Ostatnio dodane
-
30 maja w Szczecinie – wykład Andrzeja Krzysztofa Kunerta „Kamienie na szaniec”
15.05.2012 -
Plan pracy na rok 2012
08.05.2012 -
22 maja w Pabianicach – wykład prof. dr hab. Marii Magdaleny Blombergowej „Cmentarze katyńskie”
08.05.2012 -
Plan pracy na 2012 rok
08.05.2012 -
23 maja w Gdańsku – wykład Aleksandra Kozickiego „Działalność Oddziału Informacyjno-Wywiadowczego II Korpusu w latach 1945–1949 na terenie Palestyny i Austrii”
07.05.2012
Referaty
Okręgi AK Wileński i Nowogródzki po 1944 roku. Zarys problemu
Piotr Niwiński
7 lipca 1944 roku oddziały Armii Krajowej Okręgów Wileńskiego i Nowogródzkiego rozpoczęły operację „Ostra Brama” – akcję mającą na celu opanowanie Wilna. Po 6 dniach ciężkich zmagań, po włączeniu się do walki Armii Czerwonej, Wilno zostało zajęte. Skoncentrowane jednostki AK rozpoczęły, w myśl rozkazów Rządu Polskiego i Naczelnego Wodza, reorganizację, aby już jako regularna armia walczyć dalej u boku Sowietów. Jednak początkowo pozornie dobre stosunki z „aliantami naszych sojuszników” załamały się 17 lipca 1944 roku. Decyzje dotyczące rozbrojenia AK zapadły w dowództwie sowieckim już 14 lipca, zgodnie z dyrektywą Stalina nr 220145. Opracowano błyskawicznie plan rozbrojenia oddziałów AK. Początek operacji wyznaczono na 18 lipca, na godz. 4.00. Do pomocy w wykonaniu tego zadania przydzielono gen. Czerniachowskiemu (dowódcy III Frontu Białoruskiego, prowadzącemu rozmowy z AK) gen. Iwana Sierowa z ramienia NKWD. Skoncentrowano kilka dużych formacji NKWD w ogólnej liczbie 12 tys. żołnierzy, w tym m.in. dywizję wojsk wewnętrznych NKWD, jeden pułk i dwa bataliony NKWD oraz 4 oddziały Wojsk Ochrony Pogranicza. Pod pozorem „planowego rozmieszczania” jednostek polskich na terenie przyfrontowym, spenetrowano ich miejsca pobytu, szczególną uwagę zwracając na kadrę dowódczą i uzbrojenie oddziałów. Jednocześnie toczono dalej rozmowy, kamuflując faktyczny ich cel. Żądane przez stronę sowiecką listy obsady przyszłych jednostek polskich stać się miały wkrótce listami osób przeznaczonych do aresztowania.
Akcja NKWD rozpoczęła się jednak 17 lipca aresztowaniem komendanta Krzyżanowskiego i jego szefa sztabu mjr. Teodora Cetysa „Sława”, zaproszonych na rzekomą odprawę do budynku dowództwa Frontu Białoruskiego. Tego samego dnia, w godzinach popołudniowych w miejscowości Bogusze odbyć się miała odprawa dowódców oddziałów partyzanckich, na którą zapowiedział przybycie zarówno ppłk „Wilk” jak i gen. Czerniachowski. Odprawa zakończyła się jednak rozbrojeniem oficerów przez oddział NKWD. Cała ta część operacji zakończyła się pełnym powodzeniem strony sowieckiej, pomimo próby zabezpieczenia miejsca odprawy przez 7 Brygadę pod dowództwem por. Wilhelma Tupikowskiego „Wilhelma”. Tylko nieliczni oficerowie – ci, którzy nie przybyli na odprawę – uniknęli aresztowania.
Spośród nich najstarszy stopniem był ppłk Izydor Zygmunt Blumski „Strychański”, który pełnił w tym momencie funkcję szefa operacyjnego Dowództwa Oddziałów Partyzanckich w Polu. Polecił natychmiast nadać depeszę do Londynu, informującą o zajściu: „W dniu 17.7. podstępnie Sztab Okręgu Nowogródek i Wilno aresztowany. Oddziały AK w sile około sześć tysięcy w marszu na Puszczę Rudnicką, gdzie przyjmiemy walkę. Strychański, płk.” Nakazał także natychmiastowy odwrót wszystkich oddziałów do Puszczy Rudnickiej. W oddziałach ogłoszono alarm i natychmiast szybkim marszem ruszono do najbliższego kompleksu leśnego. W zależności od terminu otrzymania rozkazu, marsz rozpoczął się albo późnym wieczorem albo w nocy z 17 na 18 lipca 1944 roku. Do świtu oddziały polskie maszerowały we względnym spokoju, nieniepokojone w zasadzie przez sowieckie formacje. Akcja rozbrajania polskich oddziałów miała bowiem zacząć się, jak już wspomniałem, zgodnie z rozkazem, o godz. 4.00. Ten krótki okres bierności nieprzyjaciela wykorzystano na przerzucenie jak największej liczby oddziałów do Puszczy, która jednak stała się pułapką. Otoczone zewsząd przed jednostki sowieckie, polskie oddziały zmuszone zostały do rozwiązania się. 19 lipca kadra dowódcza zwolniła z szeregów podległych jej żołnierzy. Znaczna część ruszyła do domów i w większości została internowana przez władze sowieckie w miejscowości Miedniki. Część żołnierzy zamierzała kontynuować walkę i utworzyła dwa zgrupowania: wileńskie (około 150 żołnierzy) i nowogródzkie. Niewielka grupa żołnierzy natomiast postanowiła przebijać się na zachód.
Internowanych w Miednikach, ogółem około 6000 żołnierzy, starano się zachęcić do wstępowania do armii Berlinga. To zadanie skończyło się jednak dla sowietów spektakularną klęską. Praktycznie wszyscy partyzanci odmówili, skandując wspólnie hasło „My chcemy Wilka”. To przywiązanie do osoby dowódcy, jako symbolu niepodległej Polski, uświadomiło sowieckiemu dowództwu niemożność podporządkowania sobie zatrzymanych żołnierzy. Wywieziono ich następnie do obozu w Kałudze, gdzie próbowano wcielić akowców do Armii Czerwonej. Wobec ponownej odmowy, utworzono z nich bataliony robocze, wykonujące prace leśne. Oficerowie zostali zaś wywiezieni w dużej części do obozu w Griazowcu. Zarówno żołnierze, jak i oficerowie byli zwalniani z obozów od początku 1946 roku. Część jednak z nich została poddana procesom sądowym i wróciła z zesłania dopiero po 1956 roku. Niektórzy nie wrócili nigdy.
Te oddziały partyzanckie, które wyrwały się częściowo z sowieckiego okrążenia, wznowiły swoją działalność. Rozproszone jednostki szybko połączyły się, tworząc większe zgrupowania. Miało to na celu zwiększenie szans w ewentualnej walce z nieprzyjacielem. Początkowo istniały dwa takie oddziały: grupujące jednostki wileńskie, pod dowództwem mjr. Czesława Dębickiego „Jaremy” i nowogródzkie, pod komendą mjr. Macieja Kalenkiewicza „Kotwicza”. Szybko jednak realia nowej okupacji wymusiły podzielenie sił partyzanckich na mniejsze części. Powstały dwa oddziały wileńskie. Pierwszy pod kryptonimem „Wisińcza” pod dowództwem kpt. Edmunda Banasikowskiego „Jeża” działać miał na terenie Oszmiańszczyzny, zaś oddział „Solcza” pod dowództwem por. Adama Boryczki „Tońki” – w okolicach Wilna. Podobnie podzieliły teren Nowogródczyzny tamtejsze oddziały: powstało zgrupowanie północne (obejmujące odpowiedni obszar woj. nowogródzkiego), dowodzone przez por. Jana Borysewicza „Krysię” oraz południowe, pod komendą kpt. Stanisława Szabuni „Licha”.
Na początku sierpnia do „Jaremy” dotarły pierwsze szczegółowe wytyczne odbudowanej Komendy Okręgu, bowiem rozbite struktury konspiracyjne obu Okręgów odbudowały się. Na czele Okręgu Wileńskiego, w miejsce aresztowanego ppłk. Aleksandra Krzyżanowskiego „Wilka”, stanął ppłk Julian Kulikowski „Ryngraf”. Okręg Nowogródzki po ppłk. Adamie Szydłowskim „Poleszuku” przejął mjr Maciej Kalenkiewicz „Kotwicz”. Otrzymane rozkazy nakazywały wykorzystanie Puszczy Ruskiej jako tymczasowej bazy, niewdawanie się w walki z Sowietami i czekanie na dalsze rozkazy. Głównym zadaniem miała być zarówno ochrona mieszkańców wsi, jak i opieka nad uciekinierami, szukającymi schronienia w lesie przed poborem do Armii Czerwonej czy terrorem NKWD. Podobne wytyczne przyjęły oddziały nowogródzkie. Tym razem celem partyzantów stała się samoobrona, a nie walka dywersyjna z okupantem. Zastosowanie się do tych wytycznych, wobec wielkiego nasycenia terenu jednostkami sowieckimi, było bardzo utrudnione.
Już 19 sierpnia obława NKWD przeprowadzona w rejonach stacjonowania partyzantów doprowadziła do całkowitego rozbicia oddziału „Wisińcza” w majątku Borowe, 3 km od Dubicz. Ta sama obława sowiecka natknęła się na oddział nowogródzki pod dowództwem kpt. „Bustromiaka”, osłaniający sztab mjr. Kalenkiewicza w miejscowości Poddubicze (3 km od poprzedniego miejsca walki). Mjr „Kotwicz”, mimo że został ostrzeżony przez ocalały oddział, który oderwał się od nieprzyjaciela, postanowił pozostać na miejscu. 21 sierpnia doszło do kolejnej bitwy w miejscowości Surkonty, na wschodnim skraju Puszczy Ruskiej. W jej efekcie oddział nowogródzki został całkowicie rozbity. Polegli też oficerowie sztabu nowogródzkiej Komendy z mjr. Maciejem Kalenkiewiczem „Kotwiczem” na czele. Komendę nad Okręgiem Nowogródzkim przejął dotychczasowy szef sztabu kpt. Stanisław Sędziak „Warta”. Od tego momentu oddziały nowogródzkie prowadziły już walkę samodzielnie, kontakt z Okręgiem Wileńskim nawiązując sporadycznie.
Oddział „Solcza”, jedyny ocalały z Okręgu Wileńskiego, przeniósł się do Puszczy Rudnickiej i tam czekał na dalsze rozkazy W pierwszej połowie września do oddziału dotarła łączniczka z nowymi wytycznymi. Rozkaz nakazywał rozwiązać jednostkę, zamelinować broń i zapewnić bezpieczne zakonspirowanie partyzantów w terenie. Komenda Okręgu uznała za bezcelowe dalsze utrzymywanie w terenie oddziałów zbrojnych wobec olbrzymich sił rzuconych przez władze sowieckie do likwidacji partyzantki. W tym czasie na terenie obu okręgów działały specjalne jednostki NKWD, jednostki Armii Czerwonej oraz tzw. „istrebitielnyje bataliony”, stworzone z miejscowej ludności jednostki pomocnicze NKWD, pełniące funkcje sił pacyfikacyjnych. „Solcza” została rozwiązana. Zakończył się kolejny etap historii Okręgu Wileńskiego.
Nie był to jednak koniec partyzantki. Bowiem oprócz wileńskiego i nowogródzkiego zgrupowania w terenie działały jeszcze inne liczne oddziały zbrojne, próbujące szukać kontaktu z siatką konspiracyjną. Były to albo pozostałości rozbitych Brygad Partyzanckich, albo oddziały utworzone z osób „spalonych”, ukrywających się przed sowieckim terrorem.
Jednym z nich była grupa dowodzona przez ppor. Hieronima Piotrowskiego „Jura”, która działała na terenie Puszczy Nalibockiej. Inny oddział, pod komendą ppor. Mariana Plucińskiego „Mścisława”, działał w obwodzie święcianskim. Oprócz nich wymienić by można choćby grupę pod dowództwem por. Witolda Zyndram-Kościałkowskiego „Fakira” czy liczne samoistnie powstałe oddziałki, składające się z młodzieży chroniącej się przed poborem (m.in. oddział Mariana Brancewicza „Branta”). Podobnie działo się na terenie Okręgu Nowogródzkiego. Te jednostki, działające samodzielnie, stwarzały niebezpieczeństwo dla miejscowej ludności (obarczanej odpowiedzialnością przez władze sowieckie za działalność zbrojną, co prowadziło do wielu tragedii – m.in. w ciągu jednego tygodnia na Oszmiańszczyźnie rozstrzelano 157 osób). Należało więc w jakiś sposób otoczyć je opieką. Najlepszym wyjściem wydawało się rozwiązanie jednostek przy zagwarantowaniu bezpieczeństwa ich członków. Podstawą stała się więc wzmożona akcja legalizacyjna. Istniejąca w Wilnie komórka legalizacyjna wydawała masowo dokumenty, które pozwalały uniknąć aresztowania i dawały szansę rozpoczęcia nowego życia. Jednak przekazywanie tych dokumentów poprzez siatkę zarazem uaktywniało ją i narażało na infiltrację NKWD. Na efekt nie trzeba było długo czekać.
W grudniu rozpoczęły się kolejne, po lipcu i sierpniu, fale aresztowań. Grudzień 1944 roku stał się dla władz sowieckich okresem intensywnych działań na rzecz całkowitego rozbicia oporu polskiego społeczeństwa. Na ulice wyszły liczne patrole, których celem było wyłapanie jak największej liczby młodych Polaków. Nie pomagały żadne dokumenty, gdyż te po prostu darto i wyrzucano. Potem taką osobę „bez dokumentów” aresztowano i zazwyczaj wysyłano na Wschód. Zaostrzyło to znacznie sytuację i doprowadziło do częściowego ograniczenia działalności polskiego podziemia. Akcja legalizacji oddziałów została więc częściowo zawieszona. Dla ratowania najbardziej zagrożonych Komenda Okręgu postanowiła zmienić po raz kolejny dotychczasową taktykę. Konspiracja i wyrabianie dokumentów już nie zapewniały bezpieczeństwa. Wiele osób znowu uciekało do lasu. Dla opanowania tego ruchu ppłk Kulikowski postanowił stworzyć cztery oddziały partyzanckie, tzw. Oddziały Samoobrony Ziemi Wileńskiej.
Pierwszym z nich dowodzić miał rtm. Władysław Kitowski „Grom”, „Orlicz”. Drugim oddziałem dowodził por. Witold Turonek „Tur”, „Tumry”. Oddział trzeci stworzony został na bazie działającego ciągle oddziału pod komendą ppor. Witolda Zyndrama-Kościałkowskiego „Fakira”. Czwarty natomiast znalazł się pod komendą por. Jana Lisowskiego „Korsarza”.
Warto dodać, że w terenie działały też dwa oddziały nowogródzkie pod dowództwem por. Jana Borysewicza „Krysi” oraz por. Czesława Zajączkiewicza „Ragnera”. Przełożonym tych oddziałów był Ludwik Nienartowicz ps. „Miedzianka”, „Mazepa” mianowany przez Komendanta Okręgu Nowogródzkiego komendantem Zgrupowań Samoobrony AK Rady Obrony Ziem Wschodnich (takie nazewnictwo przyjęto na Nowogródczyźnie).
Oddziały te miały za zadanie podporządkowywanie sobie „dzikich” jednostek w terenie i ich stopniową legalizację. Dla osób nieufnych wobec perspektyw normalnego życia, organizowano także szlak przerzutowy na zachód. Na Białostocczyźnie utworzono bazy „podchwytowe”, które miały przejmować przedzierających się partyzantów. Niewiele jednak osób skorzystało z tej drogi (zaledwie kilkanaście drobnych oddziałków). Oddziały Samoobrony walczyły więc dalej na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie. Także i ta droga okazała się krótką.
NKWD zorganizowało w terenie, w oparciu o uzyskane z poprzednich aresztowań informacje, liczne obławy, w celu całkowitego rozgromienia ruchu partyzanckiego. Doszło do wielu bitew i potyczek, z reguły kończących się przebiciem części okrążonego oddziału. Do największej bodaj doszło 2 lutego 1945 roku w Rowinach, 25 kilometrów na wschód od Nowogródka. Skoncentrowane tam zostały dwa oddziały Samoobrony pod Komendą „Orlicza” i “Tumrego” w liczbie około 150 ludzi. Celem koncentracji było przerzucenie obu oddziałów przez granicę na teren Okręgu Białostockiego. Wydzielony oddział Olgierda Wirgiasa “Wrzosa” przetarł co prawda drogę, ale w międzyczasie obydwa macierzyste oddziały zostały rozbite. Nad ranem doszło jednak do walki z otaczającymi wieś znacznie przeważającymi liczebnie jednostkami NKWD wspomaganymi przez „istrebitielnyje bataliony”. Z pogromu ocalało niewielu partyzantów – 82 zostało zabitych, 25 dostało się do niewoli, reszta rozproszyła się w terenie. Ocaleli obydwaj dowódcy, którzy razem z innymi żołnierzami, po różnych perypetiach, zostali w końcu przerzuceni do Polski.
Dwa dni po klęsce w Rowinach, 4 lutego 1945 roku, obława NKWD rozbiła częściowo trzeci oddział Samoobrony pod Komendą „Fakira”. W walce został zabity dowódca. 23 lutego tropiony nieustannie oddział pod nową komendą Włodzimierza Mikucia „Jaremy”, został ostatecznie doszczętnie rozbity we wsi Ławże, gmina Turgiele.
Podobną tragedię przeżywały oddziały partyzanckie Okręgu Nowogródzkiego. 6 stycznia część skoncentrowanych oddziałów nowogródzkich pod komendą Czesława Stankiewicza „Komara” (wywodzących się ze Zgrupowania „Ragnera”) została rozbita w bitwie w rejonie Wisińczy, w Puszczy Rudnickiej. Resztki zgrupowania zostały ponownie rozbite na przełomie lutego i marca. Także drugi oddział nowogródzki poniósł znaczne straty w walce z obławami NKWD. M.in. zgrupowane w rejonie Puszczy Nalibockiej pod dowództwem „Krysi” oddziały nowogródzkie zostały 19 stycznia zaatakowane i częściowo rozbite przez Sowietów.[1] Kilka dni po wspomnianej walce, 21 stycznia, pod Kowalkami zginął dowódca oddziału por. Jan Borysewicz „Krysia”.
Sowiecki terror nie ominął także siatki konspiracyjnej. M.in. 8 stycznia 1945 roku zatrzymany został ppłk Julian Kulikowski „Ryngraf”. Nowym Komendantem Okręgu Wileńskiego AK został niejako automatycznie dotychczasowy szef sztabu mjr Stanisław Heilman „Wileńczyk”.
Po okresie wzmożonego terroru, pod koniec stycznia 1945 roku, władza sowiecka zastosowała specyficzny manewr. Za pośrednictwem aresztowanych wcześniej oficerów AK nawiązano kontakt z polskim podziemiem. Sowieci oferowali, w zamian za ujawnienie struktur, bezpieczną ewakuację na terytorium Polski. Propozycje te jednak nie zostały przyjęte przez stronę polską. Słusznie obawiano się podstępu (manewr ten częściowo powtórzono w marcu w Warszawie, zwabiając w ten sposób w pułapkę przywódców Polskiego Państwa Podziemnego). Jedynym sukcesem strony sowieckiej było ujawnienie ostatniego w zasadzie Oddziału Samoobrony, pod dowództwem por. Jana Lisowskiego „Korsarza” (Lisowski po ujawnieniu przebywał jeszcze jakiś czas w Wilnie a potem ślad po nim zaginął, jego żołnierze natomiast zostali deportowani na Sybir). Wobec tego Sowieci uderzyli po raz kolejny. W kwietniu, podczas kolejnej fali represji, aresztowany został mjr Heilman „Wileńczyk”. Jego miejsce zajął ppłk Antoni Olechnowicz „Pohorecki”. Funkcję Komendanta Okręgu sprawował do czerwca 1948 roku. Olechnowicz rozpoczął zakrojoną na szeroką skalę ewakuację struktur konspiracyjnych obu Okręgów. Żołnierze AK weszli w skład Urzędów Repatriacyjnych i przy pomocy wileńskiej komórki legalizacyjnej rozpoczęto masowe przerzucanie przez granicę żołnierzy obu Okręgów. Do sierpnia 1945 roku udało się rozwiązać większość oddziałów partyzanckich i zapewnić im bezpieczny transport.
Także Nowogródczyzna przeżywała kryzys. Komendant Okręgu Nowogródzkiego kpt. dypl. Stanisław Sędziak „Warta” funkcję swoją sprawował do końca 1944 roku. Potem przeniósł się na terytorium Polski centralnej, gdzie z czasem zaangażował się w działalność organizacji WiN. Od stycznia 1945 roku p.o. Komendanta Okręgu Nowogródzkiego AK został por. Jan Skorb ps. „Boryna”. Natomiast od marca 1945 roku p.o. Komendanta Okręgu Nowogródzkiego AK został Ludwik Nienartowicz ps. „Miedzianka”, „Mazepa”. Aresztowany został przez NKGB 15 sierpnia 1945 roku. Po tym okresie w zasadzie struktura akowska na tych terenach przestała istnieć.
Tylko niektóre oddziały – te, do których nie dotarł rozkaz ewakuacji, bądź które nie zamierzały opuścić Wileńszczyzny czy Nowogródczyzny ze względów pryncypialnych (dom, rodzina) – działały dłużej. Jednym z najdłużej walczących był oddział pod dowództwem por. Aleksandra Radziwonika ps. „Olech”. Jego bazą była Ziemia Lidzka. Dowodzenie oddziałem przejął latem 1945 roku, kiedy poległ dotychczasowy dowódca Jan Urbanowicz „Laluś”. Oddział „Olecha” został rozbity dopiero w 1949 roku, kiedy to w maju w potyczce pod Rokowszczyzną koło Wasiliszek (pow. Szczuczyn) zginął dowódca wraz z 8 żołnierzami.
W sierpniu 1945 roku ostatnia wielka fala terroru doprowadziła do rozbicia resztek organizacji podziemnej. Jednak zdecydowana większość żołnierzy i oficerów obu Okręgów znajdowała się już wtedy na terytorium Polski centralnej. Tam też zostały odtworzone struktury Okręgu Wileńskiego AK. Podjęła działalność Komenda Okręgu, nawiązując kontakt z Naczelnym Wodzem i bezpośrednio się mu podporządkowując. Do lipca 1948 roku prowadziła działalność w trzech kierunkach:
- samopomocy – ułatwienie podjęcia nowego życia konspiratorom i partyzantom poprzez wydawanie dokumentów masowo produkowanych przez wileńską komórkę legalizacji, udzielanie zapomóg finansowych i ułatwianie podjęcia pracy;
- mobilizacyjną – poprzez stworzenie szkieletowej siatki, która w razie otrzymania odpowiednich poleceń była w stanie odtworzyć patrole dywersyjne lub oddziały zbrojne na własnym terenie;
- wywiadowczą – prowadzenie szeroko zakrojonej działalności informacyjno-wywiadowczej na Rzecz Rządu Polskiego w Londynie.
W lipcu 1948 roku siatka Okręgu została ostatecznie rozbita wskutek przeprowadzonej przez MBP w całej Polsce „Akcji X”. W jej wyniku aresztowano kilka tysięcy osób. Zgodnie z wytycznymi MBP („Repatriacja wileńska wg naszej klasyfikacji jest OŚRODKIEM NIEBEZPIECZNYM”) aresztowano wszystkich wilnian podejrzewanych tylko o kontakty, nawet towarzyskie czy rodzinne, z siatką Okręgu.
To zainteresowanie środowiskiem wileńskim nie zakończyło się w latach 40-tych. Kolejne większe akcje, mające na celu penetrację środowiska wileńskiej AK, SB podejmowało w latach 60-tych, 70-tych i 80-tych.
[1] Z kotła wyrwał się wówczas m.in. por. Lech Beynar wraz z 4 oficerami i 17 partyzantami. Nie widząc sensu dalszej walki w terenie całkowicie, jak się im wydawało, opanowanym przez NKWD, oddział ten ruszył na zachód. Rozbrojony został jednak wkrótce na terytorium Białostocczyzny przez Rosjan. Por. Beynar wcielony został w efekcie do Armii Berlinga. Wkrótce zdezerterował, trafiając ostatecznie do V Brygady mjr „Łupaszki" na Białostocczyźnie.
Relacja ze spotkania w Warszawie, podczas którego został wygłoszony referat











