Ostatnio dodane
-
30 maja w Szczecinie – wykład Andrzeja Krzysztofa Kunerta „Kamienie na szaniec”
15.05.2012 -
Plan pracy na rok 2012
08.05.2012 -
22 maja w Pabianicach – wykład prof. dr hab. Marii Magdaleny Blombergowej „Cmentarze katyńskie”
08.05.2012 -
Plan pracy na 2012 rok
08.05.2012 -
23 maja w Gdańsku – wykład Aleksandra Kozickiego „Działalność Oddziału Informacyjno-Wywiadowczego II Korpusu w latach 1945–1949 na terenie Palestyny i Austrii”
07.05.2012
Referaty
Kampania Jesienna 1939 r. w Polsce na tle II wojny światowej oraz konfliktu cywilizacyjnego XX w. (zarys problemu)
Leszek Moczulski
Znaczenie poszczególnych wydarzeń historycznych ma charakter obiektywny, tj. niezależny od świadomości, planów i zamiarów oraz ocen uczestników wydarzeń. Dalekosiężne skutki decyzji stawienia oporu Niemcom przez Rzeczpospolitą oraz operacji polskich w Kampanii Jesiennej 1939 r. widoczne są najlepiej na tle dwu wielkich zjawisk dziejowych, a mianowicie: konfliktu geopolityczno-cywilizacyjnego, wyrażającego się głównie w postaci cyklicznie podejmowanej ekspansji wschodniej, kierującej się z wnętrza Eurazji na zachodni półwysep tej największej masy lądowej świata oraz konfliktu wewnątrzeuropejskiego, którego apogeum stanowiły dwie wielkie wojny I połowy XX w.
I. Ekspansja wschodnia a Kampania Jesienna
1. W toku całej swojej historii Europa była obiektem cyklicznie podejmowanych ekspansji geopolitycznych ze wschodu. Miały one charakter cywilizacyjny i groziły katastrofą cywilizacji zwanej zachodnią albo europejską. Narodziły się w środkowoazjatyckiej strefie okresowego nadciśnienia demograficznego (zlewisko bezodpływowe), nazwanej przez brytyjskiego geopolityka Mackindera „Heartlandem”, ale zdolności do rzeczywistego zagrożenia nabrały dopiero po uzyskaniu wystarczająco wielkiego potencjału geopolitycznego, co wymagało wcześniejszego opanowania stref przyległych do zlewiska bezodpływowego. W minionym tysiącleciu doszło do trzech takich ekspansji:
– mongolskiej, powstrzymanej na ziemiach Polski i Węgier; nie dotarła ona do zachodniej Europy;
– tureckiej, powstrzymanej przez Węgry, kraje habsburskie oraz Polskę; zagroziła ona również południowo-zachodniej Europie (Italia, Hiszpania);
– rosyjskiej, powstrzymanej na ziemiach niemieckich, głównie dzięki obecności Amerykanów; zagroziła ona bezpośrednio całej zachodniej Europie.
Ekspansja rosyjska była geopolitycznym wznowieniem ekspansji mongolskiej, a jej główną bazą przestrzenno-demograficzną stały się ziemie b. Złotej Ordy, zorganizowane w imperium carskie, następnie sowieckie. Rozpoczęła się ona w XVIII stuleciu, pierwsze apogeum osiągając w początku XIX w., a drugie – w połowie XX w. Niedostatek potencjału geopolitycznego spowodował, że z powodzeniem podejmowano ją tylko w warunkach wielkich konfliktów wojennych pomiędzy państwami europejskimi. W drugim przypadku chodziło o dwie wielkie wojny europejskie, które przekształciły się w światowe. Rozpoczęły je Niemcy (gdy w sierpniu 1914 r. najechały Belgię i Francję, a we wrześniu 1939 r. – Polskę), ale sytuację, w której wojna stawała się nieuchronna, prowokowała Rosja. W 1914 r. takim decydującym momentem stało się ogłoszenie rosyjskiej mobilizacji powszechnej, w 1939 r. marcowa oferta Stalina współpracy z Niemcami oraz sierpniowe zawarcie paktu Ribbentrop-Mołotow (patrz niżej).
Ekspansja rosyjska mogła doprowadzić do opanowania całej Europy jedynie wówczas, gdyby zwycięstwo przesuwało się z zachodu na wschód. Najpierw Niemcy kosztem wysokich ofiar rozbijają Francję i Wielką Brytanię, a w końcowej fazie tych operacji ZSRR najeżdża na niezdolną do skutecznej obrony Rzeszę. Taki scenariusz wymagał, aby odpowiednio wcześnie zawarte zostało polityczne porozumienie Moskwy z Londynem i Paryżem, do czego Stalin dążył zarówno latem 1938 r., jak i – o wiele energiczniej – latem 1939 r.; warunkiem tego porozumienia była zgoda Zachodu na wprowadzenie wojsk sowieckich do niezależnych państw, w drugim przypadku – do krajów bałtyckich i Polski oraz ewentualnie Rumunii. W obliczu dwustronnego zagrożenia Niemcy musiały dążyć do rozbicia bliższego przeciwnika, czyli Francji, co pozwalało ZSRR spokojnie przeprowadzić totalną mobilizację oraz – manewrując czasem, bezpośrednio po rozstrzygnięciu na Zachodzie – ruszyć na Berlin. W warunkach 1939 r. co najmniej 5–6-milionowe siły sowieckie, wsparte przez uzależnione sytuacyjnie półtoramilionowe Wojsko Polskie, a działające w oparciu o bazy w krajach bałtyckich i na terenie Rzeczypospolitej, miały ogromną szansę przetoczyć się nie tylko przez Rzeszę, ale całą zachodnią Europę. Na ich przybycie oczekiwały miliony Niemców, którzy wcześniej głosowali na komunistów oraz na radykalne skrzydło SPD, a także Francuzów, parę lat wcześniej wspierających radykalną część Frontu Ludowego, wreszcie trzecia część społeczeństwa hiszpańskiego – właśnie pokonana przez nieco mniej licznych zwolenników gen. Franco.
Odrzucenie przez Polskę tzw. pomocy sowieckiej przekreśliło takie plany. Było to bolesne zaskoczenie dla Moskwy, która po marcowym sprowokowaniu Niemców do podjęcia nowej fazy awanturniczej polityki – co doprowadziło do jawnego konfliktu polsko-niemieckiego – liczyła, że Warszawa w obliczu zagrożenia będzie musiała przyjąć rosyjskie warunki. Inaczej niż wiosną, w sierpniu 1939 r. Stalinowi pozostała jedynie opcja niemiecka. Układ Ribbentrop-Mołotow i udział w agresji na Polskę spowodowały faktyczne wejście ZSRR do bloku Osi. Doprowadziło to do kryzysu w stosunkach Moskwy z Zachodem – na tle agresji wobec Finlandii zimą 1939–40 r. bliskiego formalnemu stanowi wojny. W zaistniałej sytuacji ZSRR musiał maksymalnie wesprzeć Niemcy poprzez ogromne dostawy paliwa, surowców i żywności oraz otwartą dywersję FPK, co umożliwiło Hitlerowi pokonanie Francji i postawienie Wielkiej Brytanii na krawędzi katastrofy. Działał przymus sytuacyjny, bo ewentualna klęska Niemiec w 1940 r. stawiała samotny ZSRR w beznadziejnej sytuacji. Okazało się jednak, że porozumienie z Hitlerem przyniosło sukcesy głównie Niemcom; Wehrmacht uzyskał szansę szybkiego pokonania Francji, zrekompensowania strat i osiągnięcia wyższego niż przed kampanią 1940 r. poziomu potencjału militarnego. Stalin nie zdążył wykorzystać krótkotrwałej szansy zaatakowania Niemców zaangażowanych na zachodzie, a co więcej – wyprzedający atak Hitlera na ZSRR przesunął front daleko na wschód; USA i Wielka Brytania zyskały czas, potrzebny na stworzenie potężnych sił zbrojnych, które były w stanie wyzwolić zachodnią Europę. Ostatecznie, ekspansja wschodnia musiała zatrzymać się na Łabie.
Stanowisko Polski, odrzucającej tzw. pomoc sowiecką, bardziej intuicyjne niż stanowiące wyraz przemyślanego planu politycznego, przyczyniło się zasadniczo do takiego ograniczenia zasięgu ekspansji wschodniej w apogeum jej geopolitycznego nasilenia. Było to drugie z trzech polskich działań powstrzymujących realną w I połowie XX w. groźbę opanowania przez imperium Heartlandu całej Europy. Pierwszym z nich było powstrzymanie najazdu sowieckiego w 1920 r., trzecim powstanie warszawskie, którego klęska – w dobie lawinowego wyzwalania Europy – stanowiła tak silny szok dla światowej opinii publicznej, że przywódcy Zachodu pod jej presją (wybory prezydenckie w USA w listopadzie 1944 r.) wymusili na Stalinie rezygnację z formowania 17 republiki i utrzymania formalnej odrębności państwowej Polski, a pośrednio pozostałych państw strefy sowieckiej.
Nie ocaliło to Polski, która wraz z całą wschodnią częścią Europy znalazła się pod dominacją sowiecką. Utrzymanie zachodniej Europy oraz zachowanie minimum autonomii politycznej krajów zniewolonych dało jednak szansę zrzucenia totalitarnej hegemonii; bez tego wchłonięcie całej Europy przez imperium Heartlandu byłoby faktem dokonanym.
II. Druga wojna światowa a Kampania Jesienna
Odbudowane w XIX w. imperium niemieckie rychło wysunęło się na pierwsze miejsce w Europie pod względem potencjału geopolitycznego i dążyło do uzyskania politycznej hegemonii. Doprowadziło to do wewnątrzeuropejskieko konfliktu i prawie kompletnego zdruzgotania Europy. Zamiar niemiecki zakończył się niepowodzeniem w pierwszej wojnie światowej, ale po przerwie, niezbędnej zwłaszcza dla rekonstrukcji potencjału demograficznego, został podjęty po raz drugi.
II-a. Złamanie politycznej strategii niemieckiej wiosną–latem 1939 r.
Wykorzystując doświadczenia I wojny światowej i uważając, że o klęsce II Rzeszy zadecydowało niesprzyjające wyjściowe położenie geopolityczne oraz konieczność walki na dwu głównych frontach, Niemcy dążyli do rozstrzygnięcia konfliktu w trzech następujących po sobie etapach:
1. Wstępnego powiększenia potencjału geopolitycznego, dającego Rzeszy absolutną przewagę nad wszystkimi rywalami. Zamierzano osiągnąć to na drodze terytorialnego zwiększenia Rzeszy pod pozorem skupienia w jednym państwie ziem zamieszkałych przez Niemców, względnie stanowiących wcześniej prowincje Niemiec (Czechy) oraz uzależnienia tzw. nowych państw Międzymorza, powstałych bądź umocnionych w następstwie I wojny światowej w pasie od Finlandii po Jugosławię. Miało to doprowadzić do znacznego zwiększenia potencjału gospodarczego Rzeszy (zwłaszcza w brakujące surowce i żywność) oraz przyczynić się do zdecydowanej poprawy położenia strategicznego Niemiec. Berlinowi zależało szczególne na Polsce, dysponującej wówczas – ex aequo z Italią – czwartymi–piątymi co do wielkości siłami lądowymi w Europie, a także na Rumunii, gdzie znajdował się największy europejski ośrodek wydobycia ropy naftowej (w okresie od 1940 do połowy 1941 r. zaspakajał 60% zużycia niemieckiego, później okresowo nawet ponad 80%).
2. Pokonanie Francji i Anglii w jednofrontowej wojnie. Działania te, wsparte bezpośrednio przez Italię, a co najmniej pośrednio przez Japonię, osłonięte miały być od strony ZSRR przez Polskę. W następstwie tej wojny, którą trzeba było rozstrzygnąć na tyle szybko, aby uniknąć dołączenia się USA (w 1918 r. pomoc amerykańska zapewniła przewagę aliantów na froncie zachodnim) – Niemcy uzyskiwały dominację nad całą Europą, a ich potencjał wzrastał w stopniu wystarczającym, aby sięgnąć po hegemonię globalną.
3. Pokonanie ZSRR w jednofrontowej wojnie, przy wykorzystaniu sojuszników europejskich, ewentualnie z czynnym udziałem Japonii, izolowanie USA i zmuszenie ich do respektowania światowego pax Germanicus.
W latach 1936–38 zbudowano Wielką Rzeszę (Grossdeutschland Reich), obejmującą prawie wszystkie historyczne prowincje zamieszkałe przez Niemców, ale realizacja 1. etapu była jeszcze daleka od zakończenia. Uzyskanie planowanego kształtu terytorialnego Rzeszy wymagało przede wszystkim wchłonięcia resztki Czech (księstwa Rzeszy od X w.), rozdzielającego Prusy i Austrię, a decydującym pierwszym krokiem wasalizacji Międzymorza miało być uzależnienie gospodarcze Rumunii oraz sojusznicze związanie Polski; za gwarancję lojalności tej ostatniej uznano zgodę na wcielenie W.M. Gdańska do Rzeszy. Do realizacji tej kluczowej fazy 1. etapu Hitler dążył ostrożnie i względnie powoli; wstępne rozmowy z Polską rozpoczęto wprawdzie już w październiku 1938 r., ale starano się im nadać sondażowy charakter przygotowania do przyszłego politycznego dialogu. Zważywszy, że plan rozbudowy Wehrmachtu kończył się w 1943 r., w takim też terminie konieczne było doprowadzenie do końca 1. etapu; ostatnią jego fazą byłoby uzależnienie krajów bałkańskich, co oceniano jako względnie łatwe.
Tempo wydarzeniom nadała niespodziewana inicjatywa Moskwy: 10 marca 1939 r. Stalin na XVII Kongresie WKP(b) publicznie zdystansował się od mocarstw zachodnich i wyraził wolę ułożenia stosunków z Niemcami. Oferta została dobrze i natychmiast zrozumiana, co na pytanie wprost potwierdził Ribbentrop na kremlowskim bankiecie 23 sierpnia 1939 r. Hitler dość impulsywnie postanowił chwycić okazję w lot. 11 marca zdecydował się złamać porozumienie monachijskie i zaanektować Czechy, 12 III zarządził przygotowania wojskowe, 14 III wymusił kapitulację prezydenta Hachy, a 15 III wieczorem – w parę godzin do wejściu oddziałów niemieckich – był już w Pradze. W następnym tygodniu Niemcy zajęli Kłajpedę, wysunęli żądania gospodarcze wobec Rumunii oraz sprecyzowali formalnie żądania wobec Polski, domagając się szybkiej odpowiedzi. Hitler miał nadzieję, że błyskawicznymi posunięciami wywoła zamieszanie i niemożność podjęcia decyzji u zachodnich aliantów, a osamotniona Polska, zagrożona przez ZSRR (co po raz ostatni silnie ujawniło się we wrześniu 1938 r.) – przyjmie niewygórowane warunki niemieckie.
Sprzeciw Polski, zakomunikowany Niemcom przez min. Becka i amb. Lipskiego, porozumienie polsko-brytyjskie zawarte w Londynie, postawienie w stan gotowości bojowej jednostek na granicy zachodniej i wzmocnienie ich oddziałami ze wschodu, stanowcze sejmowe wystąpienie Becka spowodowały, że w przeciągu pięciu tygodni nowa wielka ofensywa polityczna Hitlera załamała się kompletnie – a doszło to tego najzupełniej jawnie, niejako w blasku jupiterów.
Przeprowadzany środkami pokojowymi 1. etap strategii politycznej Berlina został przerwany w połowie. Dalsza jego realizacja bez wojny okazała się niemożliwa. Nastąpiło to w momencie, gdy nie osiągnięto warunków geopolitycznych oraz stanu rozbudowy sił zbrojnych, poprzednio uznanych za niezbędne dla rozpoczęcia wojny. Powstała natomiast koalicja brytyjsko-polsko-francuska z niewykluczonym udziałem ZSRR, przeważająca militarnie i grożąca Niemcom wojną dwufrontową. Spektakularne ujawnienie konfliktu stawiało Hitlera przed alternatywą: albo eskalować ofensywę polityczną - co prowadziło do rozpoczęcia wojny w warunkach niesprzyjających dla Niemców, albo wycofać się, choćby czasowo, z żądań – co uniemożliwiało dalsze bezkrwawe sukcesy, oraz było przyznaniem się do klęski politycznej, zasadniczo podważającej wiarygodność międzynarodową i wewnętrzną Kanclerza Rzeszy.
Podejmowane w następnych miesiącach manewry niemieckie nie dawały rezultatów. Blok przeciwniemiecki konsolidował się, wciągając w swoją orbitę również kraje stanowiące przedmiot zabiegów Berlina, m. in. Rumunię. Słabł natomiast obóz niemiecki, Włochy i Japonia zaczęły rozluźniać związki z Rzeszą; w końcu sierpnia 1939 r. Rzym odmówił czynnego zaangażowania się po stronie Niemiec w ewentualnej wojnie, a Tokio odwołało swego ambasadora z Berlina. Samotne Niemcy nie były w stanie rozpocząć wojny, ale nie mogły się też cofnąć.
Pomoc nadeszła z Moskwy. Zaproponowany przez Stalina pakt zapewniał błyskawiczne rozbicie Polski wspólnymi działaniami niemieckimi i sowieckimi, a także stwarzał możliwość izolowania konfliktu na szczeblu lokalnym, gdyż w nowych okolicznościach geopolitycznych i geostrategicznych Francja i Wielka Brytania mogły wstrzymać się od uczestnictwa w wojnie.
W takiej sytuacji wojska niemieckie wtargnęły na terytorium Polski.
II-b. Przekształcenie wojny lokalnej w światową.
Doraźnym celem niemieckim było szybkie rozbicie Polski oraz utrzymanie, względnie przywrócenie pokojowych stosunków z Zachodem. Starannie zaplanowana strategia polityczna Hitlera legła w gruzach i poza dążeniem do odzyskania inicjatywy, Berlin nie miał jeszcze perspektywicznych planów, adekwatnych do nowej sytuacji.
Doraźnym celem sowieckim było doprowadzenie do wybuchu wojny światowej, w której rywale będą się nawzajem niszczyć, a ZSRR do pewnego momentu pozostanie biernym świadkiem; Stalin zapewne nie wiedział, po której stronie opowie się ostatecznie. Pokonanie Polski i wykonanie paktu Ribbentrop-Mołotow zapewniało dobre pozycje wyjściowe; przegrana Niemiec stawiała ZSRR w bardzo trudnej sytuacji. W Moskwie wiedziano (od francuskiego generała Doumenc, uczestnika rozmów sztabowych), że Francuzi zobowiązali się rozpocząć ofensywę 15 dnia – jak sądzono – wojny (w rzeczywistości mobilizacji powszechnej, tj. 2 IX, gdy formalnie wojnę Paryż wypowiedział 3 IX).
Wielka Brytania traktowała wybuch wojny jako niepowodzenie polityczne, ale była zdecydowana powstrzymać i pokonać Niemcy. Londyn był jednak przekonany, że o wyniku wojny zadecyduje ogólny stosunek potencjałów; nie miał przygotowanych planów wojennych poza dyslokacją floty oceanicznej z akwenów dalekowschodnich (tzw. wariant Singapur) na atlantyckie (tzw. wariant Suez, Home Fleet za każdym razem skupiona była w portach brytyjskich). Nie rozważano samodzielnie strategicznej roli Polski w całokształcie wojny, z góry zakładając, że kierownictwo nad operacjami lądowymi pełnić będzie Francja.
Francja bardzo nie chciała wojny, uznawała jednak przywódczą rolę brytyjską; polityczne kierownictwo było bardzo słabe, wojskowe bardzo pewne siebie, ale nieufne wobec polityków; dowódcy sił zbrojnych najchętniej wykrwawiliby uderzenia niemieckie na linię Maginota, aby następnie silnym uderzeniem rozstrzygnąć wojnę; doceniali jednak strategiczną funkcję Polski i zdecydowani byli rozwinąć metodyczną ofensywę w lewobrzeżnej Nadrenii; obawiali się jedynie Luftwaffe, która mogła zakłócić ich koncentrację. Mobilizacja i koncentracja francuska przebiegała sprawnie i względnie szybko – w porównaniu z warunkami występującymi pod koniec pierwszej wojny światowej, ale powoli na tle nowej, zaskakująco wielkiej mobilności wojsk zmechanizowanych.
Polska miała dwa równoległe cele.
Celem politycznym było doprowadzenie do przekształcenia wojny lokalnej w powszechną; koalicja z udziałem mocarstw zachodnich na tyle przeważała nad Niemcami, że końcowy wynik konfliktu nie mógł budzić wątpliwości. Jedynym realnym zagrożeniem było wycofanie się Paryża i Londynu w ostatniej chwili; groźbę taką uprawdopodobniło zawarcie paktu niemiecko-sowieckiego. Powodowało to konieczność wysunięcia sił zbrojnych blisko granicy i stawianie od pierwszego dnia wojny silnego oporu, aby wpłynąć w ten sposób na mocarstwa zachodnie i wymusić ich szybkie przystąpienia do wojny. Wycofanie wojsk polskich ze strefy nadgranicznej, zwłaszcza z Wybrzeża, Pomorza i Śląska dawało argumenty pacyfistycznej frakcji w rządach zachodnich: jeśli Polacy nie chcą bronić się sami, czemu za nich umierać (mourir pour Dantzig)?
Celem militarnym było związanie sił niemieckich nad Wisłą przez okres ok. sześciu tygodni, aby dać Francuzom czas na przerwanie frontu pomiędzy Renem i Mozelą i otwarcie drogi do wewnątrz Rzeszy. Wymagało to strategicznego opóźniania z krótkimi zwrotami zaczepnymi, bez wchodzenia w większe bitwy, przy czym kierunek odwrotu wyznaczono na połączenia z Rumunią; liczono jednak, że gdy dadzą się odczuć skutki francuskiego uderzenia, co mogło nastąpić pomiędzy 15 a 25 dniem po dniu początkowym francuskiej mobilizacji (czyli pomiędzy 17 a 27 września), linia frontu ustabilizuje się.
Oba te polskie cele zostały osiągnięte. 3 września mocarstwa zachodnie weszły do wojny, a powstała w ten sposób koalicja zwyciężyła Niemcy (wprawdzie dopiero po pięciu i pół latach). Główne siły Wehrmachtu udało się przetransportować z Polski na front zachodni dopiero w ciągu października, jakkolwiek operacja ta zaczęła się już w połowie września, a jej pierwsza tura – obejmująca kilka dywizji niepełnowartościowych, maszerujących w drugim rzucie i znajdujących się najbliżej kolejowych stacji załadowczych w Słowacji i na Pomorzu – trwała pomiędzy 14 a 28 września. Siły niemieckie, mimo niskich strat w ludziach, zostały w wysokim stopniu zużyte. Wystąpił ostry kryzys paliwowy, co spowodowało, że przystąpiono już nawet do demotoryzacji armii, co miało umożliwić funkcjonowanie wyłącznie dywizjom pancernym; zarządzoną już restrukturyzację przerwano, gdy okazało się, że Rosjanie uruchomili szybkie i znaczne dostawy (w całym okresie 1940–połowa 1941 r. zaspokoili oni 35% zapotrzebowania niemieckiego na paliwa płynne, ale w miesiącach poprzedzających kampanię zachodnią ich dostawy sięgały 50% zapotrzebowania Wehrmachtu). Straty w sprzęcie były poważne; 11 dywizji pancernych – ciężkich i lekkich – uczestniczących w kampanii polskiej, zostało przeformowane na 10; ilość 36 batalionów czołgów pozostała bez zmian, tylko przeciętna ilość czołgów w batalionie była w 1940 r. o parę sztuk niższa; nastąpiło natomiast radykalne przezbrojenie, dzięki czemu większa część czołgów typu Pz-1 i Pz-2 została zastąpiona przez Pz-3 i Pz-4. Szybciej zostały nadrobione straty w lotnictwie (spisano z ewidencji ponad tysiąc maszyn, z czego straty bojowe wyniosły ponad 600, pozostałe samoloty zostały całkowicie zużyte), co pozwoliło Luftwaffe wiosną 1940 r. osiągnąć stan o połowę wyższy niż 1 września 1939. Ogólnie Wehrmacht w październiku-listopadzie miał 50-60% efektywów, osiągniętych na 10 maja 1940 r. W sumie zatrzymanie nad Wisłą i zużycie sił niemieckich było na tyle znaczne, że Francuzi bez większego ryzyka mogli prowadzić operacje zaczepne przez cały październik, a translokacja głównych sił niemieckich na front zachód nie likwidowała przewagi francuskiej, choć mogła doprowadzić do stabilizacji frontu. Ważniejsze były jednak początkowe skutki polityczne uderzenie francuskiego (wewnętrzny kryzys w Rzeszy), do których mogłoby dojść już w końcu września.
Strategiczne i polityczne skutki związania Wehrmachtu w Polsce zostały przekreślone przez Stalina. Sowieci uderzyli 17 września, a chociaż prowadzili operacje nieudolnie i ślamazarnie, skutek polityczny był natychmiastowy. Alianci zachodni, którzy 14 września zdecydowali się czasowo zawiesić główne działania zaczepne do momentu zakończenia koncentracji całości sił (co miało nastąpić miedzy 22 a 29 września) oraz do wyjaśnienia, czy główna część Wehrmachtu nie została w tym czasie przerzucona na zachód – zatrzymali 18 września wszystkie działania zaczepne na froncie zachodnim (jako ostatnie prowadzone na osi Metz-Trewir), a w początkach października ewakuowali zajęte wcześniej przedpola linii Zygfryda. Rozpoczęła się siedmiomiesięczna drôle de guerre – dziwna wojna bez walk. Umożliwiła ona rozbudowanie Wehrmachtu oraz nagromadzenia zapasów wystarczających do rozbicia Francji i odrzucenia na Wyspę Brytyjczyków.
III. Stan badań i literatura
Polska literatura przedstawiająca Wrzesień, zarówno opublikowana, jak też nagromadzona (zwłaszcza w b. WIH) w postaci relacji i opracowań które nie doczekały się druku, stanowi swoisty ewenement w skali światowej – i to nie tylko w zakresie wydarzeń drugiej wojny światowej. Jest typowe, że w literaturze wojskowo-historycznej przeważa pozytywne podejście do własnych dokonań; docenia się sukcesy, osłabia wymowę niepowodzeń. Charakterystyczna jest literatura niemiecka; zarówno wspomnienia jak opracowania nadmiernie pozytywnie oceniają jakość własnych działań, niepowodzeniami obciążając Hitlera oraz mają tendencję do przesadnego traktowania przewagi przeciwnika. Literatura sowiecka i rosyjska nawet w klęskach spowodowanych skrajną nieudolnością dopatruje się sukcesu – choć współcześnie w stopniu mniejszym, niż kiedyś. W literaturze zachodniej dominuje pozytywne przedstawianie drogi do zwycięstwa. W badaniach, relacjach i literaturze polskiej ogólnie przeważa tendencja do nadmiernego, często skrajnego krytycyzmu – tym ostrzejszego, im bliżej dotyczy wyższych szczebli dowodzenia i kierowania politycznego; nietrudno odnieść wrażenie, że badacze i autorzy, mając możność lepszej lub gorszej oceny, z reguły, najczęściej – i to niejako automatycznie – wybierają tę drugą możliwość.
Na takim stanie badań i podstawowej części literatury przedmiotu zaważyły decydująco względy polityczne, istniejące bezpośrednio po zakończeniu kampanii, ale głównie w okresie PRL.
Najpierw pojawiły się opracowania niemieckie, a w mniejszych ilościach sowieckie, całkowicie deprecjonujące Polskę i jej wysiłek. Arbitralnie wskazywano na rzekomą różnicę cywilizacyjną, względnie klasową, jako zasadniczą przyczynę katastrofy; pierwszą symbolizowały szarże konne na czołgi, drugą – wrogość ludu pracującego i szeregowych żołnierzy do burżuazyjnego państwa oraz pańskich oficerów. Wojsko polskie miało być staroświeckie – na poziomie pierwszej wojny światowej, bez planu wojny, zaskoczone i niezdolne do przeprowadzenia mobilizacji, bardzo źle albo wcale niedowodzone, skłonne do paniki i maruderstwa. Wojna miała trwać 14 dni (Feldzug des 14 Tages), w tym czasie rząd i naczelne dowództwo uciekło za granicę. Działania niemieckie doprowadziły do wyzwolenia mniejszości narodowych, w tym barbarzyńsko prześladowanych 1 do 2 milionów Niemców, ale także Ukraińców, Litwinów, górali i Kaszubów; działania sowieckie uratowały Ukraińców, Białorusinów i Żydów oraz przyniosły wyzwolenie klas pracujących od nędzy i od wyzysku polskich panów. Polska okazała się państwem sezonowym, niezdolnym do samodzielnego istnienia. Bezpośrednią przyczyną jej upadku stała się niemożność skonstruowania własnej polityki i całkowita uległość wobec Londynu.
Bardzo szybko dołączyła do tego propaganda sterowana przez rząd emigracyjny (powstały w drodze swoistego zamachu stanu i oparty na przedwrześniowej opozycji). Tym razem potępiano sanację, tj. rządy po maju 1926 r., niezdolne do kierowania państwem, do stworzenia nowoczesnej armii oraz prowadzenia racjonalnej polityki, zgodnej z interesami narodu – za co odpowiedzialność ponosił dyletant Piłsudski. Głównymi bezpośrednio winnymi byli Beck i Rydz-Śmigły. Pierwszy, zajadły wróg Francji i rzecznik proniemieckiej polityki, być może agenturalnie związany z Berlinem, zajmując w 1938 r. czeskie Zaolzie, odepchnął od Polski Francję, doprowadzając do faktycznego zerwania sojuszu, co uniemożliwiło Francuzom udzielenie realnej pomocy w 1939 r.; gdy jego polityka załamała się wiosną 1939, zamiast ustąpić na rzecz godniejszego (nigdy nie ujawniono nazwiska) – doprowadził do ostatecznej katastrofy. Drugi, amator bez kwalifikacji dowódczych, zaniechał modernizacji armii, nie dopuszczał do dowodzenia wybitnych generałów (padało tylko nazwisko Sikorskiego), a podczas kampanii zabiegał jedynie o bezpieczną ucieczkę do Rumunii. Winni byli również wywodzący się z I Brygady Legionów dowódcy i sztabowcy, a wśród nich zwłaszcza Dąb Biernacki (zapewne dlatego, że na emigracji od początku ostro krytykował Sikorskiego). W kręgu twórców tej propagandy stworzono terminy, które trwale weszły do języka, np. „szosa zaleszczycka”, „domek z kart”. Rozgoryczone niespodziewaną i niezrozumiałą klęską społeczeństwo absorbowało to łatwo.
Po wojnie w kraju, wykorzystując antysanacyjne nastroje, dominujące od czasów okupacji, propaganda PRL narzucała maksymalnie czarny obraz Drugiej Rzeczypospolitej, wszystkich przejawów jej życia, przygotowań do wojny i przebiegu Kampanii Jesiennej. Naczelnym hasłem była demaskacja winowajców klęski wrześniowej. Propaganda PRL łączyła wszystkie elementy występujące w propagandach niemieckiej, sowieckiej i sikorszczańskiej; dopiero po 1956 r. odpadły najbardziej absurdalne zarzuty (np. obcej agentury, która celowo, w myśl własnych interesów klasowych, doprowadziła do klęski). Pod wpływem tej propagandy, a także wskutek ostrej cenzury badania i publikacje naukowe musiały mieścić się w dopuszczalnych ramach politycznych. Aż do końca PRL obowiązywała zasada potępienia wszystkich poczynań politycznych rządów sanacyjnych oraz krytyki sanacyjnego dowództwa; żołnierze walczyli dzielnie, ale im wyższy stopień – tym gorzej (w rzeczywistości najsłabszym ogniwem armii byli podporucznicy rezerwy – dowódcy plutonów oraz zmobilizowani późno szeregowcy w średnim wieku, co jest zresztą prawidłowością występującą zawsze). Przy interpretacji źródeł dominowała zasada przyjmowania wersji maksymalnie krytycznej wobec strony polskiej, a pozytywnej dla przeciwnika; podstawowym kryterium było porównywanie z wzorcem idealnym, w dodatku traktowanym ahistorycznie, w całkowitym oderwaniu od konkretnej rzeczywistości – co siłą rzeczy powodowało, że wszystkie oceny musiały być negatywne. Przykładowo, występujące trudności w nawiązywaniu łączności dyskwalifikowały polski system dowodzenia, gdy większe nawet niedostatki w operacjach prowadzonych przez Niemców i Sowietów (niekoniecznie w 1939 r.) tłumaczono względami obiektywnymi, wynikającymi z warunków czasu i niedoskonałej techniki. Jednostronne oceny Drugiej Rzeczypospolitej i Kampanii Jesiennej, typowe dla produkcji naukowej, w bardziej sprymityzowanej formie przekazywane były przez dziesięciolecia w toku nauki szkolnej. Równie prymitywny, często otwarcie nieuczciwy obraz „zdradzili i uciekli” przedstawiały środki masowego przekazu, także książki i filmy. Klasycznymi przykładami była powieść J. Putramenta – Wrzesień oraz film A. Wajdy wg W. Żukrowskiego – Lotna (ukazujący szarżę kawalerii na czołgi); oba weszły do kanonu literacko-artystycznego, docierając do dziesiątków milionów odbiorców.
Poczynając od 1959 r. rozpoczął się okres ograniczonej demistyfikacji Września, na marginesie oficjalnej historiografii, trwający kilkanaście lat. Wysiłkiem sporej grupy historyków i publicystów, przy aktywnych wsparciu żyjących uczestników wydarzeń, udało się w poważnym stopniu zdemaskować kłamstwa dotyczące historii militarnej, a w znacznie mniejszym stopniu historii politycznej. Wielką pomocą służyły prace nielicznych badaczy emigracyjnych, zwłaszcza twórców kolejnych woluminów pierwszego tomu Polskich sił zbrojnych w drugiej wojnie światowej. W momencie, gdy stan niezależnych badań stworzył możność przejścia do tworzenia syntez oraz całościowej, pogłębionej analizy i pełnej oceny okresu historycznego – zostały one przerwane. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy na emigracji było wyczerpywanie się potencjału badawczego, spowodowanego odchodzeniem starszych badaczy, a w kraju – silne restrykcje polityczne. Znaczny dorobek tego okresu pozostał własnością wąskiego środowiska, emocjonalnie i pokoleniowo związanego z walką o niepodległość, ponieważ wyniki badań z trudem, a na ogół wcale nie wchodziły do oficjalnej historiografii ani do podręczników szkolnych. W końcowym efekcie nowe pokolenie historyków, aktywne po 1989 r., na nowo odkrywa odkryte już prawdy i formułuje wnioski, nieświadome, że zostały one sprecyzowane już dawno. Ponadto, siłą rzeczy działa ciężar swoistej konwencji, przepajającej oficjalną historiografię PRL; dodać do tego należy może nielicznych, ale bardzo zapobiegliwych oportunistów, pragnących – często naiwnie – sprostać skrajnie rozumianym wymogom political correctness: ongiś przodowali w zajadłej antyniemieckości, dzisiaj dopasowują się do nacjonalistycznego marginesu historiografii niemieckiej (ukazała to ostatnio sprawa dywersji niemieckiej w Bydgoszczy). Ponadto, ustalenia niezależnych badań, prowadzonych jeszcze w PRL, ani wówczas, ani dzisiaj nie oddziałały szerzej na treści przekazywane przez masowe media, ani nie znalazły oddźwięku w twórczości artystyczno-literackiej, która zresztą prawie całkowicie zrezygnowała z eksploatowania tego okresu dziejów polskich.
Badania i literatura zagraniczna od początku była pod przemożnym wpływem propagandy lat wojennych oraz oficjalnych badań prowadzonych w PRL. Dochodził do tego nikły stopień zainteresowania wstępnym okresem wojny. Swoisty ton nadał proces norymberski. W zakresie odpowiedzialności za wywołanie konfliktu światowego skupił się on na rozpoczęciu wojny jako takim, ledwo uwzględniającym fakt, że jej początkiem była agresja na Polskę. Przyjęto i obszernie przedstawiono założenie, że istniał złowieszczy spisek przeciwko pokojowi, zorganizowany przez nazistów i generałów niemieckich – ale działał on w jakimś abstrakcyjnym świecie, pozbawionym realiów, przy biernej obecności ZSRR, Wielkiej Brytanii, Francji, USA, które jakby wstrzymały się od jakiejkolwiek aktywności; rzeczywistość historyczna pojawiła się dopiero, gdy doszło do zbrodniczej agresji na Związek Radziecki, wprawdzie późniejszej niż bombardowanie Londynu, ale właściwie rozpoczynającej wojnę. Wizja taka do dzisiaj nie została przełamana.
Literatura anglosaska generalnie pomija wstępny okres wojny, rozpoczynając ją na ogół od kampanii francuskiej; na literaturze amerykańskiej ciąży dodatkowo przekonanie, że prawdziwa wojna światowa rozpoczęła się dopiero w grudniu 1941 r., a wszystko, co działo się wcześniej, to niezbyt istotny wstęp, rozpoczęty zresztą inwazją japońską na Chiny (dla niektórych – interwencją niemiecko-włoską w Hiszpanii). Literatura francuska preferuje okres po czerwcu 1940 r.; wprawdzie niedługo po wojnie rozpętała się we Francji ognista polemika dotycząca przebiegu kampanii 1940 r. i odpowiedzialności za klęskę, ale prawie całkowicie pomijała ona wydarzenia 1939 r. W późniejszym okresie opublikowano dość szczegółową dokumentację działań wojsk francuskich, poczynając od mobilizacji sierpniowo-wrześniowej 1939, ale to cenne źródło nie zostało jak dotychczas wykorzystane dla jakiegokolwiek analitycznego opracowania pierwszych tygodni wojny. W całej literaturze zachodniej oryginalne prace poświęcone wstępnemu okresowi wojny, w tym Kampanii Jesiennej w Polsce, można policzyć na palcach. Wszystkie powstały w oparciu o literaturę niemiecką i PRL, bez samodzielnych badań źródłowych – i jakkolwiek całkowicie przestarzałe, nadal są w obiegu naukowym. Ponadto w licznych publikacjach wydarzenia 1939 r. wzmiankowane są skrótowo, najczęściej bałamutnie. Wymowa bliska jest propagandowym hasłom okresu wojennego i bezpośrednio powojennego, jakkolwiek najchętniej autorzy odwołują się – na ogół w dobrej wierze – do ustaleń polskich, tj. oficjalnych publikacji PRL.
Literatura sowiecka i rosyjska konsekwentnie trzyma się linii wytyczonej w latach czterdziestych. Szybko zrezygnowano wprawdzie z tezy, że wystarczyło jedno wspólne uderzenie sowiecko-niemieckie, aby rozpadł się sztuczny twór traktatu wersalskiego; zastąpiła ją nowa, a mianowicie, że główną przyczyną upadku Polski była słabość wewnętrzna państwa, zaś uderzenie niemieckie uruchomiło tylko proces rozpadowy. Do dzisiaj można przeczytać, że Armia Czerwona ruszyła dopiero wtedy, gdy Rzeczpospolita całkowicie się rozpadła, na Naczelny Wódz i rząd uciekli za granicę. Jednostkowe próby nieco bardziej obiektywnego przedstawienia wydarzeń (Proektor) zostały dawno już zlikwidowane. Cechą charakterystyczną literatury sowiecko-rosyjskiej jest prawie całkowite niewykorzystywanie źródeł archiwalnych i zastępowanie ich przez materiały wspomnieniowe oraz współczesną wydarzeniom prasę sowiecką. Po raz pierwszy w szerszym stopniu źródła dotyczące agresji sowieckiej wykorzystali dopiero ostatnio polscy historycy.
Na badaniach i literaturze niemieckiej do dzisiaj ciążą wnioski formułowane w latach wojny; nawet w publikacjach ostatnich lat można np. przeczytać, że działania lotnicze wymierzone w cywilną ludność zainaugurowali Brytyjczycy w 1941 r. Dochodzi do tego odmienny sposób podejścia w zależności od kierunku geograficznego. Prace poświęcone frontom zachodniemu i południowemu pisane są zgodnie z zasadami politycznej poprawności, zwłaszcza jeśli dotyczy to Amerykanów i Francuzów. Przy froncie wschodnim ta zasada już nie obowiązuje; wprawdzie porzucono całkowicie pierwotny triumfalizm, ale zastąpiono go bardzo przesadnym przedstawianiem ogromnej przewagi sowieckiej, co niewątpliwie wypacza obraz całej wojny. Generalnie, zjawiska rewizjonizmu historycznego dają się coraz silniej odczuwać. Co do wydarzeń roku 1939, politycznych i wojskowych, badania były i są bardzo ograniczone, a literatura szczupła. W pewnym stopniu ma na to wpływ fakt, że przyśpieszone wejście Niemiec do wojny spowodowało, że wiele służb, w tym dokumentacyjnych, studiujących doświadczenia wojenne, zaczęło prace ze znacznym opóźnieniem; np. dziennik działań wojennych zaczęto prowadzić w OKW dopiero w 1940 r. Materiały dotyczące doświadczeń z kampanii polskiej, częściowo opublikowane podczas wojny, zaginęły albo zostały zniszczone. W zakresie politycznego i militarnego przygotowania wojny nie posunięto się znacznie dalej, niż to wynikało z dokumentów przedstawianych w procesach norymberskich, względnie opublikowanych przez Amerykanów wkrótce po zakończeniu wojny. W całym okresie powojennym wydano tylko jedną oryginalną pracę o Kampanii Jesiennej (Vormann), zresztą bardzo jednostronną i ubogą warsztatowo. Generalnie jest to okres poza zainteresowaniem badawczym – i to tak bardzo, że przy bogatej literaturze ukazującej, jak to generałowie przeciwstawiali się Hitlerowi, nikt nie zadał sobie nawet pytania, czemu na jedną agresję niespełnioną (czeską) oraz pięć wykonanych (polska, norweska, francuska, bałkańska, rosyjska) ani jeden generał nie chciał odwieść Führera od ataku tylko w przypadku działań przeciwko Polsce. Wydarzenia 1939 r. traktowane są natomiast marginalnie w bardzo licznych pracach, przy czym wymowa ich bazuje głównie na ocenach wojennych, a ubocznie na oficjalnej historiografii PRL.
Wyniki badań i literatura polska po 1989 r. są bardzo nierówne: obok prac powielających wątpliwy dorobek wcześniejszy odnotować można sporo nowych, oryginalnych i cennych publikacji. Szczególnie wartościowe są prace sięgające do wcześniej niedostępnych, a nawet zakazanych archiwów polskich i radzieckich, choć niekiedy badacze nie bardzo radzą sobie z krytyką źródeł, często traktując je nazbyt dosłownie, że nie powiem – naiwnie. Zastanawiać może, czemu z równą gorliwością nie sięga się do archiwów niemieckich.
Mimo powyższych, fundamentalnych braków efekt kilku dziesiątków lat badań jest niewątpliwie pokaźny. Dysponujemy szeroką szczegółową dokumentacją wydarzeń, zwłaszcza wojenno-frontowych, w mniejszym stopniu sztabowo-dowódczych oraz politycznych; mimo znacznego skażenia nierzetelnymi albo oportunistycznymi ocenami, zebrana bogata faktografia pozwala na bardziej rzetelną, kompleksową analizę. Wprawdzie materiał jest w znacznej mierze rozrzucony i w poważnym stopniu nierówny, co powoduje konieczność przeprowadzenia pełnej kwerendy zawartości archiwów polskich, a szerszej penetracji rosyjskich, niemieckich, a także francuskich, brytyjskich i włoskich. Można jednak powiedzieć, że podstawowy zrąb materiałów został zebrany. Wymaga on pogłębionej analizy, pojawia się już konieczność tworzenia szerszych syntez. Odrębną kwestią pozostaje oddziaływanie na literaturę światową w kierunku rewizji jej jednostronnych, często bałamutnych ocen, ale zwłaszcza wypełnienia białych plam dotyczących zarówno samego procesu wchodzenia świata w wojnę, jak polskiego udziału politycznego i militarnego w tym decydującym okresie. Zapewne nie jest to niemożliwe bez zainteresowania tematem badaczy w innych krajach.
Relacja ze spotkania w Warszawie, podczas którego został wygłoszony referat











