według Ewy i Władysława Siemaszków największą rolę w obronie ludności polskiej odegrało 15 ośrodków samoobronnych: Pańska Dolina (powiat dubieński), Zaturce (powiat horochowski), Huta Stara z sąsiednimi wsiami i koloniami (powiat kostopolski), Zasmyki (powiat kowelski), Dąbrowa (powiat kowelski), Rybcza (powiat krzemieniecki), Dederkały (powiat krzemieniecki), Jagodzin i Rymacze z dwiema sąsiednimi koloniami (powiat lubomelski), Antonówka Szepelska (powiat łucki), Rożyszcze (powiat łucki), Przebraże z przyległymi koloniami (powiat łucki), Bielin (powiat włodzimierski), Witoldówka (powiat zdołbunowski), Ostróg (powiat zdołbunowski).
Podsumowując działalność polskich ośrodków samoobrony na Wołyniu w 1943 r. należy stwierdzić, że do największych, obejmujących kilka wsi, chronionych przez stosunkowo zdyscyplinowane i przynajmniej pobieżnie wyszkolone oddziały, dysponujących polowymi fortyfikacjami, należały: najbardziej znane Przebraże oraz Huta Stepańska, Pańska Dolina, Rożyszcze, Żytyń, Rybcza, Młynów, Szumsk, Stara Huta, Bielin i Zasmyki. Chroniło się w każdym z nich w najgorętszym okresie lata 1943 r. od kilku do kilkudziesięciu tysięcy ludzi. Największe bazy polskiej samoobrony były niemal niezależne od okupanta, miały własną cywilną administrację, siłę zbrojną i milicję, wywiad oraz zawiązki niektórych służb publicznych. Ochrona akcji żniwnej oraz zdobywanie żywności we wsiach ukraińskich zapewniła przeludnionym polskim bazom minimum żywności i pozwoliła na przedłużenie ich istnienia na 1944 r. Okrzepnięcie ośrodków samoobrony oraz pojawienie się w drugiej połowie lata 1943 r. oddziałów partyzanckich pozwoliło na rozpoczęcie działań zaczepnych i prewencyjnych przeciwko bazom i wsiom, będącym miejscami postoju lub koncentracji oddziałów Ukraińskiej Powstańczej Armii. Aktywność i determinacja oddziałów partyzanckich umożliwiły przetrwanie znacznej, chociaż trudnej do precyzyjnego oszacowania, liczbie ośrodków samoobrony na Wołyniu i stopniowo sparaliżowała w niektórych rejonach aktywność oddziałów UPA.
Działania ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego (zabójstwa, palenie gospodarstw i zmuszanie do ucieczki) miały przynieść – w stawianych przez inicjatorów celach – usunięcie polskiej ludności z Wołynia. Społeczeństwo polskie i władze podziemia zostały zaskoczone zarówno rozmachem jak i bezwzględnością postępowania ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego. Słabość polskich organizacji konspiracyjnych oraz spory co do środków, jakie należy przeznaczyć na cele bieżące, a więc przede wszystkim dla samoobrony, spowodowały, że bardzo późno podjęto decyzję o obronie ludności. W tych warunkach oddolne tworzenie na Wołyniu wiosną 1943 r. placówek samoobrony ograniczyło rozmiary polskich strat. Samoobrona chroniła również cywilizacyjny dorobek pokoleń Polaków, a więc polskie prawa do tego skrawka Europy, wynikające między innymi z wielowiekowej obecności polskiej ludności i jej instytucji.
Tragiczne wydarzenia na Wołyniu w 1943 r. pogłębiły mentalną przepaść pomiędzy obu narodowościami. Polacy nie wyobrażali sobie możliwości dalszego zgodnego współżycia z Ukraińcami na kresach. Według oceny gen. Tadeusza Komorowskiego „ludność kresowa zajmuje stanowisko bezkompromisowe wobec naszych mniejszości i nie chce uznać ich emancypacyjnych dążeń”.
Polacy zamieszkujący Wołyń uznali Ukraińców za wroga numer jeden, znacznie groźniejszego niż bolszewicy czy Niemcy. Oto typowa ocena postaw ukraińskich w tym okresie: „Związawszy się z przegraną sprawą Hitlera, dali się Ukraińcy najpierw użyć jako pachołki katowskie podczas pamiętnego wymordowywania ludności żydowskiej. Później, z własnej woli, choć nie bez obcego podpuszczenia, mordowali Polaków na Wołyniu [...]. Niezatartą w historii narodu ukraińskiego hańbą pozostanie fakt, że bohaterowie z tej „powstańczej armii” woleli mordować bezbronne kobiety i dzieci, niż z daleka choćby zobaczyć sowiecki lub niemiecki czołg”. Winę za zbrodnie na Polakach ponoszą członkowie ukraińskich formacji nacjonalistycznych, przede wszystkim Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów – frakcja Stepana Bandery i Ukraińska Powstańcza Armia. Trzeba jednak podkreślić, że w eksterminacji ludności polskiej masowo wzięła udział także wiejska ludność ukraińska, przez banderowców nazywana czernią. Trudno jest odgadnąć, z jakich przyczyn popełniała morderstwa - czy pod wpływem idei nacjonalistycznych, czy z chęci zysku. Być może czerń kierowała się tymi dwoma motywami na raz. Warto też pamiętać, że pod pozorami walki narodowościowej krył się także zwykły bandytyzm, w okresie okupacji silnie rozpowszechniony na terenie całego kraju. Znamiona bandytyzmu noszą liczne pojedyncze mordy, chętnie we wspomnieniach traktowane jako rezultat konfliktu polsko-ukraińskiego.
Podkreślenia wymaga fakt, że pozostała część społeczeństwa ukraińskiego nie podjęła większych wysiłków, aby powstrzymać lub przeciwstawić się morderstwom i w części, przynajmniej milcząco, akceptowała je. Przyzwolenie na eksterminację Polaków ułatwiało nacjonalistom nadanie podjętym przez nich działaniom wielkiego rozmachu. Z tego powodu w 1943 r. określenie „Ukrainiec” stało się dla Polaków – i to nie tylko z Kresów Wschodnich – synonimem zwyrodniałego mordercy.
Relacja ze spotkania w Warszawie, podczas którego został wygłoszony referat











