Ostatnio dodane
-
30 maja w Szczecinie – wykład Andrzeja Krzysztofa Kunerta „Kamienie na szaniec”
15.05.2012 -
Plan pracy na rok 2012
08.05.2012 -
22 maja w Pabianicach – wykład prof. dr hab. Marii Magdaleny Blombergowej „Cmentarze katyńskie”
08.05.2012 -
Plan pracy na 2012 rok
08.05.2012 -
23 maja w Gdańsku – wykład Aleksandra Kozickiego „Działalność Oddziału Informacyjno-Wywiadowczego II Korpusu w latach 1945–1949 na terenie Palestyny i Austrii”
07.05.2012
Referaty
Kto jeszcze pamięta Elisabeth Watson?
dr Maciej Kledzik
Długo zastanawiałem się, pod jakim tytułem skreślić kilkadziesiąt zdań niezwykłego życiorysu pani Profesor Elżbiety Zawackiej „Zo”, jedynej cichociemnej zrzuconej do okupowanej Polski, emisariuszki Naczelnego Wodza, pułkownika w stanie spoczynku Wojska Polskiego... Życiorys był już ogłaszany i publikowany i wydawałoby się, że wszystko o Pani „Zo” wiemy, mimo że każdy dzień dopisuje nowe fakty do niego. Czy wiemy?
Jej miastem rodzinnym jest Toruń. Ukończyła w nim, jako jedna z ośmiorga dzieci urzędnika sądowego, niemiecką szkołę podstawową i miejskie gimnazjum żeńskie. Na długo rozstała się z Toruniem, rozpoczynając studia matematyczne na uniwersytecie w Poznaniu. Po ukończeniu studiów podjęła pracę nauczycielską, jednocześnie działała w Organizacji Przysposobienia Wojskowego Kobiet (PWK) na Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim. W 1994 r. powiedziała w wywiadzie: „Przez dziesięć przedwojennych lat przygotowywałam się jako instruktorka Przysposobienia Wojskowego Kobiet do wojennej działalności. Myśmy wiedzieli, że druga wojna światowa jest nieunikniona.”
Wybuch wojny zastał ją na stanowisku komendantki Rejonu Śląskiego PWK. Ewakuowana ze Śląska brała udział w obronie Lwowa w Kobiecym Batalionie PWK. Po zakończeniu działań wojennych rozpoczęła organizowanie komórki kobiecej SZP w Okręgu Śląskim, która w drugiej połowie 1940 r. liczyła ponad 200 zaprzysiężonych kobiet. Oprócz tego prowadziła tajne nauczanie w Zagłębiu Dąbrowskim. Przy końcu 1940 r. ściągnięto ją do Komendy Głównej ZWZ w Warszawie, powierzając zadanie zorganizowania w Wydziale Łączności Zagranicznej „Zagroda” kurierskich szlaków na Zachód. W tej roli występowała pod pseudonimem „Zo”. Nie zerwała kontaktów z Okręgiem Śląskim, stworzyła w Katowicach placówkę łączności zagranicznej z Berlinem, Alzacją i Lotaryngią o kryptonimie „Cyrk”.
Z początkiem 1942 r. organizowała Referat WSK Komendy Okręgu Śląskiego, nadal będąc kurierką berlińską. W lipcu, po rozbiciu przez Niemców w maju 1942 r. struktur konspiracyjnych AK na Śląsku, otrzymała zadanie przedarcia się przez okupowaną Europę, jako emisariuszka KG AK, do Naczelnego Wodza w Londynie.
Po wielotygodniowej podróży przez Niemcy, Francję, Andorrę, Hiszpanię, Gibraltar i Bristol, zapewne z przygodami, o których nigdy nie opowiadała, dotarła do Londynu 1 maja 1943 roku. Generał Sikorski przeprowadził z nią długą rozmowę w cztery oczy. Nie wytrzymała w sztabie w Londynie. Ukończyła przeszkolenie dla cichociemnych. Wróciła do kraju, skacząc na spadochronie w nocy z 9 na 10 września 1943 r. I natychmiast włączyła się do pracy konspiracyjnej, kierując w „Zagrodzie” zespołem kurierów do Szwecji, Francji i Szwajcarii. Po wsypie w marcu 1944 r. przebywała przez trzy miesiące poza Warszawą. W powstaniu warszawskim była w II rzucie, w szefostwie WSK. Po kapitulacji wyszła z ludnością cywilną i przedostawszy się do Krakowa, zajęła się odtwarzaniem struktur „Zagrody”. Wyjechała z Krakowa po rozwiązaniu Armii Krajowej. Przez rok działała w Delegaturze Sił Zbrojnych i Zrzeszeniu „Wolność i Niezawisłość”. Na Uniwersytecie Łódzkim ukończyła studia pedagogiczne, rozpoczęte na tajnych kompletach w czasie okupacji i rozpoczęła studia doktoranckie. W latach 1946–48 była instruktorką w Państwowym Urzędzie Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego, a po jego rozwiązaniu wróciła do pracy nauczycielskiej i studiów doktoranckich.
Na początku września 1951 r. została aresztowana przez UB i skazana na 10 lat więzienia. Przebywała w więzieniach na warszawskim Mokotowie, w Fordonie, Grudziądzu i Bojanowie. Zwolniono ją po czterech latach. W 1956 r. pozwolono jej wrócić do przerwanej pracy pedagogicznej w Toruniu. W 1965 r. obroniła pracę doktorską na Uniwersytecie Gdańskim. Po habilitacji przeniosła się do UMK w Toruniu. Władze nie ułatwiały jej pracy naukowej. Została pozbawiona kierownictwa zorganizowanego przez siebie od podstaw Zakładu Andragogiki i Telepedagogiki w UMK. Po powrocie z Londynu w drugiej połowie lat siedemdziesiątych skonfiskowano jej wszystkie materiały i książki stamtąd przywiezione. Przez cały czas uparcie i konsekwentnie zbierała materiały dokumentujące udział kobiet w strukturach Polskiego Państwa Podziemnego. Dopiero po upadku reżimu komunistycznego mogła zrealizować plany i marzenia życia. W jej mieszkaniu naszkicowano pierwszy projekt statutu Stowarzyszenia Żołnierzy AK, które miało zjednoczyć wszystkich akowców w kraju i na obczyźnie. Pamiętam rejestrację Stowarzyszenia w warszawskim sądzie, wraz ze mną pamięta ją, dzięki relacji telewizyjnej, kilka milionów Polaków, kiedy kamera uchwyciła łzy spływające po policzkach pani „Zo”. Były to łzy radości.
Przez rok pełniła funkcję wiceprzewodniczącej Światowego Związku Żołnierzy AK. Odeszła, gdy mimo powołania na piśmie Archiwum i Muzeum AK im. Stefana Grota Roweckiego, nie udało się w rzeczywistości, wydawałoby się już niepodległościowej, utworzyć ani archiwum ani muzeum. Minęło dwanaście lat i nadal nie ma ani archiwum, ani muzeum.
W rodzinnym Toruniu stworzyła Fundację Archiwum Pomorskie Armii Krajowej. Archiwum powstało z jej zbiorów, gromadzonych latami w Gdańsku, a potem w Toruniu. Fundacja, z zamierzenia o zasięgu regionalnym, stała się przez jedenaście lat nie tylko największym archiwum dokumentacji o AK i innych organizacjach niepodległościowych na Pomorzu, o Wydziale Łączności Zagranicznej „Zagroda” KG AK, ale także najpełniejszym zbiorem dokumentów, fotografii i wspomnień kobiet-żołnierzy Polek walczących na wszystkich frontach II wojny światowej.
Od początku istnienia toruńska Fundacja, realizując jeden z głównych statutowych celów działania, organizuje, zawsze w listopadzie, sesje naukowe. Sesja w 1996 roku poświęcona była dziejom wojennej służby kobiet polskich w latach 1939–1945 i połączona została z I Zjazdem Kombatantek. Zjechało ich do Torunia trzysta, z kraju i z zagranicy, głównie z Londynu. Reprezentowały, oprócz Armii Krajowej, wszystkie organizacje wojskowe z II wojny światowej o zabarwieniach politycznych, od skrajnie prawicowych po komunistyczne. Profesor Zawacka „Zo” ściągnęła je do swego rodzinnego miasta dwoma hasłami „Nasza służba trwa” i „Bądźmy wreszcie wszystkie razem”. W ostatnim dniu Zjazdu pani „Zo” zaproponowała powołanie Memoriału generał Marii Wittek, którego celem stało się gromadzenie i opracowywanie materiałów źródłowych o wojennej służbie kobiet.
Dorobek Fundacji stworzonej i kierowanej przez prof. Elżbietę Zawacką jest imponujący. W ciągu minionych dziesięciu lat ukazało się ponad 30 pozycji książkowych. Zbiory archiwalne gromadzone są w trzech działach: pomorskich organizacji podziemnych, Wojennej Służby Kobiet i Wydziału Łączności Zagranicznej ZWZ-AK „Zagroda”, liczących łącznie 26 mb. akt, około 1900 teczek osobowych kobiet-żołnierzy, fotografie i muzealia. Nie byłoby tego imponującego dorobku bez ogromnego trudu i zaangażowania prof. „Zo” Zawackiej. „Platerówki” z Ludowego Wojska Polskiego nazywają ją matką chrzestną, kobiety Podziemnego Państwa Polskiego i WP na Zachodzie – legendarną „Zo”.
– Naszą powinnością, żołnierzy podziemnego wojska – takie jest życiowe credo prof. Zawackiej – jest pozostawienie po sobie prawdy historycznej. Nie spełniliśmy dotąd tego zasadniczego obowiązku, nie stworzyliśmy ani archiwum, ani ogólnopolskiego muzeum Armii Krajowej, nie opracowaliśmy do końca dziejów AK. Była taka szansa na początku lat dziewięćdziesiątych, lecz nie została wykorzystana.
W tym roku pani profesor, zmieniając nazwę i statut Fundacji, powołała Muzeum Wojskowej Służby Polek z siedzibą w renesansowej kamienicy Eskenów przy ul. Łaziennej, róg Ciasnej, gdzie obecnie znajduje się jeden z oddziałów toruńskiego Muzeum Okręgowego. Na razie zajmuje ono część pomieszczeń muzealnych. W przyszłości pani prof. Zawacka widzi Muzeum Wojskowej Służby Polek podzielone na dwie części, historyczną z wybitnymi postaciami i przedstawiającą rodzaje wojskowych służb pełnionych przez kobiety w II wojnie światowej.
Wielokrotnie rozmawiałem z panią „Zo”, były to długie rozmowy, w których unikała mówienia o sobie, nakreślając plany, które konsekwentnie realizowała i realizuje. Aktualnie pracuje nad książką o blisko czterystu kobietach-żołnierzach w historii Wojska Polskiego, odznaczonych Orderem Wojennym Virtuti Militari. Sama, jako jedyna kobieta w mundurze, odznaczona została dwukrotnie VM i pięciokrotnie Krzyżem Walecznych. Jest Damą Orderu Orła Białego, najwyższego odznaczenia w III Rzeczpospolitej. Władze Torunia przyznały jej honorowe obywatelstwo miasta, w którym urodziła się, spędziła dzieciństwo i do którego wróciła po wielu latach, by zrealizować niemożliwe do spełnienia w latach komunistycznych plany i marzenia. Po przyznaniu honorowego obywatelstwa, szóstego w historii miasta (w tym gronie są m.in. marszałkowie Foch i Piłsudski) powiedziała: „Moja działalność kurierska i cichociemnej to zaledwie wąski fragment mego życia i zapewne nie to było powodem wyróżnienia. Być może zaczynają doceniać mnie jako kobietę, dla której celem i sensem życia stało się gromadzenie resztek dokumentacji walki pomorskiego ludu o niepodległość. Walki mało znanej i otoczonej fałszywą legendą.”
Kończąc tę opowieść o niezwykłym życiorysie, pozwolicie Państwo, że zacytuję słowa nieżyjącego od blisko 30 lat majora Kazimierza Bilskiego „Ruma”, cichociemnego, który prawdziwe nazwisko pani „Zo” poznał dopiero na kilka lat przed śmiercią na emigracji w Londynie. Tak w książce „Drogi cichociemnych” przedstawił niezwykłą, fascynującą kobietę-oficera Wojska Polskiego: „Zo” mówiła zawsze prawdę w oczy, bez względu na to, z kim prowadziła rozmowę. Jej odwaga cywilna i sposób postępowania przechodziły wszelkie wyobrażenia. [...] Wyciągała z melin spalonych ludzi i ratowała ich, niemal zawsze ryzykując życie. Europejskie podróże do Budapesztu i Wiednia aż po Miluzę i Paryż były dla niej czymś najnormalniejszym. Znała tę część kontynentu tak szczegółowo, iż nie mogliśmy wyjść z podziwu. W swej pracy wierzyła w dwie rzeczy: konieczność i słuszność swej pracy oraz w osobiste szczęście. [...] Dziś, gdy piszę o małym fragmencie z jej jakże pięknego życia, nie jestem pozbawiony przekonania, że siedziałem kiedyś przy wspólnym biurku z jedną z najdzielniejszych Polek. Nie wiem, co się stało z „Zo”. Nie wiem, czy żyje, czy nadal niesie ludziom pomoc i pracuje dla sprawy. Nie znałem jej nazwiska, w Londynie występowała jako Elisabeth Watson, ani szczegółów jej prywatnego życia. „Zo” była zawsze dziwna i nikt nie mógł w gruncie rzeczy poznać jej kobiecej natury. Jedno mogę powiedzieć, poznałem bardzo dokładnie jej pełną poświęcenia pracę dla Polski i jej kochające Kraj serce”.
Relacja ze spotkania Klubu w Warszawie, podczas którego wygłoszono referat











