Referaty

Oddziały wileńskie w operacji „Ostra Brama”

Paweł Rokicki

Atak oddziałów partyzanckich Armii Krajowej na Wilno w ramach operacji „Ostra Brama” nastąpił nocą z 6 na 7 lipca 1944 roku. Jednak zamiast pięciu przewidzianych planem zgrupowań bojowych, które miały dokonać koncentrycznego uderzenia ze wszystkich stron, udział w szturmie wzięły jedynie dwa z nich. Nie doszło także do wsparcia akcji od wewnątrz ze strony konspiracyjnego garnizonu Wilna. Wykonanie akcji „Ostra Brama” sprowadziło się więc do ataku jedynie na południowo-wschodnie przedmieścia Wilna, w wykonaniu zgrupowań bojowych pod dowództwem mjr. Antoniego Olechnowicza „Pohoreckiego” i mjr. Czesława Dębickiego „Jaremy”. Liczyły one łącznie około 3500–4000  żołnierzy, z czego niemal połowa pochodziła z Okręgu Nowogródzkiego. W skład tej grupy wchodziło 8 jednostek w sile batalionów (I, III, V i VI batalion 77 pp AK, 3, 8, 9 i 13 Brygada AK), oraz cztery mniejsze pododdziały osłonowe i rozpoznawcze. Były one dobrze uzbrojone, ale prawie wyłącznie w podstawową broń piechoty. Na dowódcę natarcia zewnętrznego przewidziany był ppłk Adam Szydłowski „Poleszuk”, ale na skutek jego nieobecności w krytycznym dniu faktycznym dowódcą operacji stał się sam ppłk Aleksander Krzyżanowski „gen. Wilk” – komendant połączonych Okręgów Wileńskiego i Nowogródzkiego. Z powodu braku łączności część batalionów, szczególnie ze zgrupowania mjr. „Pohoreckiego”, i tak walczyła samodzielnie, bez styczności z sąsiadami i dowództwem. Rozciągnięte w tyraliery oddziały, posuwając się wyznaczonymi sektorami, utworzyły front o szerokości kilku kilometrów. Impet uderzenia zgrupowania „Pohoreckiego” został w dużej części wyhamowany jeszcze przed osiągnięciem właściwej linii obrony miasta. Najsilniejsze z batalionów – 3 Brygada Wileńska i III batalion 77 pp AK wykrwawiły się w bojach na przedpolu, wikłając się w walki z obozującymi pod miastem niemieckimi oddziałami frontowymi w Kolonii Kolejowej i we wsi Góry. Najdalej natarcie posunęło się na lewym odcinku na Hrybiszkach i Rossie, gdzie przejściowo opanowano część okopów zasadniczej linii obrony. Po kilku godzinach ciężkich walk  nastąpiło załamanie się ataku w ogniu lotnictwa i artylerii nieprzyjaciela. Konsekwencją był ogólny odwrót nakazany przez „gen. Wilka”. Na domiar złego, po południu 7 lipca, na skutek brutalnego zetknięcia się z czołówką wojsk sowieckich mjr „Pohorecki” rozwiązał swoje zgrupowanie, nakazując dowódcom batalionów przejście do konspiracji. Rozkaz ten częściowo został wykonany. Efektem natarcia w nocy z 6 na 7 lipca były duże straty w zabitych i rannych, również wśród kadry dowódczej, oraz utrata znacznej części potencjału bojowego wojska, które do końca bitwy o Wilno nie wzięło już udziału w walkach. Przykładem ilustrującym kondycję oddziałów po walce może być jeden z najliczniejszych – III batalion 77 pp AK. Ze słów dowódcy tego batalionu wynika, że spośród 511 żołnierzy, z którymi ruszył do ataku, udało mu się zebrać po walce około 280, czyli 55% stanu wyjściowego [I]. Zupełnym wyjątkiem wśród atakujących tego dnia była 3 Brygada por. Gracjana Fróga „Szczerbca”, która mimo iż także została zdziesiątkowana, wytrwała na placu boju na przedpolach Wilna. Pod wieczór 7 lipca dowódcy udało się zgromadzić około 100–150 spośród ponad pół tysiąca swoich żołnierzy. Mimo tych strat w następnych dniach oddział „Szczerbca” ponawiał ataki, współdziałając z Armią Czerwoną. Systematycznie odtwarzano też stan osobowy poprzez zbieranie rozproszonych w dniu natarcia partyzantów i przyjmowanie miejscowych ochotników.

 

Klasycznych wątkiem przy rozważaniach nad akcją „Ostra Brama” jest sprawa absencji w dniu ataku i losy pozostałych zgrupowań bojowych, czyli zgrupowań kpt. Staniasława Sędziaka „Warty”, rtm. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, mjr. Mieczysława Potockiego „Węgielnego” oraz kilku innych oddziałów, w tym najsilniejszej jednostki wileńskiej – 6 Brygady AK. Absencji spowodowanej bądź to na skutek obiektywnej niemożności dotarcia na czas pod Wilno z powodu spóźnionego otrzymania rozkazów o przyspieszonym terminie natarcia, bądź też, jak się przypuszcza, świadomej rezygnacji. To ostatnie zjawisko jest do dziś przedmiotem kontrowersji i rozbieżnych ocen wśród historyków. Sprawę pogorszył też rozgardiasz w planowaniu. Bowiem zamiast skoncentrować się na jednym przedsięwzięciu, czyli w tym przypadku na operacji „Ostra Brama”, jednocześnie starano się realizować akcję „Burza”, a oddziały wileńskiego Kedywu – 6 Brygada i OL Bazy nadal czekały na sygnał do dawno już nieaktualnej, ale nieodwołanej oficjalnie akcji „Roma”, czyli dywersji na liniach kolejowych. W efekcie 6 Brygada oraz zgrupowania kpt. „Warty” i rtm. „Łupaszki” nie wzięły udziału w bitwie. Osobiście przypuszczam, iż ich absencja nie była decydująca dla losów bitwy. Możliwe, że przy maksymalnym skupieniu sił osiągniętoby lokalne sukcesy, które ułatwiłyby Armii Czerwonej zajęcie miasta i być może skróceniu uległby ogólny czas walki, ale o samodzielnym opanowaniu Wilna, co było głównym celem operacji, nie mogło być mowy. Zatem ani efekt militarny, ani propagandowy nie wzrósłby skokowo, natomiast na pewno wynikiem szerszego zaangażowania się w walki uliczne byłyby jeszcze wyższe straty osobowe. Najbardziej rokującym miejscem do osiągnięcia lokalnego sukcesu była prawdopodobnie północna dzielnica Wilna, którą, z dużym spóźnieniem, rankiem 8 lipca planowało zaatakować wzmocnione zgrupowanie mjr. „Węgielnego” w sile 5 brygad partyzanckich (1, 2, 4, 23 i 36 Brygada). Naprzeciw stał wówczas wyjątkowo mizerny kordon obrony niemieckiej, który jeszcze tego dnia rozpadł się pod naporem Sowietów. Jednocześnie za plecami Niemców skupiła się znaczna część garnizonu miejskiego, mogąca potencjalnie wesprzeć atak. To wyjątkowe sprzężenie korzystnych okoliczności nie zostało jednak wyzyskane i nie dowiemy się już, na ile było realne do wykorzystania. Major „Węgielny” podporządkował się bowiem operacyjnie dowództwu sowieckiej 277 DP i rezygnując ze szturmu, w dniach 8–12 lipca operował w odległości około 20 km na północ od Wilna, pełniąc rolę osłony właściwej bitwy. Z jednej strony zgrupowanie to bardzo dobrze zrealizowało wytyczne dotyczące wejścia w relacje sojusznicze z Armią Czerwoną, jednak odbyło się to kosztem realizacji zasadniczego celu w postaci zaakcentowania roli żołnierza polskiego w walce o stolicę regionu Wilno. Ono bowiem było głównym obiektem akcji a nie gminna wieś Mejszagoła, w okolicy której zgrupowanie spędziło najgorętsze dni bitwy.

 

W ten sposób wysiłek AK w bitwie wileńskiej rozproszył się na kilku odosobnionych odcinkach, z których najsilniej związaną z właściwym celem akcji wydaje się być walka konspiracyjnego garnizonu miasta. Nie włączył się on do walki w sposób przewidywany przez twórców operacji „Ostra Brama” również z powodu spóźnionego przekazania rozkazu. Ale nawet w przypadku otrzymania go o czasie wątpliwe byłyby efekty ewentualnego wystąpienia. Nie mogło być mowy o powstaniu na skalę porównywalną z powstaniem warszawskim. W dyspozycji komendanta garnizonu miejskiego mjr. Leona Koplewskiego „Skarbka” było ogółem prawdopodobnie tysiąc kilkuset ludzi. Według jego słów w przededniu walk miało ich być około 1200, skupionych w 20 plutonach po około 60 ludzi. Niestety, dokładna liczebność „Dworu” i rzeczywista liczba plutonów wciąż czeka na zweryfikowanie. O braku zdolności bojowych decydował przede wszystkim deficyt broni, której nie miało aż 90% żołnierzy garnizonu. [II] Reasumując, „Dwór” mógł sobie wówczas pozwolić na uzbrojenie, w znacznej części w broń krótką i granaty, jedynie kilka plutonów w całym mieście, pod warunkiem skomasowania broni. Oznaczało to możliwość prowadzenia bardzo ograniczonych działań, głównie sabotażu i pojedynczych uderzeń w wybrane cele. Poza tym, z powodu ewakuacji większości mieszkańców miasta i ograniczenia ruchu ludności przez Niemców, nie zdołano w wystarczającym stopniu skoncentrować oddziałów do walki. Na przykład na punk zborny dzielnicy D przed walką dotarło jedynie około 30% ludzi [III]. W praktyce, pierwsze dni walki o Wilno garnizon, a w zasadzie ta jego część, która zdołała się zebrać, spędził ukryty podzielony na niewielkie pododdziały na melinach – punktach wyczekiwania. Znanych jest kilka przypadków wykrycia przez Niemców miejsc koncentracji, zakończonych śmiercią polskich żołnierzy. Wśród prób działań zaczepnych podjętych w początkowym okresie wymienić należy nieudany, przeprowadzony 9 lipca atak na siedzibę policji litewskiej przy ul. Żeligowskiego 4, w wykonaniu dzielnicy D, oraz akcję z 10 lipca, mającą na celu uwolnienie więźniów z więzienia na Łukiszkach, w której poległ dowódca ppor. Marian Homulnicki „Wiktor” z dzielnicy B. Czynnikiem decydującym o udziale oddziałów miejskich AK w walce okazały się postępy wojsk sowieckich. Ogniskiem walki AK stała się dzielnica kalwaryjska, nad którą sowieci przejęli panowanie już 8 lipca. Odwrót Niemców uaktywnił rozlokowane w tej części miasta pododdziały AK, które likwidowały patrole i obiekty nieprzyjaciela, m.in. zdobywając magazyny w koszarach wojskowych. Niezwłocznie też nawiązano współpracę z jednostkami Armii Czerwonej. Komendę nad znajdującymi się w tej części miasta oddziałami AK, w tym również nad licznymi grupami z pozostałych dzielnic (szczególnie z dzielnicy B), sprawował dowódca dzielnicy A kpt. Bolesław Zagórny „Jan” a bezpośrednio w walkach zgrupowaniem dowodził jego zastępca por. Władysław Roszkowski „Biały”. Zgrupowanie początkowo trzech, a później czterech plutonów pod dowództwem por. „Białego”, po szybkim zebraniu ludzi i doposażeniu się w zdobyczną broń wykazało dużą aktywność bojową w dniach 10–13 lipca. Szczególnie zacięte walki oddział prowadził 10 lipca i nocą z 10 na 11 lipca, uczestnicząc przy boku Armii Czerwonej w sforsowaniu Wilji i walkach na terenie Śródmieścia i Starego Miasta. Najcięższą akcją, okupioną stratami, było zdobycie niemieckiego bunkra dowodzenia obroną miasta przy ul. Subocz. W walkach oddział przedarł się przez całe miasto, osiągając południowe przedmieścia za dworcem kolejowym. Później, aż do zakończenia walk w dniu 13 lipca, brał udział w oczyszczaniu miasta z Niemców. Wraz z wdarciem się Sowietów i zgrupowania „Białego” do Śródmieścia nastąpiła reaktywacja zamaskowanego tam oddziału dzielnicy D, który skutecznie tym razem ponowił atak na komendę policji a w następnych dniach zdołał opanować niewielki kwartał ulic. Podobnie było na Zwierzyńcu, gdzie dowództwo nad zbiorczym oddziałem z różnych dzielnic i przejściowe panowanie na ulicach w okresie 10–12 lipca objął gospodarz terenu – komendant Rejonu 2 z dzielnicy B rtm. „Grom”. Nastąpił wówczas efekt śnieżnej kuli. Wraz z postępem wojsk sowieckich odblokowane zostały kolejne grupy miejskie i pojedynczy żołnierze, którzy następnie z łatwością uzbrajali się w podejmowany z pobojowiska niemiecki sprzęt wojskowy. Jedynym zaś pododdziałem partyzanckim, który zapisał się w walkach wewnątrz Wilna był pluton/kompania ppor. Romana Żebryka „Koraba”, specjalnie w tym celu wysłany do miasta przez dowódcę 1 Brygady 12 lipca. Do rangi symbolu urósł zaś epizod przedarcia się w końcowych godzinach walk i zatknięcia w dniu 13 lipca przez patrol z dzielnicy D polskiej flagi na baszcie zamkowej, niestety nie uszanowanej później przez czerwonoarmistów. Po zakończeniu walk nastąpiła koncentracja plutonów miejskich w dzielnicy kalwaryjskiej, w której Sowieci oddali komendę placu Armii Krajowej. Utworzono wówczas zbiorczy oddział w sile batalionu, skupiający żołnierzy ze wszystkich wileńskich dzielnic, który 15 lipca opuścił miasto i udał się na nakazaną przez Komendanta Okręgów koncentrację w rejonie Turgiel. W momencie wymarszu z miasta oddział ten liczył około 500 ludzi, dobrze dozbrojonych podczas walk, o dużo większym potencjale bojowym niż miał 6 lipca.

 

Ostatnim aktem bitwy wileńskiej był zaskakujący, szczególnie dla Polaków, bój spotkaniowy zgrupowania mjr. „Węgielnego” z przedzierającą się z okrążenia resztką niemieckiej załogi Wilna. Podczas przemarszu w rejon koncentracji zgrupowanie natknęło się o świcie 13 lipca koło Krawczun i Nowosiółek na silne grupy około 3 tysięcy Niemców. Doszło do bitwy, która stała się jedną z największych spośród stoczonych przez Armię Krajową. Zupełnie wyjątkową była okoliczność, że nie istniała wówczas zasadnicza dysproporcja ani w liczebności, ani w uzbrojeniu obu stron. Wynik starcia nie został definitywnie rozstrzygnięty. Niemcy zdołali zrealizować swój plan i ewakuować większość grupy za Wilję, pomimo ataku polskich partyzantów. Za sukces żołnierzy AK należy zaś uznać opanowanie początkowego kryzysu, jaki zarysował się po rozbiciu przez Niemców 1 Brygady oraz przejęcie inicjatywy w dalszej walce, co zaowocowało wyeliminowaniem kilkuset żołnierzy niemieckich i ograniczeniem rozmiarów niemieckiej ucieczki. Straty w ludziach były duże po obu stronach. Polaków poległo i zaginęło ponad stu, a dalszych kilkudziesięciu było rannych.

 

Operacja wileńska obu okręgów Armii Krajowej zakończyła się ogólną koncentracją oddziałów partyzanckich i zmobilizowanych rezerw z siatki konspiracyjnej w okolicy Turgiel. Do dnia 17 lipca stawiło się tutaj ponad 10 tysięcy żołnierzy, z których rozpoczęto formowanie 19 Dywizji Piechoty i Wileńskiej Brygady Kawalerii, w ramach planu Odtwarzania Sił Zbrojnych. Jednocześnie prowadzono negocjacje z dowództwem III Frontu Białoruskiego, mające na celu uzgodnienie wspólnej walki z Niemcami. Według ciągle jeszcze niepewnych szacunków Armia Krajowa straciła pod Wilnem ponad tysiąc zabitych i rannych żołnierzy.

 

Decyzja o uczestniczeniu w walce o Wilno wydaje mi się być ze wszech miar słuszna. Jednak koncepcja realizacji tego zamiaru, która przybrała formę operacji „Ostra Brama” wydaje mi się wielce niedoskonała. Przyczyn jej militarnego załamania się upatrywałbym po pierwsze w obciążeniu priorytetami politycznymi, co wpłynęło na przyjęcie nieosiągalnego celu militarnego i złej taktyki prowadzenia walki. Taktycznym błędem zdeterminowanym przyczynami politycznymi był już sam  wybór kierunku natarcia nocą z 6 na 7 lipca. Z południowo-wschodniej strony miasta spodziewano się nadejścia Armii Czerwonej, dlatego też dowództwu za wszelką cenę zależało na pokazaniu się w walce w tym miejscu. Tak się jednak składało, że obrona niemiecka akurat tutaj była najsilniejsza. Przez nieosiągalny cel militarny mam na myśli obiektywnie nierealny w ówczesnych warunkach pomysł samodzielnego opanowania Wilna, nie liczący się z niemieckimi planami obrony miasta. Natomiast zła taktyka przyjęta przy realizacji akcji najpełniej da się streścić w stwierdzeniu, że zbytnio przejęto styl walki regularnego wojska, zamiast pozostać przy sprawdzonej i skutecznej taktyce stricte partyzanckiej, czyli prowadzenia walki nieregularnej, obecnie nazywanej walką asymetryczną. Paradoksalnie, prawdopodobną przyczyną odejścia od taktyki partyzanckiej były jej dotychczasowe sukcesy. Jeszcze na kilka miesięcy przed lipcowym przesileniem, na przykład w początku stycznia 1944 r., nie było chyba optymisty, który wyobrażałby sobie możliwość zorganizowania takiej operacji wojskowej w sytuacji, gdy siły partyzanckie Okręgu Wileńskiego zamykały się ogólną liczbą około 300 partyzantów. Dopiero lawinowy rozrost oddziałów i narastająca z miesiąca na miesiąc przewaga w terenie uzyskana w wojnie partyzanckiej, w tym błyskotliwe rozgromienie formacji Vietine Rinktine w maju 1944 roku, pozwoliły na zakiełkowanie tak ambitnego, jak się okazało, zbyt ambitnego pomysłu, jakim był atak na Wilno w celu jego samodzielnego opanowania. Ale akcja na taką skalę nie mogła się udać oddziałom partyzanckim, które nie mogły być równorzędnym partnerem dla niemieckich oddziałów frontowych. Entuzjazm i zapał do walki nie mógł zastąpić realnych braków. O skazaniu na porażkę decydowały takie elementy sztuki wojennej jak brak sprawnego aparatu dowodzenia koniecznego do prowadzenia operacji na taką skalę, tzn. tak dużymi i rozproszonymi w terenie siłami. Łączność oparta na kurierach, jak pokazały lipcowe wydarzenia, nie mogła wchodzić w grę, bowiem dynamizm wydarzeń frontowych był zbyt duży. Wileńsko-nowogródzka AK nie dysponowała, niestety, niezbędną w takiej sytuacji łącznością radiową. Braki w uzbrojeniu przeciwpancernym i przeciwlotniczym są aż nadto oczywiste. Sam pomysł ataku na Wilno narodził się zbyt późno i nie starczyło czasu na niezbędne przygotowanie się do walki, w tym rozpoznanie pola walki i dopracowanie samego planu. Do tej pory nikt nie szkolił partyzantów do walk miejskich, przeciwnie, cała dotychczasowa działalność nakierowana była na trenowanie zadań planowanych w ramach akcji „Burza”, czyli ataku z zasadzek na wroga na liniach komunikacyjnych, likwidacja posterunków i punktów oparcia policji. Właśnie akcja „Burza” skonstruowana była z myślą o wykorzystaniu atutów taktyki partyzanckiej, czyli decydowaniu o czasie i miejscu akcji, uderzaniu w warunkach przewagi, wykorzystaniu warunków naturalnych, zaskoczenia i niekonwencjonalnych metod. Natomiast akcja „Ostra Brama” była odejściem zasadniczym od tego stylu walki. Decydowano się bowiem atakować przygotowanego do obrony i dysponującego dużą przewagą techniczną wroga, w miejscu przez niego przygotowanym do walki, w stylu który dawał mu przewagę. Dla przykładu, w pojedynku bokserskim wygrywa nie silniejszy, lecz ten kto zdoła narzucić przeciwnikowi swój styl. Wyższy i silniejszy zawodnik dąży do walki na dystans, a niższy do starcia w półdystancie. Tak i w szturmie na Wilno naturalnym powinno być jak najbliższe podejście do wroga, ewentualne przeniknięcie przez dziury w liniach obronnych i, co byłoby najskuteczniejsze, zaatakowanie możliwie jak najmocniej od środka. Tak jak podczas walki o Warszawę, kiedy to atak nastąpił wewnątrz miasta i został wyprowadzony z najbliższej odległości, z kilkudziesięciu metrów. Od razu doszło do bliskiego zwarcia, w którym częściowo wytrącono Niemcom z ręki oręż przewagi technicznej. Natomiast Wilno próbowano zdobywać regularnym szturmem, skierowanym na polowe umocnienia wokół miasta, batalionami rozwiniętymi w tyraliery. Wystawiono się przy tym na ogień zaporowy z karabinów maszynowych, artylerii i lotnictwa. Próbowano, co prawda, ograniczyć tę przewagę poprzez atak pod osłoną nocy, jednak noc 7 lipca była krótka, bo to zaledwie dwa tygodnie po najkrótszej nocy w roku. Paradoksalnie, siły wewnątrz miasta, które mogły łatwiej zaskoczyć i zaatakować wroga, nie miały broni, a partyzanci, którzy nią dysponowali, nie mogli wedrzeć się do miasta.

 

W bitwach często się zdarza, że wydarzenia idą zupełnie innym torem niż zakładają stratedzy. Tak było i w przypadku operacji „Ostra brama”, której plan zdeterminował jedynie nieudane preludium udziału Armii Krajowej w walce o Wilno. Później fortuna wojenna okazała się łaskawsza i przyniosła umiarkowane, a w końcowym momencie nawet poważne, sukcesy w walkach wewnątrz miasta i pod Nowosiółkami. Wśród nich podkreśliłbym jeszcze raz symboliczne dla nas, choć tylko chwilowe, oddanie przez Sowietów komendy placu dla dowódcy Armii Krajowej w północnej części miasta, będące bez wątpienia odzwierciedleniem wkładu polskich żołnierzy w zwycięstwo. Właśnie te dalsze sukcesy, będące bardziej wynikiem oddolnej inicjatywy dowódców i żołnierzy, ich bitności i silnej motywacji wewnętrznej, przyczyniły się do poprawienia ogólnego bilansu dorobku AK w bitwie wileńskiej. Nie zrealizowały się w stopniu oczekiwanym również rachuby obliczone na korzyści polityczne z wileńskiej bitwy. Bowiem mocarstwa alianckie, zarówno Rosja radziecka, jak też Wielka Brytania i USA przesądziły już o braku poparcia dla polskich aspiracji do Kresów. Dlatego też polskie działania pod Wilnem nie zrobiły na nich pozytywnego wrażenia, wręcz przeciwnie, na premiera Winstona Churchilla podziałały irytująco. Stąd wynikła między innymi cenzura medialna w Wielkiej Brytanii obejmująca temat naszych walk pod Wilnem, przez którą nie mógł się skutecznie przebić głos polskiej opinii i która przyczyniła się do umniejszenia efektów politycznych polskiej walki. [IV] Przypuszczam, że najważniejszym sukcesem politycznym był wydźwięk na użytek krajowy, scalający naród wokół idei walki o nierozerwalność terytorialną Rzeczypospolitej.


[I] protokół przesłuchania Bolesława Piaseckiego z 14.11.1944 r.;

[II] protokół przesłuchania Leona Koplewskiego vel Leona Poklewskiego-Salaka z 19 i 23.01.1945 w aktach sprawy przeciwko Władysławowi Zarzyckiemu i innym, Litewskie Archiwum Specjalne, sygn. 22 490/3;

[III] Jerzy Jensz, Polska flaga na Zamku Gedymina, 1989;

[IV] Cenzurę odnoście walk Polaków o Kresy II RP wprowadzała instrukcja ministra informacji Brendana Brackena z gabinetu premiera Winstona Churchilla, Depesza gen. Kukiela do gen. Sosnkowskiego z 25 lipca 1944 r. w Armia Krajowa w dokumentach 1939–1945, Tom III, str. 570–571;


Relacja ze spotkania w Warszawie, podczas którego został wygłoszony referat

A
A+
A++
Drukuj
PDF
Powiadom znajomego
Wstecz